RSS
sobota, 17 kwietnia 2010

Pracowałam też później w restauracji o tej samej nazwie, lecz w „Mc’ Donald’ s” spółka z o.o. Polska. Tam poznałam Anię J., która była otwartą osobą z wiecznym uśmiechem na twarzy. Starała się mnie otworzyć, małymi kroczkami otwierałam się do niej, łączyła nas praca, imprezy pracownicze, zaczęłyśmy chodzić też razem na piwko, na spacery, zaczęła mi się zwierzać, ja się jeszcze wtedy trochę bałam, zaczynała być dla mnie trochę ważniejszą osobą od reszty znajomych z pracy, potrafiła sprawić, że zapominałam o wszystkich problemach, a uśmiech na twarzy pojawiał mi się wtedy bardzo często, za co jej dziękuję.

„Dlaczego mówisz, że mnie lubisz? Dlaczego mówisz, że mnie znasz? Dlaczego tak mówisz?, jeżeli mnie nie znasz. Odpowiedz, dlaczego tak jest? Właśnie tak, że bardzo Cię lubię, że bardzo Ci ufam, lecz boję się, boję się tego, że znowu znajdę przyjaźń i że znowu ta przyjaźń mnie zostawi. Przepraszam za wszystko lecz boję się ufać. Chciałabym, abyś mi zaufała, abyś była dla mnie ważna, lecz boję się. Spraw abym cię 'lubiła', abym Ci zaufała, bo bardzo tego chce,lecz boję się.”

Niestety Ania nie dała sobie rady by mnie rozweselić, gdy zmarł mi dziadek (najważniejsza osoba w moim życiu). Zmarł na raka, bardzo szybko ten rak go zjadł, w ciągu trzech miesięcy, chodziłam do niego do hospicjum, karmiłam go i nie mogłam znieść myśli, że zaraz go stracę. Dziadek nauczył mnie kochać, zastępował mi tatę, którego nie miałam.

Nie mogę pogodzić się z tym, że nie zdążyłam się z nim pożegnać.

„Wiem, że Cię tracę, wiem, że nastąpi dzień, w którym nie będzie nic tak jak dawniej, bo zabraknie Ciebie. Twego uśmiechu, żartów i dziwnie fajnych zaczepek. Nie będzie też miał kto mnie szczypać i gilgotać. Lubiłam z Tobą rozmawiać, a nieraz i droczyć się z Tobą. Lubiłam, gdy wyjeżdżaliśmy wszędzie razem, gdy łowiłam z Tobą ryby, czy też zbierałam grzyby. Teraz już nie będzie tak jak kiedyś. Gdy widzę jak leżysz tak bez ruchu, taki bezradny i bez sił, gdy widzę jak uchodzi z Ciebie życie, jak cierpisz, nie umiesz wstać i nie umiesz wydusić z siebie słowa, moje serce płacze, bo jesteś dla mnie jak ojciec i bardzo Cię kocham. Nie umiem się z tym pogodzić, że to już niedługo, że zaśniesz na wieki. Moje serce płacze a dusza cierpi, bo bez Ciebie pusto się zrobił w mym życiu. Będzie ciemno i ponuro, jak w studni bez dna, w której zamiast wody, będą smutki i cierpienia. Ciężko będzie się podnieść,sama nie dam rady.”

„Nie wierzyłam, że tak bardzo będzie mi brak. Minął miesiąc, a mi brak tego co byłoi nie wróci. Nie wierzyłam w to, że sobie nie dam rady z tym, właśnie z tym co odeszło na zawsze. Tak jak żyłam kiedyś, z uśmiechem na twarzy i siłą w duszy i sercu, tak teraz jestem jak cień, który błąka się bez celu i nadziei w sobie.Załamać się i zamknąć w sobie, jest bardzo łatwo, gdy wszystko nagle się wali, tak po prostu i na zawsze. Lecz jak żyć z tym dalej? Jak znaleźć w morzu smutku jedną malutką kropelkę nadziei? Żebyś wiedział jak bardzo mi Ciebie brak, co teraz czuje i co myślę, gdy Ciebie nie ma i już nie będzie, bo odszedłeś jak chmury na niebie. Tylko, że one wracają, a Ty nie. Gdy myślę o Tobie i wspominam te wszystkie chwile, złe i dobre, łzy lecą mi po policzku, kropla po kropli, spadając w wielką otchłań smutku. Bardzo tęsknie i będę tęsknic.”

Znowu byłam zamknięta w sobie, przestałam wierzyć we wszystko, w przyjaźń, miłość, wiarę, nadzieję, że będzie lepiej, po prostu przestałam wierzyć w człowieka, po co on żyje, po co jest? By cierpieć i umierać? A przecież w jego życiu, w życiu człowieka jest tylko mały skrawek, kawałek szczęścia. To po co żyć i się starać? Wtedy nie wiedziałam po co, teraz wiem że żyjemy właśnie dla tego małego skrawka szczęścia, by przeżyć coś pięknego.

Oczywiście Ania była przy mnie, starała się, lecz ja już nie byłam sobą. Bardzo tęsknię za nią. Była i wiem, że jest, że gdy będę miała problem to znajdzie dla mnie czas, by przytulić i popłakać razem ze mną. Jestem szczęśliwa, że ona jest, choć widujemy się bardzo rzadko, raz na rok, przez co bardzo tęsknię.

 

Była też Kamila P., która pracowała razem z nami, starała się mi pomóc, być przy mnie, rozmawiać, milczeć. Pisała wiersze, ja też, więc pisałam i dawałam jej do czytania, by wiedziała jak się czuję. Często przed pracą spotykałyśmy się i siadałyśmy na ławce by pomilczeć. Lecz ja niestety chodziłam jak cień i odeszłam z pracy. Załamałam się, przez rok z nikim nie rozmawiałam, siedziałam w domu, w swoich czterech ścianach pokoju. Dziękuję, że byłyście przy mnie. Dziękuje Ci Kamilko, bo byłaś przy mnie, miałaś dużo cierpliwości i dzięki Tobie zaczęłam pomału się podnosić. Tęsknię za nią i za tym co mi dała, czego nauczyła. Nauczyła cieszyć się życiem, szukać iskierki nadziei, wychodzić z problemów, z których wydaje się, że nie ma wyjścia.

„Dziękuję, że byłaś przy mnie, gdy potrzebowałam tego. Dziękuję, że porozmawiałaś, wtedy to dużo dla mnie znaczyło. Dałaś mi coś wielkiego, co dużo było dla mnie warte, to chęć do życia, po tym co przeszłam. Zamknęłam wszystkie uczucia w sobie, chodziłam jak cień... i byłaś Ty... Jak Anioł, lecz bez skrzydeł, osoba o dobrym serduszku i bogatej duszyczce, która miała dla mnie małą kropelkę nadziei, w takim głębokim morzu smutku. Chodź dalej cierpię i nie mogę się pogodzić, z tym wszystkim co mnie spotkało. To bardzo dziękuję, że byłaś wtedy, gdy ja stałam nad przepaścią, wtedy, gdy nie widziałam drogi, sensu życia, i wtedy, gdy był smutek, bo bardzo bolało. Sama rozmowa może uszczęśliwić człowieka i sprawić... że znajdzie wyjście z każdej sytuacji, że znajdzie małą nadzieję.Dziękuję.”

20:24, kochanazlosnica
Link Dodaj komentarz »

Po tym ciężkim roku, w końcu odbiłam się od dna, zaczęłam wychodzić z domu, poznawać różnych nowych ludzi i poszłam do pracy, zaczęłam pracować w „ROSSMANNIE”, gdzie poznałam dwie fajne osoby.

Pierwszą opiszę osobę, którą nazywałam „mamą”, stała się dla mnie małym oparciem. Jest siedem lat starsza ode mnie, dużo w życiu przeszła i dużo też mnie nauczyła. To dzięki niej zaczęłam chodzić na dyskoteki, to dzięki niej nauczyłam się na nowo bawić, żyć, śmiać się i nauczyła mnie nawet jak wykorzystywać facetów, tak by tego nie czuli i też by ich nie zranić, by każdy bawił się dobrze.

Gdy miałam problem, nie musiałam mówić, bo ona czuła i widziała, gdy na mnie spojrzała, że coś się stało. Potrafiła mnie przytulić i porozmawiać ze mną, potrafiła sprawić, że zaczynałam wierzyć w siebie. Długo to trwało, lecz dziękuję jej, że tyle czasu poświęciła dla mnie i że się starała.

Gdy skończyłam tam pracować, nasze drogi się rozeszły, żadna z nas nie ma czasu i chcę wierzyć, że tylko o to chodzi. Pamiętam, jak po długim czasie jeszcze raz się spotkałyśmy całą paczką z pracy, poszłyśmy na imprezę, było super, jak zawsze, piwo się lało, biły się kufle, nasza cała siódemka dziewczyn tańczyła na stole, to było piękne. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy taką cała naszą starą paczką, było by miło powtórzyć taką imprezę.

 

Drugą osobą była Ola.

