RSS
sobota, 17 kwietnia 2010
nast. część...

O godzinie 7 było śniadanie. Oddziałowy otworzył drzwi, stało tam z nim trzech więźniów, którzy pomagali roznosić jedzenie. Mieli wielki gar i dwie wielkie michy. Kazał dać talerz i miskę. Do miski wlali kawę, a ja nie mogę pić kawy, więc wylałam i od wczoraj nic nie piłam, a na talerz położyli małą kosteczkę masła, dwa kawałki wędliny mielonki o grubości 1,5 cm i kilka kawałków chleba, no i zamknęli drzwi.

Położyłam to na stół i zaczęłam płakać.

Staram się cały czas powtarzać sobie, że muszę być silna.

Teraz leżę na łóżku przykryta kocami, bo zimno i piszę to wszystko na różnych małych karteczkach, które znalazłam w swojej małej, bardzo pojemnej torbie.

Słucham cały czas muzyki, bo przecież nie mogę jej wyłączyć i czekam na obiad. Mam głowę przepełniona przeróżnymi myślami. Żebym, chociaż mogła mieć komórkę, ale nie mogę. Żebym, chociaż miała zeszyt, aby pisać, ale nie mam, a karteczki mi się kończą, ale może klawisz mi przyniesie jak przyjdą z obiadem.

Łzy mi cały czas nalatują do oczu, jeszcze tylko niedziela i w poniedziałek pójdę do psychologa, no i może po drodze pozwolą wypożyczyć jakąś książkę, to, chociaż coś poczytam i nie będę myśleć.

Trochę się duszę i krew z nosa mi leciała, ale to na pewno z nerwów, od wczoraj boli mnie też serce. Co ja tu mam robić? Jak nawet nie potrafię wstać bo jest zimno, a moja cela ma wymiary 2m na 3m, i włączyli jakąś głupią stacje, gdzie nie mówią godziny. Ale z drugiej strony to dobrze, bo by mi się dłużył czas jeszcze bardziej.

Mam kalendarzyk, na którym zaznaczyłam mój pobyt tutaj, i będę skreślać na nim każdy dzień, aż do wyjścia.

Wychodzę 14 marca.

Nie będę na urodzinach mojego kochanego brata, dobrze, że dostał od mnie prezent. I nie będę na urodzinach mojej najukochańszej przyjaciółki, a prezent leży w domu. Byłam specjalnie na zakupach z babcią i kupiłam kolczyki ze srebra, a potem dokupiłam do tego złoty krzyżyk na łańcuszku, no i chciała jej też dać moją szczęśliwą monetę, która po latach ostatnio znalazłam, by przyniosła jej szczęście. Teraz to chyba mi by bardziej się przydała.

Boże, spraw bym wytrzymała te 14 dni.

Może jutro się odważę wyjść na spacerniak, to może nie zbzikuję tutaj tak szybko.

A miałam w poniedziałek zacząć pracę, szukałam jej trzy miesiące, wyjdę z stąd i znowu minie długi czas zanim coś znajdę. Ale ta policjantka, która mnie zatrzymała, mówiła, że jak wyjdę z stąd to mam przyjść do niej i da mi adres, gdzie potrzebują do pracy. To jakaś hurtownia kosmetyków i na rękę bym miała 1500zl. Mam nadzieję, że się uda. Strasznie oczy mnie pieką od płaczu, chyba na chwile je zamknę i odpocznę.

Nie zmrużyłam oczu. Wstałam i trochę pochodziłam od okna do drzwi, by kości rozprostować. No i w końcu powiedzieli godzinę, jest za 20 minut południe, dopiero, ten czas tak strasznie się dłuży. Ale to tylko 14 dni, tylko, lecz dla mnie to teraz wieczność. Ale czytałam napisy na ścianie, każdy pisze ile mu zostało, jednemu rok, innemu trzy lata, jeszcze innemu 14 dni, to tak jak mi.

To tylko 14 dni!

Cały czas słychać jak klawisz otwiera i zamyka kraty na peronkach by przejść z jednego peronu na drugi.

Mam tu coś, co wygląda jak dzwonek, może to przywołuje klawisza? Ale nie chce mi się sprawdzać, bo ten koleś, zwany oddziałowym, traktuje ludzi jak zwierzęta, a chyba raczej zwierzęta są lepiej traktowani niż my, bo podając mi śniadanie zostałam potraktowana jak śmieć!

Dziś jest 3 stopnie na dworze i temperatura spada, mówili, że pada. W nocy na pewno będzie bardzo zimno.

Tu nie ma, co robić! Można myśleć i się dołować, lub pisać tak jak ja, to pomaga. Jest mniejszy ból, więcej myśli zostaje przelane na papier i jest ich mniej w głowie, chociaż łzy i tak lecą. Chciałabym żeby ktoś mnie odwiedził, np. mama, bo nie mam pasty i szczoteczki do zębów. Przydałaby się teraz moja ulubiona książka Paula Coelho no i mój zeszyt do zapisków:(

A może uda mi się napisać małe opowiadanie jak już tu jestem? Wszystko możliwe.

O godzinie 14 dostałam obiad. Znowu otworzyły się drzwi i kazali dać talerz i miskę. Na talerzu dostałam ziemniaki, surówkę, i sos z mielonym, oczywiście bez smaku, ale zjadłam wszystko. A do miski wlali zupę, która wyglądała jak woda z włoszczyzną, i tak smakowała. Więc wypiłam trochę, bo sucho miałam w buzi i pić się chciało, a resztę wylałam do kibla.

Zachciało mi się spać, więc się położyłam i zasnęłam, a miej więcej po godzinie obudził mnie funkcjonariusz i zaprowadził na zdjęcia. Szliśmy przez różne korytarze, po schodach w górę i w dół i zamknął mnie w celi. Tam chwile czekałam aż przyjdzie fotograf. Zrobił mi jedno zdjęcie do mojej celówki i musiałam podać kilka swoich danych. Oczywiście wykorzystałam sytuacje i poprosiłam o kartki, dostałam aż cztery:) Poprosiłam o wodę, ale nie dali, więc pije z kranu.

Nie mam okularów, a oczy przy tym świetle strasznie bolą, wszystko mi się rozmazuje.

Przed chwilą był u mnie oddziałowy, nawet się uśmiechnął. Trzymał w ręku dwa komplety potrzebnych przyborów. Zapytał się czy lubię kolor zielony, czy różowy. Odpowiedziałam, że oba, ale że mam na sobie wszystko zielone, mydło, talerze i sztućce też są zielone, to wybieram różowy. Dostałam różową szczoteczkę do zębów, strasznie się ucieszyłam, i do tego dostałam oczywiście pastę. Dał mi jeszcze mały woreczek proszku do prania mały balsam do golenia i i jednorazową maszynkę.

Może nie będzie tu tak źle, ale przeraża mnie to, że wszędzie są kraty, i drzwi zamknięte, że nie mogę nigdzie wyjść.

Ktoś kogoś pobił. Słyszałam jak klawisz krzyczał:, „Ale on go pobił! Ale on go kurwa mocno pobił!”. A teraz za ścianą mam jakiegoś psychola, przed chwilą go przywieźli. Krzyczy i wyje jaj wilk do księżyca, masakra. Jest też obok jakiś młody chłopak, przed chwilą prosił o kartki, żeby mu dali, ale dostanie dopiero na kolacje.

Z nudów zrobiłam pompki. Po pompkach robi się trochę cieplej. Oczywiste, że nie będę ich robić cały czas, więc jak robi mi się już strasznie zimno to przyklejam się do kaloryfera i klęczę przy nim.

O 19 była kolacja. Dostałam coś, co nazwali zupą mleczną, było ohydne, ale zjadłam parę łyżek, do póki coś mi nie zgrzytało w buzi. Wyplułam i wylałam. Na talerzu dostałam przepyszny miód, do tego pół kostki masła i kilka kawałków chleba, ale nie dostałam nic do picia. Nie rozumiem, przecież trzeba pić. Gdy zobaczyłam, że drzwi się zamykają, a ja nie dostałam picia, to zaczęły mi aż łzy lecieć.

A wiesz, co wymyśliłam jak już ręce miałam mocno sine z zimne?

Owinęłam się ręcznikiem pod tą zieloną koszulą, i jest trochę cieplej.

Ciekawe jak ja teraz talerz umyje pod tą zimną wodą. Jest cały od miodu. A wszystko trzeba przygotować do śniadania.

Ktoś o mnie myśli, bo ucho mnie piecze. Ciekawe, kto to taki?

Mama chce składać jakieś wnioski do sądu, ale za nim to rozpatrzą, to będę miała odsiedzone te 15 dni.

Wyjdę i nikt mnie nie będzie chciał znać. Teraz jestem kryminalistką, bez przyszłości bez znajomych i przyjaciół, bez pracy i rodziny. Najlepiej się powiesić i mieć w dupie to całe życie. Ale nie! Ja będę walczyć! Może tylko teraz widzę wszystko tak na czarno, może tak nie będzie w realu jak myślę.

Teraz to już chyba siedzę i czekam aż wyłączą muzykę i światło. Zrobi się trochę ciszej, położę się i może normalnie zasnę, w końcu jutro pobudka o 6 haha, i tak przez 14 dni. Już wyłączyli muzykę, był jeden dzwonek, światło się jeszcze pali. Był obchód. Na obchodzie trzeba wypowiedzieć magiczną regułkę: skazana Karolina Storma, cela nr „6” stan- jeden, obecnych- jedna. I tak codziennie rano i wieczorem.

Zamknął klapę i muzyka zaczęła z powrotem grać, jest już ciemno na dworze i coraz zimniej. Leżę już znowu pod kocami, a obok rozkręcili imprezę i dobrze się bawią haha.

Dziś myślałam trochę o moim telefonie, bo został w domu, mam nadzieję, że starsi go nie dopadną. Mam tam różne dziwne eski i zrobioną sesje zdjęciową, a ostatnio ją powiększyłam o parę zdjęć w kostiumie kąpielowym. Może mój brat będzie tak genialny i weźmie go do siebie.