Na początku naszej znajomości, stwierdziłam, że będzie ona ciężka, że ciężko będzie nam się dogadać, albo i w ogóle. Ale nie było tak źle. Zaczęłyśmy rozmawiać ze sobą, choć było trudno, bo obydwie mamy ciężki charakter. Nieraz krzyczałyśmy na siebie i wszyscy myśleli, że zaraz się pozabijamy, ale po tym jak wszystko wykrzyczałyśmy była chwilowa cisza i za chwile kupę śmiechu, i wszystko obracałyśmy w żart.

Ola zaczęła mi się zwierzać, mówiła mi, że jestem jej potrzebna, że traktuje mnie jak kogoś więcej, niż koleżankę, że traktuje mnie jak przyjaciółkę. Ja słysząc te słowa zawsze zmieniałam temat i mówiłam jej, że w to nie wierzę. Ona bardzo się starała bym w to jednak uwierzyła, no i powiem wam, że dopięła swojego po długim czasie. Oddałam jej na początku jakąś małą część swojego serca, potem oddałam jej jeszcze trochę więcej. Stała się dla mnie ważną osobą, ona twierdziła o mnie to samo. Gdy miała problem, pisała do mnie, płakała, a ja zawsze byłam przy niej.

Ola ma córeczkę (mówiliśmy na nią Julka, chociaż nie miała tak na imię), do której strasznie się przywiązałam. Razem chodziłyśmy z małą na spacery, na plac zabaw, mój brat tą dziewczynkę też bardzo lubił i bawił się z nią, spędzał razem z nami dużo czasu.

Chodziłam też z Olą na piwko... i to nie jedno, na imprezy, prawie cały czas spędzałyśmy razem, łączyła nas praca, problemy i płacz, zawsze płakałyśmy razem. Dziękowałam wtedy Bogu za tą znajomość.

„Każdego dnia i nocy, gdy mam problem, gdy cierpię, a łez jest coraz więcej, dziękuję Bogu, że jesteś, że Cię mam. Dziękuję za to, że mam się do kogo przytulić i wypłakać, a Ty mnie zrozumiesz. Że to nie jest tylko mój problem, a nasz. Że płaczesz ze mną, a gdy w życiu znajdzie się radość, mogę dzielić się nią razem z Tobą. Potrafimy razem bawić się, płakać i śmiać się z tego wszystkiego co nas otacza. Dziękuję Ci za tą przyjaźń i pamiętaj, że zawsze będę, że zawsze będziesz potrzebna i nigdy nie myśl inaczej. A gdy coś będzie zamierać, pamiętaj by to pielęgnować, by nie zamarło do końca. Bo ciężko jest znaleźć osobę, której zaufasz bezgranicznie,dla której zrobisz bardzo dużo i potrafisz jej powiedzieć, że jest jedną z nielicznych, a najważniejszych osób w życiu. I ja ją znalazłam. Dziękuję”

Teraz wszystko się zmieniło. Nagle przestałyśmy mówić sobie o większości problemach, nie ufałyśmy sobie do końca, zaczęłyśmy żyć każda swoim życiem. Ja zaczęłam się zwierzać Monice, a Ola zaczęła się zwierzać Kasi. Zamknęła się w sobie, zmieniła się, nie chciała już pomocy ode mnie, a ja stwierdziłam, że jak ktoś ma ochotę to do mnie zadzwoni, jak nie to trudno, nie będę się przejmować. Ale jednak przychodziłam do niej, bo jej córeczka była do mnie przywiązana, lecz nie wiedziałam już jak mam z nią rozmawiać, bo czułam, że już nie jest tak jak kiedyś, że wszystko się zepsuło. Chciałam to jakoś naprawić, ale już nie potrafiłam, byłam bezradna i bałam się, że powiem coś nie tak jak powinnam, bo czułam, że jej już nie zależy.

„Wszystko było dobrze i nagle wszystko się zmieniło. Czy to wina moja, czy Twoja? Czy Ty widzisz ile nas łączyło? I nagle wszystko się skończyło. Dlaczego? Usłyszałam tylko, że nie mam dla Ciebie czasu, i więcej już nic nie usłyszałam... Głucho, ciemno i pusto... A nasze wspomnienia? Wyrzuciłaś tak łatwo w studnie bez dna. Tyle razem przetrwałyśmy, a Ty wyrzuciłaś to z serca przez jedną błahostkę. To wszystko tak mocno boli... Te nasze wspólne wspomnienia. Dlaczego ja cierpię? A Ty się śmiejesz z tego? Dlaczego? Pozwól mi to zrozumieć, pozwól zacząć mi żyć, bo przez Ciebie nie potrafię. Wytłumacz dlaczego tak widzę wszystko jak za mgłą. Mówisz: to był wielki błąd. Pozwól obudzić się z tego koszmaru, bo to bardzo boli. Zapłaciłam za ten błąd przyjaźnią. Siedzę w pokoju, cztery ściany na około, wydają się tak szare. Czy już zapomniałaś? Powiedz, że jeszcze nie. Jest mi ciężko z tym wszystkim, a Tobie nie? Czy nie pamiętasz jak się dzieliłaś szczęściem i smutkiem? Czy już naprawdę nic nie czujesz? Moje serce płacze, łzy po policzku spływają, bo tak mi Ciebie brak, a dusza krwawi, boli, i co mam zrobić? Czy Ty jeszcze wrócisz? Wiem, że mogę tylko pomarzyć. Ile razy mam przepraszać? Ile razy mówić – wróć? Krzyczę! Wołam! Ty nie słyszysz. Proszę, błagam... nie pomaga. Co mam zrobić? Poddać się? Nie mam siły by podnieść się. Wyglądam przez okno i patrzę w niebo, gdy tak rozmyślam, rozmyślam o Tobie. Mam uśmiech na twarzy, lecz tylko przez chwilę. Później są tylko łzy, bo już bez Ciebie. Pamiętam nasze wspólne spacery... Zimne piwko pod drzewem i naszą ławkę, gdy podziwiałyśmy chmury... pamiętasz...? Zawsze wszystko razem, nawet nie myślałam, że może być coś źle, a Ty? Już nie ma nas... Teraz jestem ja i Ty... już osobno. Powiedz, co się stało? Sprawiłaś, że uwierzyłam w przyjaźń, sprawiłaś, że się tak mocno otworzyłam. Czekałam tyle lat... Znalazłam... Mówiłam- będzie trwać wiecznie... i już znikło. Nawet czas nie wyleczy tych ran. Nie wiem co już ze sobą zrobić? Tak mocno to boli, tak mocno nienawidzę,tylko czego? Siebie? Może tego jak się czuję, a zarazem tęsknię... Tylko za czym? Może za kim? Wiem, że za Tobą. Wiedz, że na zawsze w mym sercu pozostaniesz. Teraz ja płaczę, a Ty nie słyszysz. Siedzę w ciemności, pustki ciemności. Zginęłam, został po mnie tylko cień. Jedną ręką jeszcze się trzymam. Czy tak długo będę się trzymać? Złap mnie za drugą rękę, za lewą,bo bliżej do serca. Wiem... nie potrafisz... to koniec. Odnajdziesz mnie tylko tam, gdzie pełno kamieni, staniesz nad moim i powiesz: 'tak mocno tęskniłam, kochałam' lecz ja już wtedy nie odpowiem.”

Siedziałam po nocach, płakałam i myślałam, nie wiedziałam naprawdę co ze sobą zrobić, bo to cały czas wracało. Zrozumiałam, że straciłam ważną osobę w moim życiu, że tylko na nią mogłam liczyć, że była gdy jej potrzebowałam, a teraz zostałam sama. Monika i Iza próbowały mi pomóc, bym się z tego podniosła, bym przestała myśleć i płakać, bym zaczęła się uśmiechać, lecz ja nie potrafiłam i długi czas rzadko się uśmiechałam.

„Ostatnio jakoś nie potrafimy się zgrać, gdy Ty chcesz to naprawić, ja wtedy coś głupiego powiem, bo myślę, że Ci już nie zależy i odwrotnie. Bezsensu... W pubie chciałam się Tobie wypłakać, ale bałam się, że odwrócisz swą twarz, więc dlatego tak się zachowałam. Później powiedziałaś: 'poradzimy sobie razem.' Ale ja nie mogłam w to uwierzyć... I powiedziałaś, że mnie kochasz... wtedy chciało aż się płakać ze szczęścia. Ale Ty stwierdziłaś po moim zachowaniu, że ja już nie chce przyjaźni. Dużo bym dała, żeby to wróciło, żeby dać sobie jeszcze raz szansę. Zrób coś...!!! Powiedz tak szczerze co myślisz, lub szczerze co mam zrobić... Czy zostawić? Jeżeli tak, to uznam to za sen i spytam jeszcze raz. Ja płaczę w ukryciu, Ty też? Całym sercem tęsknię i żałuję. Proszę wyciągnij swą łapkę, przyjmij przyjaźń jeszcze raz i nie puszczaj. Potrzebuje Cię. Złap mnie za rękę i powiedz, że będzie dobrze. Nie niszcz... Daj nam wody... byśmy mogły się odnaleźć, Daj powietrza... byśmy odetchnęły i zaczęły od nowa. Daj trochę ciepła... słońca, by to pielęgnować. Gdy będziesz płakać, pozwól mi złapać Twoją łzę i pozwól bym płakała razem z Tobą, a gdy będziesz się śmiać, pozwól bym znowu śmiała się razem z Tobą.”