Nie pójdę z Anią na basen, no trudno. Ominie mnie dzień kobiet, takie życie. Często myślę o różnych rzeczach i o różnych sprawach, ale najczęściej to jednak chyba myślę o Tobie. Myślę jak zareagowałaś, jak zadzwoniłam i rozpłakana oznajmiłam Ci, że mnie zamykają. Myślę czy podajesz mi teraz łapkę, bo bardzo jej potrzebuję, i wierzę z całych sił, że mi ją podajesz. Myślę, co mi powiesz, czy się jeszcze odezwiesz, ale z całych sił wierzę, że tak, a wiesz, dlaczego?

W moim życiu znajdują się tylko dwie osoby, które kocham i zrobię dla nich wszystko! Nie licząc Roberta, bo to inna bajka, to kocham mojego brata i kocham Ciebie. Jesteście moimi skarbami i dla was żyję! Dziękuję wam, że jesteście, że jednak mam, dla kogo żyć, a to jest najważniejsze w życiu! I Ty też zawsze pamiętaj, że masz, dla kogo żyć, na pewno znajdzie się więcej takich osób na Twojej liście, niż na mojej, więc nie smuć się, marnujesz sobie tym sposobem życie. Odetchnij pełną piersią, zbierz siły i zacznij żyć, a miłość to tylko dodatek, który na pewno przyjdzie z czasem.

„Kiedyś znajdziemy się na zakręcie, co z nami będzie?...Może lepiej, gdy nam teraz to życie nic nie powie...”

No już stacje zmienili na wiadomości, więc niedługo będę szła lulkać. Zapisałam dziś trochę tych kartek.

... Ja nie wytrzymam, ja wariuję. Nie potrafię siedzieć sama w celi po ciemku. Nie wiem, co mam robić, a tu znikąd pomocy, nawet nie mogę się odezwać do najbliższych. Chciałabym przespać te dni, ale za dużo myśli w głowie krąży. Chociaż żeby tu światło zostawili zapalone i żeby tu było ciepło, to już by było inaczej.

A co na to Kasia by powiedziała? Chyba to, że to tylko 14 dni, żebym nie miękła, bo przecież nic złego mi się nie dzieje. Ale psycha działa inaczej. Ciekawe na ile starczy mi ta mała latareczka?

Boję się, że wyjdę stąd zupełnie inna, że będę potrzebować pomocy, a nic Ci nie powiem.

Jutro postaram się napisać coś miłego i pozytywnego, a że zaczęłam pisać do Ciebie, to napisze coś o Tobie, bo kartki szkoda:) haha

Dobranoc. Do jutra.

PS: ciekawe czy to, co piszę, czy kiedyś Ci to pokażę.

Napisałam dobranoc, a jednak jeszcze piszę. Widziałam na drzwiach twarz starego faceta, jego zniszczoną twarz, wyraźne oczy,białka tak mocno białe, grube brwi i wąs... Miał wąsa, takiego jak się nosiło dawno temu, długi i zawinięty. Nerwy mnie nie opuszczają, serce boli i co chwilę się duszę, ale to nic w porównaniu z tym, że rozmawiam ze sobą, nie tak jak zawsze, że na głos mówiłam, co mam kupić, czy co zrobić, oczywiście jak byłam sama. Ja rozmawiam ze sobą tak, jakby obok siedziała druga osoba. Nawet się dziś modliłam, żeby Bóg dał mi siłę, bo bardzo jej potrzebuję.

Przecież nie jestem i nie byłam nigdy zła osobą, to, co ja tu robię? A przestępcy latają na wolności, np. mój sąsiad, ledwo, co wyszedł na wolność i już okradł zegarmistrza. Policja obławę zrobiła wielką pompą, a na drugi dzień wypuścili go. A mnie od razu wpakowali do aresztu i to w dodatku siedzę w izolatce sama jak palec.

Ale tak w ogóle to tego prawa nie rozumiem.

Jeździłam bez biletu, tak? No tak. Nie płaciłam mandatów, i znowu tak. To, jaki oni mają z tego pożytek, że mnie zamknęli? Przecież znowu za darmo. A niby mamy kryzys w Polsce. Nic innego tylko się śmiać. Dają mi jedzenie, niektóre da się zjeść. Prąd i ogrzewanie, to też kosztuje. Nie mówię już o dodatkowej papierkowej robocie, i to też kosztuje (papier, wkład do długopisów, ksero, zdjęcia, pranie, środki do higieny itp., no i muszą opłacić ludzi, których zatrudnili, przecież za darmo tego nie robią).

To, kto na tym zyskuje, że ja tu siedzę? Nikt! Ja wychodzę na tym najlepiej! Omijając torze bzikuję przez nasze prawo.

ZKM nie dostanie kasy, bo już odpracowuje to, że tu siedzę, a miasto płaci za mój pobyt w areszcie. Więc jednym słowem prawo jest do bani. A tak kiedyś lubiłam ten przedmiot w szkole. Więc nie można się poddawać, tylko walczyć o swoje, a im pokazać, że my z tego tylko korzystamy, że prawo jest do dupy za przeproszeniem.

A teraz niech tak każdy bezdomny przejedzie się bez biletu kolejką, czy też autobusem, to bez różnicy. Niech zarobi mandat i już ma gdzie mieszkać, ma dach nad głową, jedzenie, wszystko, co jest potrzebne. Prysznic, lekarz na miejscu, dla nich to marzenie, które przez głupi mandat zawsze się spełni.

Siedzę po ciemku i już drugi raz klawisz zapalił światło, spojrzał przez kukla i zgasiła światło. Pilnują nas w nocy byśmy sobie nic nie zrobili. Czyli inaczej, patrzą czy żyjemy.

Ja już chyba jestem naprawdę śpiąca, trochę się uspokoiłam, więc mogę spróbować zasnąć.

PS: U Madeja w domu było gorzej niż tu, haha, miał taki sam wielkościowo pokój, brud, syf itp., no i śmierdziało strasznie starymi skarpetami, a tu nie śmierdzi, bo przykryłam kibel miska.

To, co mam w głowie, nie pozwala mi zasnąć. Mam strach w oczach, cała się trzęsę, to źle. Na pewno to z nerwów. Staram się nie denerwować i niby się nie denerwuję. Nie wiem, czemu mój stan taki jest i co się dzieję. Próbuję zasnąć, a nie mogę, znowu mam dziwne myśli w głowie, jest w nich wszystko i nic, i ten strach.

22:01, kochanazlosnica
Link Dodaj komentarz »
nast. część...

Dziś jest 01.03.09r. Dzień dobry!

Pobudka była dziś przyjemna, oczywiście rano apel był. Pomyłam naczynia, miód przez noc wykapał do zlewu, więc na talerzu zostały tylko małe kropelki na szczęście.

Dostałam do śniadania całą miskę herbaty, więc wypiłam jednym duszkiem prawie wszystko, musiałam zostawić trochę na później.

Dziś poprosiłam o spacer, nie wiem, o której po mnie przyjdą, więc czekam z niecierpliwością.

Noc miałam koszmarną, ale trochę przespałam. Jeszcze tylko ta noc i jutro w końcu pójdę pogadać z psychologiem.

Dzień mija gorzej niż wczoraj. Serce mi strasznie szybko bije, nie wiem, co mam ze sobą robić. Żeby, chociaż miała jakieś zajęcie, ale nie mam, a moje myśli krążą wokół tego, co się dzieje, wokół sytuacji, którą teraz mam.

Dziś bardzo mocno się duszę i to gorzej niż zawsze. Żebym, chociaż miała lokatorkę, to bym mogła z kimś pogadać.

Na obiad miałam tą samą zupę, co wczoraj. Trochę jej wypiłam, bo była ciepła, a tu dziś zimno. Na talerzy dostałam ziemniaczki, kapustę i dwa klopsy, strasznie dziwnie wyglądały, aż strach jeść, no, ale zjadłam oczywiście trochę zostawiłam, bo jednak jedzenie nie jest tu super smaczne.

Piszę to wszystko bez sensu. Kogo interesuje, co ja tu robię i co jem. Ale z drugiej strony, co tu robić? Chyba tylko pisać.

Słyszałam, że na dworze jest dziś 1 stopień i ponuro.

Dowiedziałam się, że za pół godziny idę na spacer.

Klawisz mi obiecał, że pod wieczór mi podrzuci rozpiskę książek z biblioteki, ciekawe czy tak naprawdę ją przyniesie i czy dadzą mi tą książkę?

Pisałam dziś list do Marty, mogę go dać dopiero w poniedziałek na wieczornym apelu. Więc ciekawe, kiedy dojdzie?

Jutro będę się pytać z rana o psychologa, bo przecież nie wyrobie tutaj. Zamykać osobę w izolatce z depresją to trzeba mieć naprawdę z głową.

Dziś będę też się dowiadywać, co z moimi rzeczami, bo przecież tu zamarznę, a w dodatku woda w kranie lodowata, to nawet nic nie można zrobić.

Miałam też przez chwile małe loty, w głowie znowu dziwne myśli i strach w oczach, ale teraz jestem jakoś dziwnie spokojna.

Pamiętam, że śniłam w nocy o różnych moich znajomych, obudziłam się z przerażeniem w oczach i pamiętam z tych osób tylko Ciebie i Roberta. Pamiętam tylko was i nawet nie wiem, o czym był ten sen. No, ale miły to on na pewno nie był, jeżeli obudziłam się z płaczem, zlana zimnym potem.

A tak dla poprawy humoru, wymalowałam się dziś, i od razu trochę lepiej się poczułam, niestety, ale tylko na chwilę.

Wróciłam ze spacerniaka. Miałam swój własny, a był dwa razy taki jak moja cela. Pochodziłam chwilkę w kółko, zrobiłam parę przysiadów i lepiej się poczułam. Wytrzymałam może z 15 minut. Jak wyszłam na dwór to miałam mroczki przed oczami, ale później już było lepiej. Jest bardzo mroźno, ale ładna pogoda, i słoneczko mocno świeci. Ustałam chwile na ławce, to słońce ogrzało mi twarz. Fajnie czuć, że wiosna idzie.

Na spacery będę chodzić zawsze sama, bo jestem z „jedynki”, czyli kara grzywna trzymana w izolatce, nic dodać, nic ująć.

Dowiedziałam się, że jutro dostanę wszystkie moje rzeczy, prócz tych niebezpiecznych takich jak pilnik do paznokci, czy np. nożyczki. Więc w końcu ubiorę się normalnie i będzie mi cieplej, no i dziś kurtkę dostałam, ale już jutro wyjdę na spacerniak w swoim płaszczyku.

Pomału jest coraz lepiej, początek był tylko taki straszny. Jeszcze trochę to będę pisać, że czuję się jak na wakacjach haha. Chociaż to tak naprawdę można uznać. Jedzenie podają, na spacer wyprowadzą, całodobową ochronę mamy, szpital na miejscu, swoje rzeczy od jutra będę mieć, psycholog też na miejscu, i wszystko za darmo haha. Muzyka w celi leci, z rana wiadomości puszczą, więc i na bieżąco jestem. Pobudkę ci nawet zrobią, więc czego chcieć więcej? Jak ktoś jest przyzwyczajony do samotności, i nie ma gdzie mieszkać, to tu dla niego jest po prostu luksus, same apartamenty.

No jak dla mnie to przydałby się telefon, a dokładniej to komórka, no i telewizor, żeby szybciej czas leciał. No, ale dam sobie rade i bez tego. Najbardziej jest mi brak ludzi, których kocham i świadomość, że nie mogę ich zobaczyć i że nie mam z nimi żadnego kontaktu.

W końcu może to mnie czegoś nauczy, bo ja nie potrafię nie odzywać się nawet chwili, jestem w gorącej wodzie kompana całe życie, wszystko musi być na teraz i koniec. Zawsze to ja biegam, proszę i przepraszam pierwsza, a teraz może będę umiała olać osoby, które mnie olewają -taka walka z samym sobą.

Tak w ogóle, to słysząc jak ci ludzie tutaj się zachowują, to można stwierdzić, że oni nigdy się nie zmienią. Tacy, jacy byli, to tacy wyjdą, zero rozumu więcej, jest na pewno kilka wyjątków, ale to mała liczba na tylu skazanych.

Wyjdę stąd to muszę usiąść z kimś, albo sama i napisać list do ZKM i SKM o spłacanie mandatów na raty, to wtedy już tu więcej nie trafie, a drugim razem już bym tego nie wytrzymała, a spłacać mogę miesięcznie nawet po 50 zł. Tak mi radził jeden z tych policjantów, który mnie zatrzymał. To nie jest przecież żaden majątek w porównaniu z ograniczeniem wolności. Kazaliby płacić 400 zł, to też bym płaciła, żeby tylko tu nie wrócić.

A tak w ogóle to pytałam się o ten dzwonek, co to jest. Więc używa się go w nagłych przypadkach, jak już jest z kimś naprawdę źle.

Wiesz, co... Opisze Ci moją sytuację, jakiego mam super dużego pecha, co do przyjaciół.

Stawiałam kiedyś na Olę, bo otworzyła mnie na przyjaźń, prosiła i mówiła, że tego naprawdę chce. Z czasem w końcu nazwałam ją przyjaciółką i mocno się do niej przywiązałam, ale ona miała mnie już gdzieś, bo znalazła sobie inną przyjaciółkę. No nieźle z jej strony, nawet nie chcę tego komentować. Potem stawiałam na Monikę. Dziewczyna totalnie zamknięta w sobie. Myślałam, że uda mi się ją otworzyć, i że będzie dobrze, ale ona niestety się nie nadaje, i uwierz mi, że piszę to z bólem w sercu. Nigdy nie miała przyjaciół i nigdy nie będzie miała, chciałam to kiedyś zmienić, ale się nie udało, a teraz to już nie mam sił i nie chce już od niej przyjaźni.

No i Ty, mój ideał przyjaciela. Wmawiam sobie często, że to właśnie Ty jesteś tą najdroższą, bezcenną, najukochańszą przyjaciółką, taką prawdziwą, bez fałszu i kłamstw. Nikogo tym nie ranie, może tylko siebie, bo przecież tak nie jest jak sobie wmawiam. Nieraz to boli, ale nieraz daje mi to siłę. Więc jeżeli daje siłę, to nie zaszkodzi samą siebie oszukać. Ale tak szczerze to oddałam Ci moje serce!

Tak w ogóle to dziś jest pięknie na dworze, jak by wiosna się zaczęła:)

A wiesz, co wymyśliłam?

Mam paznokcie wymalowane (tym razem na biało), i co dziennie zdrapuje z każdego paznokcia lakier, jak już wszystkie zdrapie, to tylko zostaną mi cztery dni.

Kurcze, to jednak jest pół miesiąca. Ale jak już będę miała więcej dni za sobą, niż przed sobą, to już pójdzie z górki.

Zaczęłam pisać list do mamy i zasnęłam, obudziłam się na kolacje. Dziś jest fajny oddziałowy, który mnie pocieszał, że te 15 dni to jak głęboki oddech, i że szybko zleci.

Te sine ręce mnie wkurzają, co wynurzę się spod koca to od razu sine się robią, a są tak mokre, jakbym je z wody wyciągnęła.

Znowu mnie ucho piecze,, jak wyjdę to może się dowiem, kto mnie wspomina.

..Zabierzcie mnie stąd, błagam!!!

Płakałam i zapomniałam, że apel zaraz będzie. Przyszło dwóch oddziałowych i mnie trochę pocieszali, dali gazetę i mówili, że już jutro pójdę do kobiet, że nie będę sama. Trochę mi ulżyło. A z drugiej strony ciekawe, co to za kobiety? Jutro zobaczę.

Przeczytałam większość gazety, strasznie oczy mnie bolą, ach, że musiałam zapomnieć okularów. Przyszedł klawisz i zgasił światło. Chyba trochę się martwi o mnie, bo zanim zgasił światło i powiedział dobranoc to spojrzał w kukiel.

Ja jak zwykle siedzę z zapalona latarką i piszę.

W liście do mamy pisałam, że proszę ją by ktoś po mnie przyjechał jak będę wychodzić, bo jestem osłabiona, na pewno przyjedzie mój brat lub Kasia. Zostały mi jeszcze dwie kartki i nie licząc już dzisiejszego dnia to jeszcze 12 długich dni i nocy.

Kurcze... Następnym razem, tak już na wypadek, muszę się ubezpieczyć w dokładne Twoje podstawowe dane osobowe. Twój nr tel. już znam na pamięć haha:) No, ale dobrze, że znam też babci nr, tel, bo na komisariacie się pytali, kogo mają poinformować. Chciałam mamę, ale jej nr nie znam, więc zadzwoniłam do babci. Oczywiście babcia się przejęła i zaczęła krzyczeć, ale poinformowała mamę (akurat wychodziła z pracy), więc chwila i była na komisariacie u mnie. Zdążyła mi tylko kupić dwie puszki fanty. Prosiła ich o jakiś zamiennik, np.: żeby wpłacić jakieś pieniądze. Mówiła im, że mnie krzywdzą tym, że mnie zamykają, bo miałam iść do pracy i to, co jestem dłużna to z pensji by można było ściągnąć. Pytała się, jaka w tym wszystkim jest sprawiedliwość, że nasz sąsiad kryminalista i złodziej łazi na wolności, a mnie zamykają. No, ale tu już nic nie pomogło i pojechałam na Kurkową.

W ogóle to się wkurzyłam na samą siebie, bo zawsze noszę notes ze sobą, to bym miała kartki, ale oczywiście musiałam go wyciągnąć. Przez dłuższy czas nosze ze sobą zeszyt, bo jestem w trakcie pisania nowej książki, ale oczywiście też musiałam go wyciągnąć. Z nerwów zostawiłam okulary w domu, a prochowiec od nich mam przy sobie. Nosiłam książkę Paulo Coelho i też jej nie mam. Nie wiem, dlaczego to wszystko wyciągnęłam? Jak mnie zatrzymali to miałam iść na imprezę, i chyba musiałam stwierdzić, że to wszystko jest mi nie potrzebne, zbędny bagaż i ciężar. Nawet nie mam rękawiczek i czapki, bo miałam cofnąć się tylko na chwilę do domu, a z tego wszystkiego zapomniałam później zabrać. Mam nadzieję, że jak będę wychodzić to nie będzie zimno.

No tak, a miało być tak pięknie. Miałam iść na imprezę, zapalić sobie shishę i się odprężyć. Mówiłam to pani Justynie, to się uśmiała. Nawet w porządku jest ta policjantka. Od złapania mnie do przyjazdu do Gdańska to cały czas z nią rozmawiałam.

Dobra. Ja trochę porozmyślam, pomażę o czymś pięknym i może zasnę.

 

02.03.09r.

Pobudka dziś z godnie z rozkładem.

Dziś znowu mi krew z nosa leciała i to już mocniej.

Puścili radio ZET, jest inny oddziałowy, taki, który mnie przyjmował tutaj. Tak w ogóle to przypomniało mi się, że miałam iść na koncert Feel, i znowu nie pójdę, masakra.

Chyba się jeszcze położę.

Oczywiście obudził mnie klawisz, który przyniósł dwa mydła, proszek i papier toaletowy- to są środki na miesiąc.

Ja dziś chyba prześpię cały dzień.

Nic nie słychać o tym, ze mają mnie gdzieś przenieść. O psychologu też nic nie mówią, chodź prosiłam. A książki też dalej nie mam, i nawet spisu nie dostałam.

Jest dopiero po dziesiątej jakoś.

Dziś dzień łaźni- będę się kąpać:)

Na kąpiel mam 8 minut.

Chwilę przed trzynastą byłam odebrać swoje rzeczy. Potem przyszłam z powrotem do celi i już czekał na mnie obiad, był zimny, nawet nie wiem, co to było, bo do miski wpakowali mi oby dwa dania, ale zjadłam trochę.

Znowu mnie ucho piecze.

Nic nie mówili dziś o spacerze, ani o mojej przeprowadzce.