Teraz już wiem, że to zginęło i nie wróci i że trzeba się z tym pogodzić. Lecz zawsze będę ją wspominać jak najlepiej... a wspominam i wspominałam przez jakiś czas bardzo często, te wspomnienia bolały, nieraz jeszcze też zabolą, ale wiem, że z czasem przestaną i będę wspominać to z uśmiechem na twarzy. Olę przypominała mi każda głupia błahostka, często zamykałam się sama w pokoju, siadałam, wspominałam, płakałam i nieraz ciężko było mi się uspokoić. Staram się już nie myśleć, wyrzucam wszystko co mi ją przypomina, co mam w sercu. Staram się zakończyć ten dział w moim życiu, lecz to wszystko zostaje przeze mnie wyrzucone na chwilę i powraca, lecz z coraz mniejszą siłą.

„Nigdy do nikogo nie byłam tak przywiązana tak jak do Ciebie. Na nikim mi nie zależało tak jak na Tobie. Płacze i wspominam. Pamiętam wszystkie Twoje słowa i słyszę je teraz, one nie dają mi zapomnieć. Ta przyjaźń była jedyna i nie chce innej. Wyciągnij swą rękę do mnie chodź raz i powiedz, że sobie z Tym poradzę,że będzie dobrze. Już nie proszę, już nie błagam, teraz płaczę w ukryciu, lecz teraz to strasznie boli. Pamiętasz: ”tęsknię i sięgam po lustro wspomnień tych dni... w lustrze wspomnień widzę Cię, w lustrze wspomnień żegnam Cię.” Ja pamiętam, ale już nie chcę, na razie. Gdy płakałaś przy tym i ja płakałam razem z Tobą. A teraz płacze sama w ciemności i nie ma przy mnie nikogo, nie ma przy mnie Ciebie.”

20:24, kochanazlosnica
Link Dodaj komentarz »

Latem poznałam Natalię J., gdy z Olą jeszcze się nie kłóciłam. Ale niestety one obydwie za sobą nie przepadały. Ciężko było je dwie gdzieś razem zaprosić, a chciałam mieć je obie koło siebie.

Natalię polubiłam od razu, jest bardzo ładną dziewczyną, więc się wcale nie dziwie, że mój brat z nią był. Lubi się bawić, jest straszną imprezowiczką.

Nasze imprezy razem były bajeczne, nie do zapomnienia... imprezy w pubie, na plaży, a najlepsze były w domu. Przez dwa tygodnie pomieszkiwała u mnie i ostro imprezowałyśmy, zwłaszcza, gdy wypiłyśmy dwa litry ciociosana (wermutu), wzięłyśmy wtedy pisaki do ręki i zaczęłyśmy śpiewać, a gdy kładłyśmy się spać ja nadal miałam mało i zaczęłam ją zmuszać do picia oblewając jej twarz wermutem (oczywiście delikatnie), gdy ja już miałam dosyć to ona chciała dalej pić. Tego nigdy nie zapomnę, przy tej sytuacji było pełno śmiechu. Następnego dnia strasznie nas głowa bolała, ale już chwilę później rzucałyśmy się kostkami lodu. Potrafiła też przyjechać po mnie w środku nocy by jechać na bulwar, na spacer, by porozmawiać tak szczerze. Teraz jest w Niemczech i już nie ma zamiaru wracać, ma pracę...nie chcę wiedzieć co robi...a może wiem, ale nie chcę o tym myśleć...w końcu to jej życie, a nie moje.

Natalii już nie było w Polsce, gdy pokłóciłam się z Olą, ale była Monika przy mnie i przechodziła to wszystko ze mną, a gdy wszystko się skończyło i był tylko wielki ból poznałam na szczęście Izę. Na Monice bardzo mi zależy, bo wiem, że się stara, że chce być, że jest, cenię ją za to wszystko co dla mnie robi. Poznałam ją na bungee w Gdyni, tam pracowała. Na imprezie poznałyśmy się lepiej i okazało się, że będziemy chodzić razem do szkoły, do tej samej klasy. Znam już ją półtorej roku i cieszę się, że jest przy mnie.

„Byłaś osobą zagubioną, bałaś się ufać... dla Ciebie to nie istniało. Lecz ja obiecałam, że zrobię wszystko,byś uwierzyła. Zaczęło Ci zależeć na mnie, tak samo jak mi na Tobie. Mogłabym Ci zaufać bardzo mocno i miałabym głęboko w serduszkutaką nadzieję, że Ty mi też. Lecz właśnie tego się przestraszyłam, że Ciebie po jakimś czasie też stracę. Przywiązałam się do Ciebie, oddałam Ci moje serduszko lecz się boję, że pojawi się przyjaźń, a może gdzieś tam już się rodzi... i to wszystko zginie... wyparuje. Czy jest sens się bać i poddać... uciec...? Czy może jednak mam walczyć z tym strachem... mam mętlik w głowie i nie wiem już nic.”

Mamy jak na razie wzloty i upadki, ale nie rezygnujemy, staramy się razem przejść przez to wszystko co nas spotyka i mam nadzieję, że będziemy starać się nadal, a nasza przyjaźń tylko się umocni, bo zaczęło mi na niej bardzo zależeć. Ja będę walczyć o to wszystko i o nas, bo chciałabym ją mieć zawsze blisko mego serca, gdy jest dobrze i gdy jest źle, bym mogła się do niej przytulić, wypłakać, by złapała moją rękę i nigdy nie puszczała.

 

ALE NIERAZ BRAKNIE MI TEJ SIŁY I WOLAŁABYM ZE WSZYSTKIEGO ZREZYGNOWAĆ.

 

„Nieraz dziękuję Bogu, że jesteś... że Cię mam. Jesteś moim małym szczęściem. Dziękuję, że mnie lubisz... że mi ufasz i że jesteś. Piękny sen, który mam nadzieję, że będzie trwał wiecznie, i że Cię nie stracę. A Ty w końcu na tyle mi zaufasz, że otworzysz swe serce, a wtedy ten sen nabierze kolorów. I złapiesz mnie za rękę... Powiesz dziękuję... oddałam Ci moje serce, już się nie boję. A gdy zobaczysz moją łzę, ona Ci powie wszystko, spłynie po policzku, uśmiechnie się do Ciebie i powie... Jesteś dla mnie wszystkim. A gdy tak trzymasz mnie za rękę jeszcze szepnę Ci do ucha... nie puszczaj już nigdy, bądź przy mnie, tak jak ja przy Tobie, nie zapomnij, i od czasu do czasu daj kawałek swojego życia... kawałek siebie.”

Monia potrafi być trochę szalona, ale dużo zamknięta w sobie, potrafi być uśmiechnięta, ale nawet wtedy gdy jest źle. Potrafi powiedzieć co myśli, lecz ciężko jej to idzie i trzeba z niej to wyciągać, bo zawiodła się na kimś i jest teraz bardzo ostrożna. Jednak zawsze mnie upewnia w tym, że ona pomału, ale się otworzy do mnie, że damy sobie radę, że jednak mnie potrzebuje. Gdy słyszę takie słowa z jej ust, to bardzo się cieszę, a moje łzy lecą ze szczęścia. Kocham ją za jej całokształt, za to jaka jest i za to, że w ogóle jest, też za to, że mnie rozumnie, że możemy porozmawiać szczerze na każdy temat, i że mi pozwala na dużo, oj, na dużo bo mam ciężki charakter. Monia, jesteś moim małym szczęściem.

20:23, kochanazlosnica
Link Dodaj komentarz »

Izę poznałam w listopadzie ponad rok temu, w bardzo dziwny sposób się poznałyśmy. Podglądała mnie na e-pulsie, więc chciałam zobaczyć kto to jest i dziwnie skomentowałam jej fotkę... ona twierdzi, że bez uczuciowo, ja tam nie pamiętam. Okazało się, że zna kilku moich znajomych z osiedla i tych, których niedawno poznałam i nie przepadałam za nimi, ale na szczęście ona też, z małą różnicą że ona ich nienawidzi. Postanowiłyśmy się spotkać, Iza bardzo bała się tego spotkania, ponieważ rozmawiałam wtedy z osobami, które ją kiedyś skrzywdziły (Iza i Maciek), lecz nie wiedziała, że ja też chcę się od nich uwolnić, myślała, że to jakiś plan by się od niej czegoś dowiedzieć. Za to Ci znajomi nagadali mi tyle złych rzeczy na nią, że miałam mętlik w głowie, ale jednak się spotkałyśmy.

 

Iza mi dziękowała, że dałam jej szansę. Chodź myślałam, że nasze spotkanie będzie trwać maks pół godziny, a ona, że wejdę coś jej powiem i wyjdę, to obydwie się myliłyśmy. Siedziałyśmy w pubie trzy godziny. To dla nas była zupełnie nowa sytuacja życiowa.

Wrażenia super, myślałam, że będzie gorzej, a nam się buzie nie zamykały, rozmawiałyśmy po prostu o wszystkim.. Nigdy do nikogo nie otwierałam się tak szybko, a tu wystarczyła chwila. Niby człowieka nie można poznać przez taki krótki czas, a mi się wydawało, że ją znam, że rozumiem.