Byłam po rzeczy to w poczekalni czekała jeszcze jakaś dziewczyna i starsza babka, wyglądała jak pijaczka i bardzo mocno było od niej czuć alkohol, myślałam, że zwymiotuje. Pytałam się ich jak u nich z wodą, to mi powiedziały, że mają ciepłą, i że w celi jest ciepło, a kibel jest oddzielony ścianką. No i że nie są same, że mają kilku osobowe cele. To tylko ja tak źle trafiłam. Jestem tu najkrócej i mam najgorzej. Dziewczyny dostały nawet majtki, skarpetki, laczki i piżamę, a ja nic. Jeżeli coś chcę to muszę pisać o to prośbę, ale za nim rozpatrzą to zdążę stąd wyjść. One nie musiały nic pisać tylko dostały od razu. Nie rozumiem tego.

Byłam dziś u mojego wychowawcy. Powiedział, że jak zrobią mi badania i prześwietlenie, to wtedy dadzą mnie do innej celi, a tak to na razie będę tu siedzieć w tej izolatce. Zaczęłam mu płakać, że tam nie wytrzymuje, więc przy mnie dzwonił po oddziałach i pytał się czy jest gdzieś wolne miejsce. Niestety nie było. Ale mówił, że może coś jutro się zwolni i wtedy mnie przeniosą. Dziś widziałam się z psychologiem jak byłam u wychowawcy, i mówiła, że mam napisać karteczkę, że chcę do niej przyjść, to jutro mnie przyjmie.

Od wychowawcy dostałam dwie gazety, więc trochę sobie poczytam, będę miała, co robić.

Mój stan znowu się pogorszył.... Już nie wytrzymuję!!! Dziwnie się czuję. Zaczęły mi się robić strasznie sine ręce, więc się przykryłam kocami, ale nie pomogło, więc ubrałam kurtkę, siedzę opatulona, jest mi już ciepło, pocę się a ręce nadal sine, spuchnięte i cała się trzęsę. Może zaraz przejdzie, a jak nie to przycisnę guzik awaryjny.

Dobra... Może zajmę się pisaniem.

Dziś musiałam trochę pochodzić po więzieniu w sprawie tych moich ciuchów i widział mnie jakiś koleś (brzydki), ma na imię Jarek, przyczepił się do mnie. Przychodzi i mnie podgląda przez kukla. Chwile z nim rozmawiałam, mówił, że chce napisać do mnie list, dał mi swój adres na cele i na wolność. Nie wiem, po co mi on, no, ale wzięłam, żeby chłopak nie czół się olany. Przyczepił się też do mnie ten czubek, który wyje mi za ścianą. Wkurza mnie, bo cały czas puka mi w ścianę, w kaloryfer i krzyczy: „ halo! Sąsiadka! Odezwij się! I potrafi tak cały dzień, zwariować można, nawet mi spać nie pozwala. Ale to dla tego, że siedzę, na centralu, gdzie są sami faceci, którzy już dawno nie widzieli kobiety. Więźniowie zaczynają mnie coraz częściej podglądać, a gdy gdzieś idę to wszyscy gwiżdżą, puszczają oczka i krzyczą: „ej laska!

Ostatnio spotkałam na peronce nawet faceta, który był ubrany na czerwono, takich nazywa się- M (emka), czyli niebezpieczny. Takim to nawet nie można spojrzeć w oczy, ale ten sobie normalnie chodził po peronce i miał nawet przy sobie narzędzia. Spojrzałam mu w oczy, a on puścił mi oczko. Nawet miły się zdawał.

Przyczepił się też do mnie taki Paweł, mówił, że chciał tylko chwile ze mną pogadać, bo już dawno nie rozmawiał z dziewczyną. Więc rozmawiałam z nim przez drzwi. Siedzi tu już dziesięć miesięcy i czeka cały czas na wyrok, jeszcze nie jest skazany. Mówił, że siedzi za niewinność. A tak naprawdę to za przemyt narkotyków, tylko trzyma się tego, że jest niewinny. Pracuje we więzieniu, sprząta, więc mam go codziennie obok siebie, bo sprząta na mojej peronce, i mówił, że jak coś będę chciała to mam krzyknąć i on przybędzie z ratunkiem haha:) przyniósł mi gazety, potem się trochę cofnął od kukla, bym mogła go zobaczyć jak wygląda. Szczerze powiedziawszy to jest bardzo przystojny, trochę przypakowany i ma słodką buźkę. Bardzo fajnie mi się z nim rozmawia, więc od teraz nie będę się nudzić.

No, ale coś czuję, ze dziś wyląduje w szpitalu. Mam mało potasu w organizmie, bo cała się trzęsę i nie mogę przestać.

Chwilami jest troszeczkę lepiej, raz zimno, raz gorąco.

Siedzę i płacze, bo tak źle się czuję, żyły mnie bolą, spuchłam i się trzęsę. Nie lubię się tak czuć.

21:58, kochanazlosnica
Link Dodaj komentarz »
nast. część...

03.03.09r.- wtorek

Wczoraj trochę jeszcze płakałam przez to, że tak się czuję, i że muszę tu siedzieć.

Koleś z nocki nade mną się zlitował i zostawił mi dłużej światło zapalone, a przez drzwi włożył gazety. W nocy mnie pilnował, często patrzył, czy ze mną wszystko w porządku.

Dziś rano wstałam na apel, zjadłam śniadanie i poszłam spać. Obudził mnie klawisz i zaprowadził do lekarza. Zrobili mi test ciążowy i zaprowadzili z powrotem do celi. Położyłam się na chwilę, ale już nie mogłam spać, czuwałam. Przyszedł oddziałowy i kazał się spakować. Spakowałam się i zaprowadzili mnie na oddział kobiet, na przejściówkę, PP I. Tam pani Maria, czyli oddziałowa, zrobiła mi rewizje i zaprowadziła do celi nr „23”.

Jest tu ta starsza kobieta, którą spotkałam przy odbiorze swoich rzeczy osobistych, ma na imię Aurelia, no i druga osoba to taka Emila. Dwie pijaczki. Ale ta Emila już jutro wychodzi na wolność. Miała do odsiedzenia 12 dni i to za nic, bo odpracowała godziny, które miała do zrobienia, ale za późno dostarczyli dokumenty do sądu i zdążyli ją skazać na te 12 dni. Ale coś mówiła, że się odwoła i złoży podanie o odszkodowanie.

A Aurelia opowiadała, że siedzi za kredyt i ma do odsiedzenia rok. Zamknęli ją dwa dni później ode mnie i jakoś było miejsce na przejściówce, więc nie rozumiem, dlaczego zamknęli mnie w izolatce.

Tego samego dnia po obiedzie poszłam z Emilą do ginekologa. Odechciało nam się badania, gdy zobaczyłyśmy, jaki lekarz ma nam tam zaglądać. Na szczęście badanie nie było obowiązkowe. Babka była stara, brzydka, gruba, twarz miała wstrętna, taką wredną, fartuch zaniedbany, krzywo ubrany, jak flejtuch, a ręce... Jedna to jak moje dwie, a może i nawet dwie i pół. Zwątpiłyśmy oby dwie w to badanie i go nie zrobiłyśmy. W drodze powrotnej poprosiłam o spis książek, od razu pani Maria mi go dała. Więc wybiorę sobie książkę, napisze prośbę i może doczekam się w końcu jakiejś lektury.

Na wieczór Aurelia się rozgadała, opowiadała różne śmieszne historie ze swojego życia, czuć było, że są naciągane, a nawet zmyślone. Potem była kolacja i apel.

Jeżeli chodzi o klawiszy i oddziałowych to są super, bardzo wyrozumiali, to, co chcemy to starają się załatwić. Jest tu nawet świetlica, można tam pooglądać telewizje od 13 do 18, pograć w gry planszowe, czy też w pingponga. Ciekawe czy się na to załapie. Jeżeli tak to na pewno z tego skorzystam.

W celi mam ciepłą wodę, łazienka też jest, ale oddzielona ścianą. Jest tu ciepło, są tu nawet plastikowe okna. Ful wypas. Tylko miski nie ma żeby się umyć, czy tez żeby wyprać ciuchy, żebym wiedziała, to bym wzięła ją z izolatki. Ale już karteczkę dałam na apelu, że chce iść do wychowawcy w tej sprawie. Jutro przejmuję pałeczkę od Emili, będę starszą celi, więc wszystkie sprawy, które trzeba załatwić będą należeć do mnie, no i apel będę musiała zdawać, ale dla mnie to żadna nowość. A teraz będzie brzmiał on tak: „dzień dobra (dobry wieczór), starsza celi Karolina Merchel, cela 23, stan osób dwie, obecnych dwie.”.

Dostałam w końcu laczki, bym miała, w czym chodzić pod prysznic.

Teraz zjem coś jeszcze, chwile pogadam i pójdę spać.

Dostaliśmy nawet grzałkę, więc jest jak wodę ugotować na kawę, czy też herbatę. Oczywiście wpierw trzeba sobie to kupić.

Są tu dwa łóżka, jedno zwykłe a drugie piętrowe. Aurelia śpi na tym zwykłym, a my naprzeciwko na piętrowym, ja oczywiście na dole i Emila u góry. Teraz już tu mam lepiej. Nawet dużo się dziś uśmiałam z dziwnych życiowych opowiadań tej babki z celi. Jest dobrze, bo nie płakałam, a w ręcz przeciwnie. Moje ręce mają nawet w końcu swój kolor. Dobranoc.

 

04.03.09r.

Dziś miałam pobudkę chwilę po piątej rano. Po piętnastu minutach był apel, a później śniadanie.

Nie wyspałam się, prawie nie zmrużyłam oka przez Aurelie, strasznie w nocy krzyczała i wyzywała swojego faceta, z którym żyje, i przez którego się tu znalazła. Zadzwoniła na policje i ja wydał. Nie wyobrażam sobie tego, by tak zrobił mój facet, przyjaciółka, czy tez znajomy.

Byłam dziś znowu na centralu, ale tym razem tylko do dentysty zrobić przegląd. Potem zaprowadzili nas do szpitala na prześwietlenie. Szpital mają bardzo ładny, widać, że jest po niedawnym remoncie, no i super wyposażony w nowoczesne aparatury. Była nawet przezroczysta winda dla osób niepełnosprawnych na wózkach, do pięciu schodków.

O dziewiątej Emila wyszła na wolność.

Więc zostałam sama z Aurelią, no i wszystko się zmieniło, już nie było tak miło.

Ja starałam się leżeć i rozmyślać o czymś przyjemnym, a ona, co chwile zawracała mi głowę i pytała się o coś, co mnie kompletnie nie obchodziło. Jest nerwowa, moim zdaniem, dlatego, bo nie ma alkoholu, jest na głodzie. Zaczęła się na mnie wyżywać, krzyczeć i mówić, że to ja jej przeszkadzam, bo cały czas mówię i ona nie morze się skupić. Babka ma coś z głową. Przy obiedzie coś gadała, więc chciałam jej odpowiedzieć na pytanie, a ona, że nie może mnie słuchać, że mój głos ją drażni. Że jestem gówniarą i nie mam tu głosu, że jestem z izolatki, więc jestem groźna i powinni mnie zamknąć tam z powrotem. Mówiła, że tylko ona może mówić, a je nie mogę, jedyne, co mogę to słuchać tego, co ona mówi. Pierwszy raz ktoś mi coś takiego powiedział. Ale się tym nie przejęłam, to tylko stara pijaczka, która lubi być bita przez swojego faceta i lubi spać na klatkach.

Darła się jak opętana, więc się wydarłam, że ma zamknąć swoją ohydną twarz i ma się przestać do mnie odzywać. No przecież ile można wytrzymać? I tak długo byłam spokojna, no i niech się cieszy, że tak spokojnie zwróciłam jej uwagę.

Emili jako alkoholiczce to dali jakieś tabletki, żeby brak alkoholu na nią źle nie za działałby nie dostała dilerki, a tej to nic nie dali.

Już kiedyś zdążyłam poznać taki typ człowieka, jak ta babka. Pani Beata jest takim typem człowieka. Zakochana w sobie na zabój, każdy musi jej słuchać i milczeć, aportować wtedy, kiedy ona chce.

Całą noc przez nią nie spałam, nie dość, że krzyczała przez sen, to, co chwile coś gadała do mnie, to paliła, to jadła, a w środku nocy pytała się nawet czy chce jabłko, albo, że głowa ją boli i gdy zasypiałam to jeszcze mnie obudziłabym jej dała tabletkę przeciwbólową. Ale to i tak już lepiej niż w tej izolatce.

Teraz siedzimy naprzeciwko siebie, na swoich łóżkach i nie odzywamy się wcale do siebie. Ja na pewno nie zniżę się do jej poziomu. Założę się, że nie przeprosi mnie, bo taki typ człowieka jak ona nie potrafi przepraszać.

Jeszcze tylko 10 dni!!!

No i czułam jakbyś miała wczoraj, czy przedwczoraj zły dzień. Dokładnie nie pamiętam, kiedy, bo tu każdy dzień wygląda tak samo. Mam nadzieję, że to tylko mi się wydawało.

W końcu zasnęłam na chwilę i obudziłam się po dwóch godzinach z bólem brzucha, zaczęły się kobiece dni, kurcze, masakra, myślałam, że zaczną się jak stąd wyjdę.

Odezwałam się pierwsza do Reli, że się źle czuję. No to ona zaczęła znowu nawijać, mówiła, że z nerwów wyżywa się na wszystkich i nad tym nie panuję, że widzi to, co robi, gdy już się uspokoi - to chyba miało znaczyć przepraszam. Niestety, ja nie toleruje takiego zachowania, zwłaszcza, gdy ktoś jest starszy i taki głupi.

W nocy obudziła mnie jak otwierała okno, mówiąc, że się przestraszyła, bo słyszała jak ktoś się wydzierał i płakał, a klawisze z peronek biegli do tego człowieka. Jeżeli tak naprawdę było jak opowiadała, to musiało się stać coś strasznego. Ja tam nic nie słyszałam. Zaspana powiedziałam jej tylko, że ma zamknąć okno, bo w regulaminie pisze, że jak śpimy to nie może być otwarte, to mnie opieprzyła. No a później krzyczała i wyzywała przez sen, więc się znowu nie wyspałam.

Nazwaliśmy ją panią magister, bo chce być najmądrzejsza i cały czas pisze jakieś podania i prośby. Tu jest tak, że gdy chce się gdzieś iść, np. do lekarza, czy do wychowawcy to trzeba pisać karteczki. Tu każdą prośbę trzeba mieć na kartce i wieczorem na apelu daje się klawiszowi, a on zanosi to wychowawcy, bo słownie nic nie uznają. Więc Rela siedzi, wymyśla i pisze. Aurelia ma ciężkie życie, ale nie współczuje jej, bo nie chce w nim nic zmieniać. Widać, że lubi tak jak jest. Z mężem się dawno temu rozstała, chodź miała z nim piękne życie, i wszystko, co pragnęła, to dostawała. Ma syna, już starszego, który ma swoje życie, żonę i dziecko. Syn jej postawił warunek, że będzie miała wnuczkę, gdy skończy pić. Od osiemnastu lat żyje z takim Romanem, też alkoholikiem. Roman ją katuje, przez niego miała złamane żebra, nos i na pewno coś jeszcze. Śpi na klatce, bo się go boi. Gdy nie dostanie piwa, potrafi np. rzucić w nią cegłą, więc nie jest to normalne. Przez niego trafiła do więzienia, a ona go jeszcze broni. Mówiła, że musi skończyć z piciem, zacząć się leczyć, iść na terapie i do psychologa. Tacy ludzie tylko mówią, ale nie zmieniają się. Nie ma, co się oszukiwać. Przez osiemnaście lat jej to nie przeszkadzało, to już nie będzie przeszkadzać. Na początku chciałam jej pomóc, rozmawiałam z nią o ośrodkach pomocy w takich przypadkach, jaki ona ma, że musi się od niego odseparować, iść na leczenie, odzyska wtedy syna i wnuczkę. Ale kiedyś Kasia mi powiedziała, że nie uratuje całego świata, a tu już nie ma, co ratować, więc dałam sobie spokój z rozmowami na ten temat.

21:57, kochanazlosnica
Link Dodaj komentarz »
nast. część...

05.03.09r.- czwartek

Dziś wstałam strasznie zaspana. Ogarnęłam się na śniadanie o 5.30. Po śniadaniu był obchód, a po obchodzie położyłam się jeszcze na dwie godziny spać. Potem leżałam aż do obiadu, bo źle i słabo się czułam. Po obiedzie zabrali nas na komisję, gdzie powiedzieli mi, dlaczego tu siedzę, dali mi pół otworek, czyli jak bym miała dłuższą kare to by mnie przewieźli do więzienia pół otwartego. Jak dla mnie to dobrze, bo by mnie przewieźli na Grudziądz. No i pytali się czy jest mi tu dobrze, i czy będę zbierać następne mandaty, bo każdy nowy mandat to powrót do więzienia. Więc powiedziałam, że nie chce tu wracać. Ele jednak komisja ominęła i idzie dopiero we wtorek. No i w końcu widziałam jak nasza wychowawczyni wygląda. Jest o dwa lata starsza ode mnie, ładna, ale strasznie roztrzepana. Nie zajmuje się swoimi obowiązkami, pierwsze, co robi, gdy przychodzi do pracy to wdzięczy się do więźniów. Jej obowiązkiem, który powinna zrobić, gdy przyszłam na jej oddział, to zawołać mnie do siebie i porozmawiać ze mną, poznać mnie, a ona mnie unika. Nawet głupiej miski nie potrafi nam załatwić. No, ale gust ma super, ciuszki ma na prawdę fajne.

Zjadłam obiad, posłuchałam trochę Eli, bo jak zwykle nawijała jak katarynka, i poszłam spać, bo kiepsko się czuję. Po dwóch godzinkach wzięli ją do lekarza, więc wstałam i trochę popisałam w spokoju.

No i o 17 kolacje przynieśli. Dostajemy zawsze 1/3 albo pół kostki masła i jeden chleb, podzielony we woreczki no dwie mniejsze połowy. Oczywiście, że tyle tego nie jemy, więc zawsze coś zostanie. Już mamy całą szafkę zapełnioną chlebem i masłem. A na tym, co na chleb to oszczędzają jak mogą. Ale słyszałam, że tu w areszcie i tak jest dobre jedzenie niż w innych więzieniach.

Gdy położyłam się dziś rano to śniła mi się Monika i Ty. Śniło mi się, że jechałam kolejką z Moniką do Wejherowa, by iść z Tobą na spacer, ale Tobie ten pomysł się nie spodobał, ja coś głupiego powiedziałam i poszłaś do domu. Monika mówiła, że mam do Ciebie zadzwonić, żebyś jednak przyszła, więc zadzwoniłam i powiedziałam, ze chce byś była teraz tu przy mnie. Dziwny sen, może, dlatego, że tęsknie tutaj za Tobą. Nawet Ela dziś mówiła, że jestem myślami gdzie indziej. Myślałam dziś o moim braciszku, o Robercie, co może się dziać na zewnątrz, o innych jeszcze znajomych i myślałam też o Tobie... Dziś miałaś praktyki, a jutro jedziesz do Wrocławia, nawet tu pamiętam. Odprowadzę Cię Aniołku myślami, bo chce złapać Twoją łapkę.

Siedzę tutaj, nic nie robię, to taki dla mnie dziwny zastój w życiu. Ja nie umiem nic nie robić i to mnie nie raz dobija. Na spacery nie chodzę, bo bym musiała iść z dziewczynami z recydywy, świetlicy się nie doczekam, książkę dostane dopiero za tydzień, oczywiście jak dostanę, a psycholog nie ma czasu. Dziś wojowałam o miskę, żeby nam, chociaż jedną dali, ale tu niczego nie można się doczekać, zwłaszcza przy takiej wychowawczyni jak Agnieszka. Ciężko jest myć się przy zlewie, garnki myjemy przy tym zlewie i pranie robimy. To takie mocno nie higieniczne.