Iza się miło rozczarowała i pamiętam, że napisała mi, że chciałaby tak zawsze się rozczarowywać. Wydawało mi się to wszystko niemożliwe, dziwne, trochę się przestraszyłam tej znajomości, ale to chyba przez to, że dużo złego o niej słyszałam. Stawiłam temu wszystkiemu czoła i się nie wycofałam. Co wam mogę powiedzieć, nie żałuję nawet w najmniejszym stopniu tej znajomości. Polubiłyśmy się i postanowiłyśmy być do końca szczere, nic nie ukrywać, o wszystkim mówić, o naszych obawach i uczuciach. Postanowiłyśmy sobie dać czystą, ładną kartkę na początek znajomości. Stwierdzałyśmy, że każda z nas wniesie coś nowego do naszego życia, chodź jesteśmy do siebie podobne. Iza sprawia, że się uśmiecham, widzi, że jestem zagubiona i chce mi pomóc się odnaleźć, chce być, za co jej dziękuję.

„Jesteś...ja dziękuję. Słuchasz...ja dziękuję. Otworzyłaś się i ja też. Potrafisz mi pomóc, za co znowu dziękuję. A moje łzy są ze szczęścia, bo jesteś Aniołem.”

Ja bałam się, że to jest sen i że się szybko skończy, że to jest niemożliwe, by ktoś tak szybko się polubił. Lecz ona wtedy mi powiedziała, że nie chce by to był sen, że chce aby to było naprawdę i nigdy się nie skończyło, no i wtedy rozpłakałam się, bo Ola też mi tak kiedyś powiedziała.

Wróciły wspomnienia i zaczęłam się bać.

„ I cisza... pustka, ciemno... już nic nie ma. Niekończące się dno płaczu i żalu, tylko raz na jakiś czas zdarzy się uśmiech na twarzy. Czym jest życie? Stwierdzam, że walką. A czym jest szczęście? Stwierdzam, że przypadkiem, które zdarza się raz na jakiś czas. A czym jest smutek, płacz? Stwierdzam, że moją codziennością. Codziennie rano wstaje i zmagam się z tym szarym życiem, co z tego mam? Nic, tylko łzy, które spadają mi po policzku mówiąc- dlaczego? Ile jeszcze muszę wycierpieć, by na mej twarzy zagościł uśmiech? A gdy już zagości, trwa tylko chwilę. I znowu się pytam, dlaczego tak jest? I cisza... pustka, ciemno...już nic nie ma, nikt nie odpowiada. Czy ktoś mnie widzi? Czy ktoś mnie słyszy? Nikt... Jestem sama... jedna... Mała jak mrówka w tym wielkim świecie. Proszę, usłysz mnie, podaj rękę i nie chowaj jej już nigdy... Przytul i nie opuszczaj. Czy ja tak dużo wymagam? Chce tylko trochę ciepła, chce kochać i być kochaną, chce płakać już tylko ze szczęścia. Lecz co słyszę? Słyszę tylko ciszę.”

Po takim krótkim czasie tej znajomości, dałam jej prezent pod choinkę, co mnie samą zdziwiło, no i ona też miała coś dla mnie, swoją ramkę ze zdjęciem, za co jej dziękuję, bo się przydaje. Ona daje mi siłę, gdy spadam, potrafię się podnieść, zaczęłam jej mówić o problemach, strasznie ją polubiłam, nie wyobrażam już sobie tego by jej nie było.

Bałam się powiedzieć, że ją kofam, ale przezwyciężyłam strach i ona też mi to powiedziała, a ja cieszyłam się jak dziecko.

Napisała mi kiedyś, że jest na spacerze z Ciapkiem, i że weszła w kupę, więc jej napisałam, że będzie miała szczęście. W tym samym czasie napisałam na gadu - gadu w opisie: „jesteś moim szczęściem”, a ona wysłała mi sms’a, gdzie pisało w nim dokładnie to samo. Czy to przypadek?

„Potrzebuję takiej osoby, przy której można głośno myśleć. Nawet cień takiego człowieka wystarczy, by uczynić drugiego szczęśliwym. Jest od złota więcej warte serce szczere i otwarte. Potrzebuję takiej osoby jak Ty. A gdy zapukam otwórz i przyjmij, nie pytaj, nie obawiaj się, przyjmij i bądź szczęśliwa. To będzie prawdziwe, wesołe, będziemy uśmiechnięte, miłe, życzliwe. Chodź czasem życie jest kręte... My się nie poddamy! Razem smutki przetrwamy... Gdy za rękę się trzymamy, to ze złym losem wygramy! Wiesz...ja tam nie muszę nigdzie wsiadać, aby po świecie szukać wrażeń... Teraz się tyle rzeczy składa, Tyle się spełnia pięknych marzeń... moich marzeń, bo spotkałam Cię na mej drodze, smutnego życia, lecz teraz i uśmiech na mej twarzy widnieje, za co dziękuję i me serce też już się śmieje.”

Dziękuję jej za wszystko. Miałam wtedy dużo ciężkich dni, ale ona była przy mnie, gdy płakałam, potrafiła wziąć taksówkę i przyjechać do mnie by pocieszyć, jest moim Aniołem. Lecz bałam się, że odejdzie, zapewniała mnie, że tego nie zrobi, lecz ja jednak miałam i mam ten strach gdzieś w sercu, że zostawi, że zrani i znowu będę płakać, no i wtedy ze wszystkich sił próbowałam jej wierzyć, że tego nie zrobi. Był czas, że sama chciałam skończyć tą znajomość, do póki jeszcze mogłam, do póki nie było za późno. Przez nią nie mogłam zapomnieć o Maćku i Izie, o których bardzo chciałam zapomnieć. Na szczęście wszystko przemyślałam na spokojnie i stwierdziłam, że nie mogę skończyć znajomości na której mi zależy, a zależy bardzo.

„Wiesz... Mogłabym Ci powiedzieć, że jesteś dla mnie wszystkim. Wiesz... Mogłabym Ci powiedzieć że oddałabym Tobie moje całe serduszko, że jesteś moim szczęściem, że Cię kocham. Nie które te słowa Ci mówię... Nie które na pewno jeszcze powiem, a może nie będzie na to czasu. Ale na pewno chciałabym żebyś była przy mnie, żebyś mnie nie zostawiła, żebyś płakała i się śmiała razem ze mną... Ale wiem... to tylko mój piękny sen. W tym śnie ja płaczę, Ty mnie pocieszasz. Ja staram się śmiać, bo Ty mnie tego uczysz i przestaje się bać i znowu tylko przez Ciebie. Lecz ten sen się skończy i pomału się kończy. Mogę tylko powiedzieć Dziękuję.”

 

„Czy już Ci mówiłam, że Cię kocham? Na pewno tak. Ale gdy będzie trzeba powtórzę to tysiąc tysięcy razy. A czy już mówiłam, że mi na Tobie zależy? Na pewno też. Ale gdy będę musiała, powtórzę to tyle razy, ile będzie trzeba. A wiesz dlaczego? Bo jesteś moim małym szczęściem, bo jesteś moim małym promykiem, który rozświetla moje życie i razem z Tobą przez nie przejdę, bo Ci ufam... i wiem, że nic mi się nie stanie. Przepraszam i wybacz. Zostaw w swojej pamięci tylko to, co piękne, a to co boli wyrzuć. Miej uśmiech na twarzy, a łzy już tylko ze szczęścia i wybacz... bądź przy mnie.”

Kilka dni później Iza zaczęła płakać, wiedziałam, że nie mogę jej zostawić samej i pojechałam do niej, starałam się ją pocieszyć, być, rozmawiać i też trochę pomilczeć, za co ona mi dziękowała. Wtedy dopiero otworzyła się do mnie tak naprawdę, powiedziała co czuję, jak cierpi i jak mocno jest jej źle. Nie umie tak jak kiedyś okazywać uczuć, stara się być twarda, lecz im bardziej się stara, tym bardziej ten ból rośnie w niej. Więc ja chciałam być przy niej, pokazać jej, że będzie dobrze, bo ona za dużo wzięła na swoje barki.

Brak jej czasu do tego by była szczęśliwa, przez to wpadła w depresje, nie umiała śmiać się, wszystko wydawało jej się trudne i myślała, że sobie nie poradzi, a ja chciałam być przy niej, i byłam, mówiłam sobie, że przezwyciężymy to co tak mocno boli i wyrzucimy, zapomnimy, bo to przecież chwilowa bezradność, musi być dobrze.

Ona jest dla mnie takim małym promykiem, to dzięki niej zauważyłam kropelkę nadziei i cieszę się, ze jest przy mnie. Było też nieraz ciężko i trudno, nieraz też wątpiłam w nią (ale obiecałam sobie, że już nigdy nie będę) przez ludzi, którzy nie mają co robić i bawią się w plotki, a to wszystko naszym kosztem. Na szczęście zawsze potrafiłyśmy usiąść i porozmawiać, wszystko wyjaśnić. Chociaż to nigdy nie nazywała się przyjaźń, chociaż nie znamy się długo, to zależy mi bardzo na tym, by była przy mnie, by płakała i śmiała się razem ze mną. Może w tym życiu nie chodzi o to , by ktoś się nazywał przyjacielem, tylko o to by ten człowiek był i się starał, by potrzymał za rękę gdy serce boli, by popłakał razem, gdy widzi, że łzy lecą, by porozmawiał, gdy trzeba i pomilczał razem z nami, ale by też był gdy radość wypływa z naszych serc.

Tak. Chyba w tym wszystkim chodzi o to, a ja się cieszę, bo dostaję to od Izy.

„Zobacz jak każdy mój dzieńna na skinienie Twych rąk zmienia się. Zobacz jak każda nasz chwila szybko unika, nie ma już magii. Proszę spraw by te piękne chwile wróciły,by było ich więcej. Ciesz się tą przyjaźniąi ja będę się nią cieszyć. Niech to będzie magiczne, niech będzie jedyne... takie niewinne. Zgubiłyśmy się trochę...Za dużo krętych dróg... Chcę Cię odnaleźć... Pomóż mi szukać. Wyciągam swą rękę, wyciągnij i swoją... złap mnie... nie puszczaj... dziękuję.”

No i znajomość dobiegła końca... nawet nie wytłumaczyła dlaczego. Byłam zawiedziona, czułam złość i nienawiść. Dużo płakałam, miałam dużo wspomnień. Była moim świadkiem na ślubie i była osobą do której miałam respekt, liczyłam się z jej zdaniem, była jedyna w swoim rodzaju.

Podkreśliła mi...”że już nigdy”

Po długim czasie dowiedziałam się przypadkowo, że nie jest już z Sebastianem i bardzo ciężko to przeżywa. Chciałam znowu być przy niej, jakoś ją pocieszyć i gdy będzie chciała... odejść. Jestem przy niej, jest dobrze między nami i mam małą nadzieję, że będzie coraz lepiej, ale gdy będę musiała... odejdę. Do Izy od czasu do czasu wracają wspomnienia, które bolą, staram się być w każdej chwili, gdy tego potrzebuje...dlatego bo nie potrafię patrzeć gdy cierpi, wolę cierpieć razem z nią. Nie jest tak jak kiedyś, ale przecież nigdy nie powtarza się to co było dawniej. Nie potrafię się z nią kłócić, chcę dać jej to co mam w sercu, dobroć, prawdę, wszystko co ładne. Chcę cieszyć się, że jest, wyciągać z tego każdy piękny drobiazg. Napisała mi ostatnio:

„Nie bój się życia... uwierz, że to życie jest warte tego, aby je przeżyć, a Twoja wiara Cię w tym umocni...”

-Dziękuję Ci słoneczko za te słowa-

„Dziękuję, że mnie lubisz. Dziękuję, że znosisz moje nastroje. Dziękuję, że pozwalasz mi popełniać błędy.Dziękuję, że mi ich nie wytykasz. Dziękuję za zainteresowanie moją osobą. Dziękuję, że potrafisz mnie słuchać. Dziękuję, że nigdy nie wywierasz na mnie nacisku. Dziękuję za Twoją cierpliwość, nawet wtedy, gdy sama siebie znieść nie mogę. Dziękuję, że mnie wspierasz, niezależnie od okoliczności. Wiem, że czasem słowa to za mało. Wiedz, że żadna rana nie boli tak mocno jak odejście przyjaciela, więc po prostu bądź!”

„Szczęście Ci niosę I Ty mi dajesz szczęście. Ręce wyciągam, by chwycić Twe ręce, a sercem gorącym przyjmuję Twe serce. Zaufaj jeśli potrafisz, uśmiechnij się do mnie, mnie nigdy nie stracisz. Dzięki Tobie wiem, Ze proste rzeczy są najważniejsze, że ludzie nie widzą tych właśnie rzeczy, a Ty sprawiłaś, że widzę, i że chce je widzieć. Zawsze mogę na Ciebie liczyć i chce w to wierzyć... Chce wierzyć w nas, w to co mamy w sercach i w to, że będzie trwać wiecznie. Dziękuję!”

Wiesz... ludzie chcą zawsze więcej i więcej od życia, chcą pieniędzy, które w ogóle nie są im potrzebne, aby być lepsi od innych i nawet od siebie. Prowadzą życiowy wyścig po trupach. A wiesz... ja mam dach nad głową, mam co jeść, w co się ubrać i nic innego mi nie trzeba. Miałam w życiu tą prawdziwą miłość, szkoda, że jej nie mam, ale cieszę się, że mogłam ją przeżyć. I mam Ciebie, nieraz jest ciężko, ale ważne, że jesteś. Bez Ciebie czułabym się jak ślepiec bez swojego przewodnika. Bądź już proszę. Czy można ugotować zupę bez wody? Nie i ja „nie umiem żyć bez Ciebie”, tak jak człowiek bez powietrza. Dziękuję... Ty wiesz już za co... moje serce dziękuje... nauczyłaś kochać, dusza dziękuje bo nauczyłaś wierzyć i mieć nadzieję. Pamiętaj... odejdę, gdy będzie trzeba, ale wrócę, gdy będzie Ci źle, złapię za łapkę i zabiorę pół twojego smutku, a jak mi się uda to nawet i cały.

Jestem osobą bardzo mocno kochającą i otwierającą się całym sercem do ludzi i tylko głupiec tak robi jak ja. Dlaczego? Zaraz zrozumiecie.

20:22, kochanazlosnica
Link Dodaj komentarz »

W ten czas, gdy nie rozmawiałam z Izą przez te trzy miesiące, zjawiła się Agata.

Pamiętam jak dziś, gdy mój przyjaciel poprosił mnie w maju 2008 roku, bym poszła odwiedzić z nim jego przyjaciółkę, która była w szpitalu. Powiem szczerze, że nienawidzę szpitali i chodzę, gdy już naprawdę muszę, ale tu od razu się zgodziłam by iść razem z nim. Tak jak zawsze na słuch o szpitalu coś mnie odpychało, tak teraz nic... coś dziwnego. I pojechałam, poznałam tą dziewczynę, ma na imię Agata. Była wtedy bardzo chora, w bardzo złym stanie zdrowia i psychicznym.Po tych odwiedzinach, poczułam coś dziwnego w sobie, niestety nie potrafię tego opisać jak bym chciała, ale poczułam, że muszę do tego szpitala jeździć. Prosiłam mojego przyjaciela, Darka, by tam ze mną częściej jeździł. Po kilku wizytach w szpitalu Agata wyszła do domu na własne żądanie, bo niestety lekarze powiedzieli jej, że już nie umieją jej pomóc. Słysząc to, przeszły mnie dreszcze, pomyślałam sobie o najgorszym i chciałam przy niej być. Odwiedzałam ją, siedziałam przy jej łóżku, chodź nieraz strasznie byłam zmęczona i zasypiałam w autobusach wracając do domu.

Pamiętam, że początki były dla mnie ciężkie, zaczynając od moich lęków, które musiałam pokonać, czyli igły... Agata ma cukrzycę i bierze insulinę, lęk przed windami... niestety mieszka na dziewiątym piętrze, co wiąże się z lękiem wysokości, ale dałam radę i powiem szczerze, że to nic w porównaniu z tym co czułam, gdy na nią patrzyłam, jak cierpiała, gdy leżała w łóżku i tak mocno ją wszystko bolało, gdy nic nie jadła, nie miała siły, tylko leżała i spała. Wzbudziła we mnie współczucie, tak jak z resztą w każdym. Moje serce wtedy bolało, gdy wychodziłam od niej zawsze płakałam. Było mi źle z tym, że ona jest w takim stanie, a ja nie mogę nic zrobić. Oddałam jej całe moje serduszko, całą dobroć i miłość do bliźniego, za co ona mi dziękowała i mówiła, że spadłam jej z nieba, że jestem jej aniołkiem. Bardzo się cieszyłam słysząc te słowa. Po jakimś czasie Agata czuła się troszeczkę lepiej i od czasu do czasu wychodziła z domu. Pamiętam jak dziś, gdy napisałam pierwszego ładnego sms’a do niej, chodź bałam się.

„Kim Ty jesteś? Moim złudzeniem? No powiedz kim? Może snem? Jak długo będziesz przy mnie? Dzień, tydzień, może miesiąc? Dla mnie może to być sen, ale niech trwa już zawsze, z radością na twarzy, całe życie na różowo przejść i nawet gdy wszystko robi się szare i sił braknie, ale zawsze razem. Nie chce złudzeń ,nie chce fałszu, i cierpieć też nie chce.”

Pamiętam, że starałyśmy się spędzać każdy wolny czas razem. Napisałam jej następnego dnia krótkiego sms’a , brzmiącego trochę banalnie, bo mogłam napisać to wtedy bardziej... no wiecie... lepiej się rozpisać.

„Sorry, że to piszę, może za wcześnie,

ale kofam Cię.”

Bałam się pisać tych słów, bałam się mówić tych słów, nie tylko Agacie, wszystkim. Miałam tysiąc myśli na minutę, że może źle zrobiłam itp. ale ona odpisała, i wszystkie głupie myśli mnie opuściły, uśmiech pojawił się na mej twarzy i byłam wtedy szczęśliwa:

„Cieszę się, że to napisałaś, bo ja chciałam Ci to napisać, ale bałam się Twojej reakcji, że pomyślisz, że skoro to mówię to tak wcześnie, to mówię to każdej osobie, na której chociaż troszkę mi zależy, a tak nie jest! Dla mnie jesteś wyjątkowa i jesteś najlepszym co mnie ostatnio spotkało! Kofam Cię Aniołku.”