 

06.03.09r.-piątek

Przespałam po apelu cały ranek. O dziesiątej klawisz mnie obudziła, bym się przygotowała na widzenie. Słysząc o widzeniu popłakałam się. Oddziałowa Maria zaprowadziła mnie na salę odwiedzin. Wchodząc tam szukałam wzrokiem znanej twarzy, i znalazłam w rogu na samym końcu, siedziała tam moja mama. Pytała się jak tu jest, więc opowiadałam jej i powstrzymywałam łzy. Mówiła, że znajomi cały czas piszą na moją komórkę, ale ona nic nie odpisuje, jak wyjdę to sama odpiszę, co będę chciała. Mówiła też, że pojechała do Kauflandu i powiedziała im, że mam grypę i przeszło na oskrzela i jestem w ciężkim stanie. Więc jak wyjdę to mam się do nich zgłosić 16 marca, czyli w poniedziałek jak niby wyzdrowieje, to mi powiedzą czy mnie zatrudnią, czy nie. Cała moja klatka wie, ze siedzę w areszcie, moi znajomi nic na razie nie wiedzą, no oprócz Ciebie... Mama mówiła, że dzwoniła do Ciebie, bo miała kłopot z odzyskaniem pieniędzy od Marty - niech ja tylko wyjdę, lepiej żeby mnie dziewczyna unikała. Opowiadała też, ze na początku nie mogła znaleźć numery telefonu do Ciebie, bo przecież normalnie to nie mam Cię zapisanej. Ale przeczytała parę esów i drogą dedukcji stwierdziła, że „Maleństwo” to Ty haha. Kupiła mi na widzeniu jogurt, wafelka i kawę, którą musiała sama wypić, bo ja przecież kawy nie pijam. No i na sam koniec widzenia kupiła mi w kantynie jeszcze trzy banany, żebym mogła potas uzupełnić, bo często mnie trzęsie. Więcej nie mogła kupić, bo nikt jej nie powiedział, że może ze sobą do góry zabrać pieniądze i pożyczyła od jakiejś pani przy stoliku obok. Teraz obiecała mi, ze przyjedzie w czwartek, bo tak ma wolne. Odwiedziny trwają równo godzinę. Po tej godzinie zaprowadzili mnie do celi, trafiłam akurat na obiad. Klawisz powiedział, że po obiedzie mamy się spakować i przenoszą nas do recydywy, do dziewczyn, które mają długie wyroki i to nie za takie bzdury jak ja. Aurelia się trochę wkurzyła, bo przez moją nieobecność wysprzątała całą cele od góry do dołu, podłogę, łazienkę, łóżka, po prostu wszystko.

Trochę, a nawet bardzo przestraszyłyśmy się, bo nie wiedziałyśmy, co nas tam u góry czeka, a mnie tam w ogóle nie powinni brać, powinnam siedzieć do końca wyroku na przejściówce, ale nie mogę zostać sama w celi. Rela była tu już rok temu, mówiła, że na trzy dni, i trafiła na cele, w której jakaś dziewczyna, rządziła wszystkim, których miała w celi, że psychicznie wykańczała wszystkich ludzi. Miała na imię Majka. Opowiadała też o jakiejś Magdzie, której wszyscy się bali, bo niby była tak groźna. Myślałam tylko o tym, by nie trafić do tych dziewczyn. Z nerwów zapaliłam papierosa. Myślałam tylko o tym by nie trafić do tych dziewczyn, chciałam tylko spokoju. Przyszła pani Maria i kazała mi podpisać papierek, że palę, musiałam tak podpisać żeby mogli mnie przenieść, bo tylko u petek było miejsce.

No i jestem w sali pięcioosobowej. Gdy weszłyśmy Relia mi powiedziała na ucho, że jest tu ta Magda, o której mi opowiadała. Trochę się przestraszyłam, zrobiłam łóżko i stałam przy oknie. Magda podeszła do Eli i powiedziała jej:

-tu tak nie będzie i pamiętaj, że tu są zasady.

Ja nie wiedziałam, o co chodzi. Z łóżka wynurzyła się dziewczyna, którą okazało się, ze znam jeszcze z czasów podstawówki, gdy mieszkałam w Małym Kacku. Nazywa się Kamila Kranc. Od razu mi ulżyło. Chwile potem przyszedł klawisz po mnie i Ele i zaprowadził do wychowawczyni. Zamknął nas za kratami i wchodziłyśmy osobno do wychówki. Pytała się czy kogoś tu znam, powiedziałam, że Kamile, to pytała się czy będziemy się kłócić, i czy będą z nami jakieś kłopoty. Oczywiście powiedziałam, ze żadnych kłopotów nie będzie, ze się lubimy. Pytała się czy ktoś znajomy ma tu jeszcze trafić, czy wiem coś o tym, odpowiedziałam, że z tego, co wiem, to moja sąsiadka, Kamila Mirocha, no i powiedziała, ze nie będziemy mogły się widywać, dla mnie to lepiej. Opowiadała, że są tu zasady, takie jak, pilnowanie swoich kubków i talerzy, każdy je ze swoich i trzeba tego przestrzegać, bo pomyłka grozi kłótnią, lub może czymś więcej. Uczulała też na to, że jeżeli chcemy coś pożyczyć, np. herbatę to musimy się dokładnie określić, kiedy to oddamy, a jeżeli nie mamy jak oddać to powiedzieć to wyraźnie. I to było na tyle wizyty u wychówki.

Mam teraz, co wspominać z Kamilą, nie widziałyśmy się dziesięć lat. Jest tu w celi telewizor, więc czas leci trochę szybciej. Wieczorem oglądałyśmy „testosteron”, atmosfera była bardzo przyjemna, a byłam tak zmęczona, że szybko poszłam spać.

 

07.03.09r.

Dziś zrobiłyśmy sobie super pobudkę. Myślałyśmy, że nie wstaniemy na czas na apel, a jesteśmy jako pierwsze, więc odkręciłyśmy głośnik, na maksa. Magda myślała, że zasnęła gdzieś przy głośniku na dyskotece, a wstała z łóżka jak poparzona, zresztą tak jak ja. Tak w ogóle to spałam na piętrowym łóżku u góry, z moim lękiem wysokości. Na początku bałam się, że spadnę, ale już później było lepiej. Apel zdawała Magda, więc to ona jest starszą celi. Kamila przyjmowała śniadanie, więc jej trochę pomogłam. Mało zjadłam, bo na dłuższą metę to nie da rady jeść tego chleba, sam kwas.

Potem Relię, Kamilę i Bożenę zabrali do magazynu po dodatkowe rzeczy, a ja tą chwilę przegadałam z Magdą. Magda siedzi tu już półtorej roku, a wyrok dostała dziewięcioletni, zeszli jej dwa i pół roku, więc ma już mniej do odsiedzenia. Może na następnej komisji zejdą jej jeszcze z jakiś rok i wyślą na pół otworek, więc będzie mogła chodzić na spacery i do pracy na wolność. A wszystko za kradzież w sklepie i za dilerkę. Moim zdaniem to bardzo duży wyrok dostała, może się nie znam, ale dużo za duży. Niektórzy za zabójstwo dostają trzy lata. A Bożena nie wiem, za co siedzi, ale czeka na wokandę. Jest babką po czterdziestce, bardzo miłą i spokojną.

Dziewczynki wróciły i było dużo śmiechu, więc jest dobrze. Oczywiście dobrze jak na więzienie. Dzisiaj dużo myślę o Robercie, i o tym, co to będzie jak wyjdę. Wszyscy na osiedlu wiedzą, że jestem w areszcie. Boję się tego, że każdy będzie się na mnie krzywo patrzył. Myślę też o tym, co powiem moim najbliższym znajomym. Wiem, że na pewno rozmowa będzie ciężka, jak dla mnie, może dla nich też. Ale wiem, że każdy z nich zrozumie i będzie przy mnie.

Kurcze, ile bym oddała żeby mieć Roberta już tylko dla siebie, już zawsze w swoich ramionach, by czuć jego oddech codziennie rano, by móc się do niego przytulić, gdy tylko będę chciała, i by móc powiedzieć- kocham, nie bojąc się, że zostanie to bez odzewu. Ale niestety zostaliśmy teraz tylko przyjaciółmi od serca, chociaż z tego też bardzo się cieszę.

Dopiero tutaj wiem, na kim mi tak naprawdę zależy, kogo kocham, kogo tak naprawdę mi brakuje, bez kogo nie potrafię żyć, ale też wiem, na kogo mogę liczyć i kto jest przy mnie i ze mną.

Zostało mi jeszcze siedem dni, cały tydzień. Chciałabym żeby mi to szybko minęło. Sześć dni i nocy, a siódmego dnia wychodzę, na pewno jakoś z rana, więc fajnie. W domu, tak myślę, że na dwunastą powinnam być, bo Emile wypuścili już o dziewiątej. To może mnie też tak wypuszczą.

Wiem jedno. Pierwsze, co zrobię to się wykąpię i ubiorę czyste i pachnące ciuszki. A potem zadzwonię do Roberta i oczywiście napiszę do Ciebie eska, że już jestem w domku.

Rozmawiałyśmy dziś o parodii na Kurkowej. Jest tu taki Benek, który zabił dwie osoby- dwóch pedofilii. Jednego zabił na wolności i dostał osiem lat, a drugiego wsadzili mu do celi, gdy już mu się wyrok kończył i też go zabił. Dostał za to zabójstwo dwadzieścia pięć lat. Nazywany jest- „ emka” (M), bo jest mordercą, tacy są tu ubrani na czerwono, prowadzeni są zawsze w kajdankach, takich pajączkach, mają przypięte ręce i nogi razem. Zawsze idą z obstawą, z lufą pistoleta przy głowie i nie można im patrzeć w oczy, bo mogą zapamiętać i zabić, tu czy na wolności. A Benek chodzi sobie normalnie po peronkach, nikt go nie pilnuje, bez kajdan, bez obstawy i ma nawet przy sobie narzędzia, bo tu pracuje. Czy to jest normalne? Ja się przestraszyłam, bo go raz na peronce spotkałam. Wdał się ostatnio nawet w bójkę z Tomalą, bratem Magdy i nic z nim nie robią. Nadal sobie tak chodzi i robi, co chce.

21:56, kochanazlosnica
Link Dodaj komentarz »
nast. część...

08.03.09r.-Dzień kobiet!!!