Gdy takie słowa się słyszy to aż miło, a mi zabrakło wtedy słów. Każdy jej uśmiech sprawiał, że moje serce mocniej biło, uśmiech na jej twarzy rzadko się zdarzał, bo raczej płakała z bólu.

„Gdy widzę uśmiech na Twej twarzy... już nic więcej mi nie trzeba, bo wiem, że śmiejesz się całym sercem, i widzę jak Twoje oczy promienieją ze szczęścia. Uwielbiam patrzeć się w Twe serce, przez Twoje oczy... tak głęboko... bo oczy i serce zawsze mówią prawdę.”

Chciałam się do kogoś otworzyć, chciałam znowu komuś zaufać, i wtedy myślałam, że może to być Agata. Miałam taką potrzebę by znaleźć przyjaźń, i by dać komuś to ciepło, które miałam w sercu. Brak mi było wtedy bardzo mocno Izy, myślałam, że już nigdy nie spotkam takiej osoby jak ona. Czułam, że chcę spróbować, że Agata ma coś takiego w sobie, co przyciągnęło mnie do niej, co sprawiło, że się zaczęłam otwierać, uśmiechać, że moje życie zaczęło nabierać sensu, że odnalazłam znowu swoją nadzieje na lepsze jutro.

„Co to znaczy szczęście? I czym ono jest? Jak wygląda? Co można nazwać szczęściem? I czy można je czuć? Stwierdzam, że można, że jest zawsze gdzieś obok, tylko trzeba je złapać.”

Tak... na razie pięknie, ale wcale tak nie było, potrafiłyśmy się kłócić, na szczęście te kłótnie były chwilowe, nie groźne na początku. Bardzo mocno nam zależało na sobie i stąd pojawiały się kłótnie, po drugie Agata była i jest ciężko chora, a chorego człowieka wszystko zawsze drażni, było ciężko nieraz z nią wytrzymać, ja miałam wolną rękę bo byłam dla niej obcą osobą, ale jej mama strasznie ją kochała i nieraz się zastanawiam jak ona z Agatą wytrzymywała i wytrzymuje, bo naprawdę ma strasznie kochającą matkę, która dla niej zrobiłaby wszystko, a Agata cały czasz na nią krzyczy, wyzywa, szantażuje. Nawet ja tak swojej matki nie traktuje.

Kupiła mi kiedyś krzyżyk na łańcuszku, poświęciła i mi go wręczyła mówiąc, że muszę mieć po niej jakąś pamiątkę i byśmy się nie oszukiwały w stosunku do jej zdrowia, bo jej stan jest bardzo ciężki. Pamiętam, że zamurowało mnie, a jej słowa sprawiły, że chciało mi się płakać, a serce mocno bolało... wtedy bolało, bo nie chciałam tracić jej w żaden sposób...

Mieszkałam przez jakiś czas u niej, bo jej mama pojechała na pielgrzymkę. Opiekowałam się nią jak tylko mogłam, sprawiało mi to przyjemność, ale od tematu jej zdrowia uciekałam.

Czytała kiedyś moje fragmenty, które pisałam do tej książki, którą właśnie czytacie. Wyczytała bardzo piękne słowa z moich fragmentów, napisała mi je, dodając na koniec kilka swoich słów:

„Co zrobić, by mieć serce z kamienia? Ja nie chcę mieć takiego serca, chce czuć, pomagać, płakaći śmiać się. Czy Ty też tak powiesz? Czy chcesz być takim człowiekiem jak ja? Kto by chciał być takim człowiekiem, by cierpieć przez innych, pewnie, że nikt.”

„Chce być taka, i cieszyć się, cierpieć przez Ciebie...”

Potem jeszcze napisała:

„Wydaje mi się, chcę się nie mylić, połączyła nas specyficzna symbioza dwóch osobowości, które oprócz pasji tworzenia, łączy nie zdolność do życia osobno. Kocham.”

Od kąt poznałam Agatę, moje życie zmieniło bieg o 180 stopni, wszystko kręciło się wokół niej, pomału zaczynało mnie to drażnić, bo ona musiała mieć zawsze to czego chciała, nie mogło być inaczej, zaczęła mi nawet zmieniać moje plany, które miałam z moimi znajomymi. Ale nie potrafiłam się jej przeciwstawić jeszcze wtedy, bo byłam na jej łasce, mieszkałam u niej.

Napisała mi wtedy znowu parę słów, chyba dlatego, by jakoś przytrzymać mnie przy sobie:

„Kochanie! Przy Tobie czuję się całkowicie bezpieczna! Naprawdę bardzo mi pomagasz... Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo! Samo to, że jesteś...  Zawsze jak byłam w dobrym stanie, to ludzie do mnie dzwonili, pisali, po prostu byli, a gdy miałam kryzys zdrowotny, zostawałam sama w bólu i cierpieniu! Samo to, że jesteś, że mogę się do Ciebie przytulić, to dla mnie nie wyobrażalnie dużo! Nikt nigdy nie dał mi tyle uczucia, troski i szczęścia jak Ty! Dziękuję, że jesteś!”

Pamiętam też jak dostałam od niej prezent, który noszę do dziś cały czas przy sobie (medalik), a wraz z nim karteczkę z pięknymi słowami:

„Kocham Cię Aniołku i dziękuję za wszystko. Dziękuję Aniele, ze zstąpiłaś z nieba i to w momencie, gdy życie nie miało sensu. Ty przywróciłaś mi chęć do życia! Sprawiłaś, że jestem szczęśliwa! Jesteś dla mnie jak powietrze... Bez niego nie da się żyć!”

I jak tu nie wierzyć w takie słowa, jak tu nie ufać takiej osobie? Czy taka przyjaźń może istnieć? Czy to tylko sen? Dwie osoby potrzebujące pomocy, spotykają się we właściwym czasie i samym tym, że są, potrafią podnieść na duchu. Nie mam słów, po prostu coś pięknego. Była moim światełkiem, które zapaliło się w moim życiu i pokazało drogę, tylko czy właściwą?

„Powiedz kim Ty jesteś? Że moje myśli krążą wokół Ciebie, że moje serce ma tyle ciepła do Ciebie. Potrafisz leczyć moje rany. A ja jestem niewolnikiem, swoich własnych myśli. Powiedz mi, czy ja dobrze zrozumiałam? Czy to jest przyjaźń? Dziękuję za Twoje serce, dziękuję, że jesteś.”

Ktoś kiedyś mądrze powiedział, że:

„Najlepszym przyjacielem jest, kto nie pytając o powód Twego smutku, potrafi sprawić, że znowu wraca radość.”

I to są piękne słowa, w moim życiu udało się to Izie i Agacie.

Niestety Agata przestała mi ufać, znalazła sobie nową koleżankę, Patrycję. W moim przypadku to mocno zabolało i nie wiedziałam co mam zrobić, by zaczęła mi ufać tak jak dawniej, bo moje słowa nigdy nie były puste i nigdy nie dałam jej odczuć by tak pomyślała, więc dalej próbowałam i chciałam, by uwierzyła w moją magię słowa pisanego. Wtedy nie widziałam, że po prostu się jej znudziłam.

„Nie ważne są słowa, chodź dużo pomagają, ważne jaki jest człowiek, jakie ma serce, czy kocha. Ty jesteś i to się liczy, nic więcej.”

Agata szukała zawsze jakiegoś pretekstu do kłótni, a ja nie jestem osobą, która lubi się kłócić. Wkurzało mnie bardzo jak wchodziła na temat Izy i się z niej nabijała, wyzywała, dobrze wiedziała, że mnie to boli (tylko, że to nie prowadziło do kłótni a do moich łez). Ale ją wkurzało to, że do Izy miałam respekt i że się jej zawsze słuchałam, a gdy Agata coś mówiła to traktowałam to jak powietrze, podam mały przykład:

* Agata: idź spać.

* Ja: nie chcę.

* Iza: idź spać kochanie bo musisz odpocząć, martwię się o Ciebie.

* Ja: dobrze słoneczko, już idę.

20:21, kochanazlosnica
Link Dodaj komentarz »

Wystarczyło tylko kilka słów od innych ludzi i wszystko się zmieniło. Więc można to nazwać przyjaźnią? Niestety prawda boli i muszę przyznać, że to nie przyjaźń, bo ona wytrzymuje wszystko, a Agata od razu zwątpiła we mnie, po drugie nie umie trzymać przy sobie przyjaźni, lubi się bawić ludźmi i ich wykorzystywać co później zauważyłam. To jest bardzo przykre i bardzo mocno boli jak takiej dziewczynie chce się pomóc, a ona działa jak bluszcz, zaślepia swoją osobą tak mocno, że całkiem mnie zaślepiła. Na szczęście są w naszym życiu ludzie, którzy potrafią otworzyć nam oczy.

„Zobacz jak każdy mój dzień na skinienie Twych rąk zmienia się. Zobacz jak każda nasz chwila szybko unika, nie ma już magii. Proszę spraw, by te piękne chwile wróciły, by było ich więcej. Ciesz się tą przyjaźnią i ja będę się nią cieszyć. Niech to będzie magiczne, niech będzie jedyne... takie niewinne. Zgubiłyśmy się trochę... Za dużo krętych dróg... Chcę Cię odnaleźć... Pomóż mi szukać. Wyciągam swą rękę, wyciągnij i swoją... złap mnie... nie puszczaj... dziękuję.”

Jak to kiedyś ktoś powiedział: „niebezpiecznie jest myśleć, że coś trwa wiecznie.”

Niestety ja nie wzięłam tego pod uwagę, czułam, chciałam czuć że to przyjaźń, jak się pięknie zaczęła, tak będzie już zawsze trwać. Niezauważalnie się wypaliło. Prosiłam by nie przycinała mi skrzydeł, lecz z tym przycinaniem skrzydeł było już za późno... tylko ja nie chciałam tego widzieć, że coś się kończy, że ginie, tonie... i zatonęło do końca.

Kiedyś moja przyjaciółka powiedziała mi takie słowa: Nie myśl, że szczęście można osiągnąć poprzez relaks. Ono przychodzi jak wynik działania.”

Na pewno to jest prawda, i ten wynik zależy od starań dwóch osób, ja się starałam, a ona...?

Ja chciałam się tylko cieszyć przyjaźnią, na którą mnie otworzyła, lecz jej zło, które miała w sobie po jakimś czasie wszystko przykryło, całe dobro.

„Niema zbyt wiele czasu by być szczęśliwym. Dni przemijają szybko. Życie jest krótkie. W książce naszej przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka nam je przekreśla. Nie mamy żadnego wyboru. Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi dziś, jak potrafimy być nimi jutro? Wykorzystaj ten dzień dzisiejszy, obiema rękoma obejmij go. Przyjmij ochoczo co niesie ze sobą: światło, powietrze i życie, jego uśmiech, płacz i cały cud tego dnia. Wyjdź mu naprzeciw.”

Gdy coś zaczyna boleć, nie ma się wtedy tyle siły co na początku gdzie jest radość. Niestety ja już nie miałam siły, by cokolwiek ratować, po drugie już też nie chciałam. Ja jestem szczęśliwa, że byłam przy niej w najgorszych chwilach, gdy była bardzo chora i jestem szczęśliwa, że swoją nadzieją i wiarą potrafiłam postawić ją na nogi. Gdy zaczęła się dobrze czuć nie byłam już jej potrzebna, byłam jej aniołem, który pomógł jej wyjść z ciężkiej choroby, który poprawił jej stan psychiczny i teraz jest już niepotrzebny. Nigdy nic by z tego nie wyszło, do póki ona się nie otworzy do ludzi, na ich dobroć, a jak na razie, tam gdzie dostaje pomoc, przyjmuje ją, a potem ucieka w dodatku niszcząc tą osobę od, której dostała ciepło i przyjaźń.

Jestem jej wdzięczna... dała mi siłę, która wtedy była mi bardzo mocno potrzebna, i dlatego też tak mocno byłam otwarta do jej osoby. Dlatego tak mi zależało. Podsumowując naszą znajomość, powiem szczerze, że nie mam słów. Zaczęła się dziwnie i tak też się wypaliła. Potrafiłam być przy niej dwadzieścia cztery godziny na dobę i nie robiłam wtedy tego z przymusu, gdzieś tam głęboko w duszy naprawdę cieszę się, że była, dużo ta znajomość mnie nauczyła.

Latem wyjechałyśmy do Chmielna, żeby od wszystkiego odpocząć, wyjazd był udany. Następny wypad, to był ślub jej koleżanki... impreza super, tylko niektórzy mają mi za złe , że przez Agatę nie bawiłam się tak jak powinnam. Zatańczyłyśmy jedną piosenkę razem: „...zabiorę Cię właśnie tam...”, dwie przyjaciółki na dobre i złe, można byłoby wtedy tak powiedzieć. Ostatnim naszym wypadem było Brzeźno, przeszłyśmy wtedy poważną rozmowę. Wypiłyśmy sobie i zostałyśmy na noc u Izy na bungee. Zdarzały się też imprezy, np: na pokładzie, gdzie Agata wydała tego wieczoru 900zł na jedzenie i alkohol, zamiast oddać te pieniądze Danielowi.

Otworzyłam się do tej dziewczyny, tak otworzyłam się tylko do Izy jak do niej. Chciałam dać jej dobroć, miłość,

nauczyć ją wierzyć, mieć nadzieję i traktować ludzi z szacunkiem, a wszystko dlatego, że poznałam ją, gdy umierała mi na rękach, nigdy nic takiego mnie nie spotkało w życiu, to był dla mnie szok, bo kiedyś umarła mi najdroższa osoba i nie chciałabym aby znowu się to powtórzyło. Stał się cud... Agata zaczęła zdrowieć, cieszyłam się, lecz tylko chwilę. Niestety, gdy wyzdrowiała, zaczęła pokazywać prawdziwą siebie. Już nie prosiła o przyjaźń i pomoc, tak jak na początku gdy myślała, że umrze. Jej ciało wyzdrowiało, lecz dusza zachorowała, została nasączona złym jadem, chodź ludzie na około jej pomagali to ona zaczęła odwdzięczać się złością i kłamstwem. Pomyślicie, jak to możliwe, ale tak to była prawda, chociaż ja też tego nie rozumiem dlaczego tak robiła. Agata, gdy czuła się już na siłach, wpadła w jakieś załamanie, nie odbierała telefonów, nie chciała nikogo widzieć, nawet do mamy się nie odzywała, leżała w łóżku przez kilka dni i patrzała się w sufit. Ja już wtedy u niej nie mieszkałam, ale pracowałam naprzeciwko jej wieżowca, potrzebowaliśmy do pracy drugiej osoby i pomyślałam, że Agacie przydałaby się praca, wyszłaby do ludzi i jej załamanie skończyłoby się. Szefowa zatrudniła ją, lecz ciężko mi się z nią pracowało, bo nic nie robiła, miała dwie lewe ręce i najlepiej jakby tylko rozkazywała. Pewnego wieczoru miałyśmy iść do kina, lecz podjęłam decyzje, że pójdziemy coś zjeść i porozmawiamy, chciałam powiedzieć jej coś ważnego. Gdy tak już siedziałyśmy w restauracji, ja zbierałam się do rozpoczęcia rozmowy, która była dla mnie ważna i ciężka. No i zaczęłam:

* Agata słuchaj, chcesz ode mnie za dużo, za dużo też wymagasz, za często się kłócimy, masz inny pogląd na życie niż ja... bardzo przepraszam, ale wydaje mi się, że naprawdę dużo Ci dałam i ja rezygnuję z tej przyjaźni, bo to już nie ma sensu, a ja mam też swoje własne życie, które przez Ciebie zaniedbałam. Zostańmy koleżankami tylko w pracy.

Na to Agata mi odpowiedziała, co mnie bardzo zdziwiło:

* Ja nie potrafię oddzielić pracy od życia prywatnego, więc musisz zniknąć, przestać pojawiać się w tych samych miejscach co ja, zrezygnować z naszych wspólnych znajomych, rzucić obydwie prace, wyprowadzić się od Beaty, (jej koleżanki) i z Gdyni, bo jak nie to Cię zniszczę. Zrozum, ja nie zniosę Twojego widoku, gdy gdzieś Cię spotkam.

Niestety ja jej nie rozumiałam, jak można być tak wrednym dla osoby, która jej pomogła. Powiedziałam jej, że za dużo oczekuje ode mnie, i że nie zrobię dla niej tego co chciała. Więc poprosiła mnie żebym odprowadziła ja na przystanek, stwierdziłam: czemu nie. Chodź byłam w złym nastroju po tym co mi powiedziała, i byłam też zdołowana tym, że poroniłam i powiedzieli mi jeszcze, że muszę zrobić badanie markerów, bo może mam raka. No więc, podjechał autobus i co mnie zdziwiło, Agata złapała za mój plecak i wsiadła. Wszystko stało się tak szybko, że nie zdążyłam zareagować, a ona już odjechała. W plecaku najważniejsze co miałam to klucze do pracy, reszty nie ma sensu wymieniać.