W nocy jak zwykle „Aurela Ela Ela” znowu gadała i krzyczała przez sen, obudziła mnie i Magdę. Magda się wkurzyła, krzyknęła do niej, że ma się zamknąć, to Ela przeprosiła i dalej wyzywała przez sen, ale już nie chciałyśmy krzyczeć na nią, bo by pomyśleli, ze się kłócimy i by się posypały mandaty i tyle by z tego było. A nie budziłyśmy jej, bo nie chciało nam się schodzić z góry, z łóżek.

Rano pobudkę zrobiło nam pudło odkręcone na maksa, gdzie na dzień dobry prowadzący radio ZET złożył nam, dziewczyną życzenia i współczuł, że musimy tak rano dziś wstawać. Oczywiście z łóżka zerwałam się tylko ja z Magdą, nikt inny nie słyszał życzeń i myślały, że ściemniamy. A życzenia tak brzmiały jakby naprawdę mówił właśnie do nas. Potem leciała piosenka Czesia, więc ją śpiewałyśmy. Na apel wszystkie byłyśmy gotowe, prócz Aurelii, bo zamiast poprawić łóżko to pierwsze, co zaczęła robić to się malować. Dostała ostrzeżenie, a następnym razem dostanie mandat, tak zwany kwit, a przez to nie będzie mogła się ubiegać do krótszego wyroku. Potem Magda wsiadła na nią, bo dziwnie a zarazem głupio się odezwała. Tak w ogóle to Aurelia ma tu z nami kiepsko, bo wiemy, ze kradnie, że opowiada bajki. Jak już się odzywa to podniesionym tonem z pretensjami do nas, a jak już coś zaczyna opowiadać, to ze wszystkimi szczegółami, koloryzuje to i tracimy wątek. Wcale nie chcemy tego wszystkiego słuchać, a wręcz przeciwnie, każdy się śmieje po cichu pod nosem z niej. Mi powiedziała, że ostatnim razem jak tu była to na trzy dni za niespłacenie kredytu, i teraz siedzi za to samo, ale rok. A później opowiadała wszystkim przy mnie, że wtedy siedziała tu miesiąc i, że wtedy i teraz siedzi za kradzież alkoholu z pubu. Opowiadała, że weszła ze swoim Romanem do pub-u, który stoi naprzeciwko jej mieszkania i ukradli różne, drogie alkohole, potem ona się jeszcze cofnęła po kratę piwa, kratą piwa nazwała sześciopak. No i ją przyłapali jak się schowała za konsoletą. Weszli do jej domu i spisali cały skradziony alkohol, Roman się ze wszystkiego wycofał i oskarżenie poszło na Relie. Trafiła na miesiąc do aresztu rok temu, wyszła i miała to spłacać, nie spłacała oczywiście. W niedziele 01 marca Roman nie miał piwka, więc zrobił jej awanturę, bo ona nie chciała pić i zadzwonił po policje, że ona się u niego ukrywa. Takim sposobem mógł zaprosić kolegę, który miał kasę, i wyszedł z więzienia, nie miał gdzie się zatrzymać a chciało mu się pić. I zrobili bibę. Rozumiesz to? Bo ja nie.

Dziś się z Kamilą i Magdą wymalowałyśmy, żeby ładnie w ten dzień wyglądać i poprawić sobie humor. Kamila się rzuciła od razu na moje cienie, bo dawno nie widziała. Przy głośnej muzyce tańczyłyśmy sobie, myłyśmy się, robiłyśmy pranie, a później było trochę śmiechu i żartów. Rozmawiałyśmy potem o duchach, zjawach i dziwnych sytuacjach poza grobowych. Ja mówiłam, ze widziałam twarz starego faceta na klapie, Magda mówiła, ze widziała zjawę jak przechodzi przez drzwi i wchodzi do łazienki. Myślała, ze jej się to wydaje, ale w tym samym czasie widziała to też jej koleżanka z celi. Bożek mówiła, że w Grudziądzu też takie rzeczy się dzieją i też widziała zjawę. No i doszłyśmy do wniosku, że nie zwariowałyśmy. Dużo ludzi umiera, wiesza się, lub zabija we więzieniu, więc chodzą tu teraz ich duchy. Dziwne, naprawdę dziwne, ale prawdziwe. Opowiadałyśmy też o sytuacjach, które spotkały naszych znajomych, rodzinę, czy też słyszałyśmy kiedyś z opowiadań lub czytałyśmy w gazetach.

Przypomniało mi się, że miałam dziś iść na koncert Feel. No, więc spytałyśmy się oddziałowego, czy możemy jechać na koncert, a on nam pozwolił, oczywiście w żartach. Zaczęłyśmy sobie wyobrażać i opowiadać jak to by było, gdybyśmy tam pojechały. Zabraliby nas w czwórkę, bez Eli. Ubraliby nam zielony mundurek i pajączka. Pojechałoby z nami stu czterdziestu funkcjonariuszy i by trzymali nad naszymi głowami karabiny. Miejsca miałybyśmy w pierwszym rzędzie i na scenie przy z Piotrkiem Kupichą. Stałybyśmy się sławne.

Przez to, ze się wygłupiamy i że jest fajnie i sympatycznie i zwariowana atmosfera, to czas idzie szybciej. Zostało mi jeszcze pięć dni, a szóstego dnia wychodzę. Na początku było ciężko i myślałam, że sobie nie poradzę, ale teraz jest już lepiej.

Obiecałam Kamili, że wyśle jej moją książkę, jest bardzo zainteresowana, ciekawa i nie może się już doczekać. Kamilę zawsze lubiłam i lubię ją nadal, no i polubiłam też Magdę. Dziewczyny upadły już naprawdę nisko, wpadły w przepaść, brały heroinę, ale widzę, że chcą się zmienić, że przemyślały i żałują tego, co kiedyś było, co kiedyś robiły. Jestem ciekawa czy wyjdą z narkotyków. Mam nadzieję, ze wychodząc stąd zmienią swoje życie na stałe, już tylko na lepsze. Trzymam za nie kciuki. Dziewczyny są naprawdę w porządku, fajne i sympatyczne.

Taka szkoła życia piętnastodniowa się przydaje i to bardzo, ale tylko raz w życiu i tylko na tak krótko. Drugi raz bym nie wytrzymała. Patrząc tutaj na to wszystko, co się dzieje, jacy są ludzie, że się nigdy nie zmienią, oczywiście są małe wyjątki, to człowiek po wyjściu stąd może iść w dwie strony. Stoczyć się do końca i wracać tam, co chwilę, albo zmienić swoje życie na lepsze. Ja doceniam teraz każdą rzecz w moim życiu, doceniam wszystko, co dostałam, co mam od życia. Wiem jedno... Trzeba korzystać z niego jak tylko się da, cieszyć się nim i dziękować za wszystko, co nam dano i co nas w nim spotkało i co jeszcze spotka. Trzeba wyciągnąć z tego wszystkiego jak najlepsze wnioski i widzieć tylko te dobre rzeczy. A to, co boli, co jest przykre i przez co płaczemy, poszukać drugiej strony medalu, tej lepszej. Nie ma, co płakać i się dołować, trzeba walczyć, a życie przejść z uśmiechem na twarzy. Myślimy, że nie jesteśmy silni, dołujemy się i płaczemy, a tak naprawdę nie wiemy ile siły mamy w sobie, ile potrafimy wytrzymać, a potrafimy bardzo dużo. Często brak nam sił, ale to nie prawda, bo zawsze z wszystkiego, z każdego dołka potrafimy się podnieść. Może być nam bardzo ciężko, ale potrafimy to zrobić, a to, dlatego, bo ta siła, której myślimy, że jej nie ma, to ona jest, tuż obok, tylko trzeba uwierzyć i myśleć o osobach, dla których musimy żyć.

Dziś się dużo duszę, nie wiem, dlaczego, znowu czuję jakiś niepokój w sobie. Trochę spałam po obiedzie, może z godzinkę, obudziłam się i zaczęłam dziwnie się czuć, taka przymulona jestem i nic do mnie nie dochodzi. Mam już wykończony organizm, na dłuższą metę to jest tu naprawdę ciężko, chodź nic się tu nie robi tylko je i śpi. O 5 rano pobudka, o 12 obiad, a o 17 kolacja, gaszą światło, o 21, ale i tak nie śpisz, zasypiasz późno. Czyli bardzo mało snu i prawie zero ruchu, człowieka przez to trzęsie, raz mu zimno, raz gorąco, cały czas się poci, a ręce fioletowe i mokre, zawsze spocone. Więc jak gdzieś wychodzimy z celi to ledwo idziemy i jest nam zimno od razu, obojętnie czy jesteśmy w kurtce, czy nie. A niby to resocjalizacja, a człowiek w tych warunkach tylko wariuje i się wykańcza psychicznie i fizycznie.

 

09.03.09r. Poniedziałek

Miałam super pobudkę.

Aurelia od samego rana zaczęła kłótnie z Bożeną, o głupie śmieci. Spałam trzy godziny. Trzeba było pilnować w nocy Aurelii, czy czegoś nie ukradnie. A tak w ogóle to wyzwała nas od głupich gówniar, które tylko słuchają muzyki i śpiewają, i że nic nie mamy w głowach, no i że wąchamy klej. A ja to jestem niebezpieczna, bo byłam w izolatce, poza tym to wsiadła na moich rodziców, co mnie zabolało. Oznajmiłam jej, że jeszcze raz to zrobi to jej wyprostuje tą krzywą buźkę, a dokładnie to powiedziałam, że jej zajebię.

Do Magdy też, co chwile coś ma, więc dziś oberwała od niej z ręcznika. Babka ma 53 lata, a zachowuje się jak gówniara ze slamsów. Myśli, że jest mądra i najmądrzejsza, a nie potrafi złożyć jednego prostego zgania i rozmawiać normalnie, bez żadnych pretensji, tylko cały czas wyzywa, nawet w śnie. Poszła później do wychowawczyni poskarżyć się na nas, ale niestety wszyscy już ją tu znają i wiedzą, że to pijaczka i złodziejka.

 

10.03.09r.- wtorek

Do późna siedziałam z Magdą i Kamilą. Rozmawiałyśmy na różne ciekawe tematy, np. o klimacie, trąbach powietrznych, potopach itp. kłóciłyśmy się z Aurelią, a raczej ona z nami. W nocy chciała ukraść papierosy, ale na szczęście jej się nie udało, bo Magda była czujna (miałam z Magdą warty w nocy).