Ten jej wyczyn był bodźcem, który zdołował mnie w sekundę już na maksa. Kupiłam cztery piwa i poszłam na plaże, siedziałam w ciemnym zaułku i płakałam, myślałam żeby skończyć z życiem, nic innego mi wtedy nie przychodziło do głowy, bo przecież niby mogłam mieć raka, to i tak umrę... to było moje najgorsze spojrzenie na życie. Ale była ze mną Iza, tylko przez sms’y, bo była we Wrocławiu, ale dla mnie to wtedy dużo znaczyło i dziękuję jej za to, że była i mnie nie zostawiła. Wypiłam piwa, coś zrozumiałam i po jakimś czasie pojechałam do domu spać. No ale co z pracą? Nie miałam kluczy, i co teraz? Agata mi napisała, że pójdzie za mnie na rano do pracy. Po tym wypadzie na plaże miałam gorączkę, więc powiedziała, że będzie cały dzień w pracy, a ja mam odpocząć. Po kilku godzinach dostałam sms’a: „już jest osoba na Twoje miejsce.” Po przeczytaniu postanowiłam pojechać do pracy, zbiłam gorączkę i pojechałam. Weszłam do sklepu, a za ladą stała Patrycja, nowa przyjaciółka Agaty (Pati zaprzeczała przyjaźni z Agatą, mam teraz z nią dobry kontakt). Szef wziął mnie i Agatę na zaplecze, nie miałam jak się bronić, więc nawet nie próbowałam, bo już ona swoją wersję przedstawiła i zostałam zwolniona. Wszystko przedstawiła w takim świetle, że wyglądało na to, że porzuciłam pracę (na której bardzo mi zależało). Długo to nie trwało jak Patrycja zrezygnowała z pracy, przez Agatę , a Agatę wyrzucili za kradzież. Zrozpaczona poszłam do Gemini, pracowałam tam w muzeum, lecz zarobki były strasznie niskie w porównaniu do tamtego sklepu. Agata zaczęła wydzwaniać do osoby, na której mocno mi zależało i zależy, do Izy, mówiła jej straszne rzeczy o mnie, nie prawdziwe, prawie straciłam ważną osobę w moim życiu, ale na szczęście jest. Zaczepiała moich znajomych, przyjaciół i rodzinę. Każdy do mnie dzwonił i upewniał się czy ona mówi prawdę... na szczęście nikogo z tych ludzi nie straciłam, i mieszkałam dalej u Beaty, lecz co chwilę dowiaduję się nowych rzeczy, które ona mówiła na mój temat, bolało i boli nadal, ale jestem i staram się być silna, mam przyjaciół, którzy są i dzielą to wszystko co mnie spotkało ze mną, za co im dziękuję i kocham ich. A Agacie dziękuję za to, że przez to co zrobiła moje znajomości się umocniły, wierzę w nich, ufam im i wiem, że gdy będę potrzebowała, oni zawsze będą i pomogą, nie odwrócą się ode mnie. Kiedyś ktoś mądry powiedział: „medal ma zawsze dwie strony.” Tak jest w naszym życiu, to co się dzieje, ma zawsze dwie strony i często jest tak, że tej drugiej strony nie widać, że ta gorsza tą lepszą przykrywa, to ona jest, tylko trzeba jej poszukać.

Przeżyłam piekło przez tą dziewczynę, ale dziękuję jej za to, bo pokazała mi jacy ludzie mogą być i czego można się spodziewać nawet po bliskiej osobie.

20:21, kochanazlosnica
Link Dodaj komentarz »

Jestem teraz silniejsza, zanim coś zrobię przemyślę to tyle razy, ile uznam za stosowne do danego tematu. Nie jestem już naiwna, chodź dalej wyciągam rękę tonącemu, ale już ostrożnie. Wiem jedno... ta sytuacja mnie strasznie zmieniła i przystosowała do życia w danym świecie. Teraz to co mam w sercu, co czuję i myślę zostaje tylko dla mnie i wie o tym tylko mój brat i Iza. Musiało się stać coś strasznego, by mogło się stać też coś dobrego i jestem z siebie dumna, że przetrwałam i byłam na tyle silna by poradzić sobie z tym problemem, też wiem ile mam w sobie siły.

Teraz jestem wolontariuszem w sztabie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, gdzie poznałam lepiej Patrycję, zostałyśmy z powrotem zatrudnione do tego sklepu, w którym załatwiłam Agacie pracę. Pati traktuje mnie jak przyjaciółkę, ja ją bardzo polubiłam, ale co do przyjaźni po takich zdarzeniach mam obawy. Lecz każdemu trzeba dać szansę, zwłaszcza sobie samemu. Na pewno otworzę się do niej, bo zaczęło mi na niej zależeć, tylko potrzebuję trochę więcej czasu niż zawsze. Czas pokaże co z tego wyjdzie...

„Na samotność skazują człowieka nie wrogowie, a przyjaciele.”

„Przyjaciele są jak ciche Anioły, które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła zapominają jak latać.”

„Nic tak nie zatruwa powietrza jak rozpadająca się przyjaźń.”

„Prawdziwy przyjaciel to ktoś, do kogo możesz zadzwonić o trzeciej w nocy i powiedzieć: jestem we więzieniu w Meksyku, a on na to odpowie: nic się nie martw, zaraz tam będę.”

„Pocieszając przyjaciela nie mów nic, bo słowami i tak nic nie zdziałasz. Dziel z nim smutek w ciszy. Swoją obecnością wyrazisz wszystko co chciałbyś mu powiedzieć.”

„Kiedy będziesz gdzieś tam w świecie, daleko... nie myśl... że ja jestem daleko... bo nie jestem...jestem już obok... widzisz wiatr? A czujesz? To właśnie ja. Kocham Cię. Jestem z Tobą cały czas... całą duszą i całym sercem...”

Więc co to znaczy przyjaźń? niestety jest dużo pytań w naszym życiu, a mało odpowiedzi. A dlaczego nasze życie musi być smutne, pełne łez i cierpienia? Bo po tym smutku przychodzi radość... lecz po radości znowu smutek, ale takie jest życie.

Staram się wam powiedzieć, że życie nie może być cały czas smutne, dlatego istnieje przyjaźń tak samo jak i miłość, by cieszyć się szczęściem z drugą osobą, lub by dzielić z nią smutek, bo wtedy ból jest słabszy, mamy się komu wypłakać i do kogo się przytulić, mieć oparcie. Przyjaźń odchodzi, tak jak uśmiech na twarzy, lecz powraca inna... nowa, a przez tamtą starą przyjaźń na początku płaczemy bo utraciliśmy kogoś i coś wielkiego i pięknego, ale mamy też wspaniałe wspomnienia, czego nam nikt nie zabierze... pozostaną w naszych sercach. I chociaż po stracie przyjaciela jesteśmy źli, płaczemy, nawet i nienawidzimy, to później dziękujemy, że to akurat ta osoba była w naszym życiu, że jednak wniosła coś nowego, też i pięknego do naszego życia.

Każdy człowiek potrzebuje drugiej osoby, z którą będzie się śmiać, bawić się, spędzać z nią dużo czasu i nie żałować tego, która będzie przy nas na dobre i na złe... taka nasza mała podpora by przejść przez ten ciężki sen, który jest naszym życiem. To właśnie ta osoba sprawia, że widzimy wyjście z sytuacji niby bez wyjścia, to ona nas przytula, pociesza i po prostu jest... i to ona jest naszym małym promykiem, który świeci nam na niebie i rozświetla nam drogę by iść prosto przed siebie i się nie bać.

20:18, kochanazlosnica
Link Dodaj komentarz »
:Ślepa przyjaźń"

Koniec książki


20:15, kochanazlosnica
Link Dodaj komentarz »
"Tak zaczęła się przyjaźń"

Kiedyś usiadłam i czegoś szukałam…

Nie wiedziałam, czego więc latałam po świecie cyfrowym…

Aż w końcu weszłam na stronkę… i znalazłam…

Zostawiłam ślad po sobie i wyszłam…

Ten ślad został zauważony… skomentowany na mojej osobie.

I tak się wszystko zaczęło…

Wirtualny świat, wirtualny znajomy…

Zwariowany, miły, sympatyczny człowiek…

Pisał tak, jakby mnie znał…

Cieszyło moje serce to spotkanie…

Czy ujawnić się w realu?

Na to pytanie było różnych parę zdań…

Może dać jej szansę.. Może nie jest zła…

Ach… Raz się żyje…

Więc zeszłyśmy ze świata wirtualnego, do realnego…

Spotkanie dwóch obcych osób… Jak to będzie?

Czy będę miała, o czym mówić?

Przecież tyle o niej słyszałam…

Może to nie prawda… Może jest spoko…

Po minucie obawy runęły w gruz…

Słowo za słowem goniło następne słowo…

Szczęście się pojawiła na mej twarzy… I już wiedziałam…

Tak zaczęła się przyjaźń…

Potem już różnie to było.

Lecz zawsze wspierałyśmy się sercem i duszą…

Teraz utrzymać to pragnę… I wspierać do końca naszych dni…

Nic nie jest przecież łatwe, wystarczy chcieć…

Wystarczy sercem dawać, co najpiękniejsze…

A w nas to było, i wiem, że się nie skończyło.

17:04, kochanazlosnica
Link Dodaj komentarz »
"Bo jesteś bezcenna"

Malowałam całe życie dwa obrazy,

To moje wyobrażenia…

I pragnę by doszło do ich stworzenia,

Lecz czy to tylko moje urojenia?

Na początku był on prosty…

Z wiekiem przybierał coraz więcej barw…

Aż nasyciłam go wszystkim tym,

Co ono mi kazało…

Gdy biło mocniej…

Wiedziałam, że właśnie tak a nie inaczej…

Prowadziło mnie do tej pory…

Więc obraz jest skończony.

Lecz czekam na jego spełnienie.

Wyobrażam sobie, że to nie wiele…

Lecz nie zależy to ode mnie…

Pragnę, by życie na tyle było łaskawe,

Pragnę, by na tyle pozwoliło mi się cieszyć,

Tym…, Co ono dla mnie stworzyło.

Tyle razy uciekałam do tego, co namalowałam

Tyle razy pocieszał, podawał rękę…

A co najlepsze zawsze był.

Tam miałam swój własny świat…

Swoje miejsce… To, co kochałam…

Gdzie czułam się bezpiecznie.

Teraz staram się o obraz w rzeczywistym świecie.

Czy on istnieje?

Tak…

Staram się o Ciebie…

16:40, kochanazlosnica
Link Dodaj komentarz »