Dziś obudziłam się pomiędzy śniadaniem a apelem, obudziła mnie Aurelia, jak się burzyła do Bożenki i Kamili, no i nie wytrzymałam i wydarłam się na nią. Kłótnie z samego rana to przesada. Poszła do wychówki się poskarżyć i powiedziała, że się nas boi, więc ją przenieśli, i dobrze, bo mamy w końcu spokój. Przenieśli ją do zarażonych prostytutek, więc tam nie będzie miała tak dobrze jak z nami.

Zaprowadzili mnie do psychologa. Teraz to on mi nie jest potrzebny, teraz będzie dopiero potrzebny po wyjściu stąd, ale poszłam. Wypytywała się o wszystko, a zwłaszcza o rodzinę. Mówiłam, że na widzenie przyszła moja mama, że myślałam, że nie będziemy miały, o czym rozmawiać, a jednak było inaczej, bo okazało się, że godzina rozmowy to było za krótko. Psycholog mówiła, że zapaliło się zielone światło dla nas i powinnyśmy to wykorzystać, że może nie wszystko stracone, i jeszcze się ułoży pomiędzy nami. Tak rozmawiając z psycholog zauważyłam akta Kamili M. na stole, tej mojej sąsiadki. Dowiedziałam się, że Kama siedzi na przejściówce i czeka na przeniesienie do recydywy, to na pewno przyjdzie na moje miejsce.

Przyszłam do celi. Z tych nerwów po tej rozmowie zapaliłam papierosa. Nie lubię rozmawiać o rodzinie. Kamila i Magda mówiły, że nie mam się denerwować.

Dostałyśmy jakąś babkę po czterdziestce z przejściówki. Jak na razie jest spokój i mam nadzieję, że tak zostanie do soboty.

Ktoś krzyknął wczoraj przez kukla, że Magda to sprzedajna dziwka, a dziś wieczorem ktoś krzyczał przez okno, że ma wyjść na spacerniak, brzmiało to dokładnie tak: „Zaremba, ty kurwo, wyjdź jutro na spacerniak”. Magda wiedziała, kto to krzyczy, mówiła, że to dziewczyna, która stała w Gdańsku na ulicy i zarabiała swoim ciałem na życie, no i jest zarażona, ma AIDS.

Chciała, żeby Magda jej załatwiła narkotyki do wiezienia, ale ona jej odmówiła, bo chce z tego wyjść i normalnie po wyjściu na wolność zacząć żyć. Dlatego ta dziewczyna ją wyzwała. Teraz mamy zabronione widywać się z tamtą celą.

 

11.03.09r.- środa

Wszystkiego najlepszego Aniołku:*

Wstałam jako pierwsza, wzięłam śniadanie dla wszystkich i wydałam śmieci. Umyłam się, poczekałam na apel i poszłam spać na dwie godzinki.

W nocy nie mogłam spać, bo wieczorem oglądałam z Magdą program o piramidach i duchach, które się w nich znajdują. Było to trochę straszne, więc śniły mi się koszmary.

Potem z Kamilą odebrałam obiad i znowu poszłam spać.

Jestem wkurzona, że dziś jest niedobre jedzenie, i że nie da się go jeść, więc śpię.

Magda była dziś u wychówki, zrobić porządek z tą dziewczyna, co się darła przez okno. Może zrozumie i się uspokoi, a jak nie, to dostanie kwita i się skończy.

Bożenka mówiła mi, że jak spałam, to klucze spadły oddziałowemu przy naszych drzwiach, a to znaczy, że ktoś wyjdzie na wolność. Czyli ja, w tym przypadku. Jeszcze dwa dni i dwie noce, a trzeciego dnia rano już wychodzę.

Chciałabym Cię dziś mocno uściskać, i życzyć uśmiechu, dużo wiary i nadziei. Chciałabym Ci też życzyć siły... Dużo siły i prawdziwej miłości. Faceta, przez którego będą Ci się nogi robiły jak z waty, i ciary przechodziły po całym ciele. By Cie kochał i szanował, byś czuła się przy nim bezpiecznie. Byś potrafiła znowu kochać bezgranicznie i już zawsze była szczęśliwa. A.. i wiesz czego jeszcze?... Prawdziwej przyjaźni...by zawsze była i wspierała w złych chwilach, by Cię podniosła na duchu, gdy boli...By zawsze była, nawet w szczęściu, co jest prawdziwą sztuka, cieszyć się szczęściem drugiej osoby. By ta osoba płakała i śmiała się razem z Tobą, która wytrze łzy i przytuli, gdy będziesz potrzebować, która odda serduszko dla Ciebie, byś czuła, że masz tego prawdziwego przyjaciela. Właśnie tego Ci życzę. No i wszystkiego, czego zapragniesz.

 

12.03.09r.

Cały przespałam...Nawet nie wie, co się działo...

Miałam dziś dyżur.. Więc posprzątałam cele... Zjadłam trzy posiłki i spałam... Byłam już myślami w domu.

 

13.03.09r.

Coraz dalej myślami w domu.

Dziś prałam trochę, by jutro wyjść stąd czysto. Umyłam się cała, i włosy też, Kamila dała mi trochę szamponu. Potem rozczesała mi włosy, bo sama nie dałam rady, takie kołtuny już miałam.

 

Strasznie dziś nerwowa jestem. Trochę się duszę. Pół dnia chodziłam od okna do klapy. Dziewczyny widziały, że już tu mnie nie ma myślami, że jestem już tylko ciałem.

Wieczorem trochę powariowałam z Magdą.. Coś obejrzałyśmy w TV, ale szybko poszłyśmy wszystkie spać.

 

14.03.09r.

Wstałam rano.. Nie jadłam śniadania.

Zaczęłam się pakować. Kubek, talerz, poszewki i koce Kamila powiedziała, że mam zawinąć w białe prześcieradło. To taki zabobon, żeby już tu nie wracać nigdy. Mówiła też, że jak wyjdę za bramę to nie mam się za siebie oglądać i połamać szczoteczkę do zębów.

Przyszli po mnie o 8 rano. Pożegnałam się z dziewczynami. Zaprowadzili mnie na dół, bym rzeczy zdała. Potem zaprowadzili mnie bym podpisała parę papierków, oddali mi moje rzeczy niebezpieczne i kasę.

Otworzyli drzwi na dwór i powiedzieli, że mam iść w stronę bramy. Poszłam do bramy, gdzie nie chcieli mnie wypuścić, bo przyjmowali mnie jako Storma a wychodziłam jako Merchel, celówka się nie zgadzała, trzeba było to wyprostować. Miałam już łzy w oczach, że jednak, stąd nie wyjdę, ale po 15 minutach wszystko się wyjaśniło i zrobili nową celówkę i wyszłam na wolność. Dziwne uczucie, gdy wyszłam, a za mną drzwi się zamknęły. Połamałam szczoteczkę do zębów i nie odwracałam się za siebie. Szłam na kolejkę i powstrzymywałam łzy... Myślałam wtedy:, dlaczego ja, dlaczego mi się coś takiego przytrafiło. Ale cieszyłam się z wszystkich moich sił, że już wyszłam.

 

Przyjechałam do domu, ściągnęłam wszystko z siebie i się wykąpałam. Zasnęłam skulona na fotelu w swoim pokoju. Mama przyszła z pracy, dała mi obiad i kazała się położyć. Spałam cały dzień i noc. Strasznie byłam zmęczona i osłabiona, a moje ciało było wyjałowione. Mama kupiła mi witaminy i w końcu zaczęłam się dobrze odżywiać. Tego samego dnia wieczorem spotkałam się z Sylwią, przytulała mnie i współczuła, nic nie mówiła, do póki ja nie zaczęłam o tym mówić, a jak mówiłam to obracałyśmy wszystko w żarty, by się nie dołować. Czułam, że jest ze mną i dziękuję jej za to. Spotkałam się też z Robertem i w trójkę poszliśmy na piwko. Potem Robert odwiózł mnie do domu, przed klatką przytulił mnie i zaczął płakać... Mówił, że mnie kocha, też zaczęłam płakać. Można powiedzieć, że od tego dnia znowu jesteśmy razem, po dwóch miesiącach oświadczył się. Długo czekałam na to. Teraz jestem szczęśliwa.

 

Długi czas miałam koszmary w nocy. Gdy dzwonił dzwonek do drzwi, to serce mi mocniej biło ze strachu. Ale już dochodzę do siebie pomału, jest coraz lepiej. Na początku nie rozmawiałam z nikim. Teraz już mamy maj a ja na tyle nabrałam siły, że postanowiłam iść do pracy i pracuje w CCC, z czego bardzo się cieszę. Popsuło się między mną a Izą. Ale jak to mówią, musi się coś skończyć, by mogło też coś się zacząć.

 

Teraz zaczynam życie od nowa, pomału, ale wychodzę na prostą i wszystko idzie ku lepszemu.

*koniec *


21:52, kochanazlosnica
Link Dodaj komentarz »
" Ślepa przyjaźń"

 

Dla wszystkich znajomych, którzy czekali na moją ksiązke... :) Miłego czytania...

 

ŚLEPA  PRZYJAŹŃ                 Karolina Storma                2008/2009

 

WSTĘP

Zawsze się zastanawiałam co znaczy słowo przyjaźń, ponieważ stwierdzam, że nie istnieje, że w naszym świecie już nie ma takich ludzi, którzy potrafią dawać, a nie tylko brać. Myślałam też sobie jak powinien wyglądać ten Przyjaciel, co powinien dawać, co powinien mieć i kim powinien dla nas być. Stwierdzałam, że na pewno kimś wyjątkowym... ale jak to miało wyglądać? Co to znaczy wyjątkowość? Miałam tysiące myśli na minutę. I co? No i nic, nadal tego nie rozumiałam, wręcz się bałam. Stwierdzicie - czego tu można się bać? Jest bardzo dużo powodów, np.: zaufanie, oddanie komuś pół swojego życia, dzielenie się uczuciami i tym podobne. Dla mnie przyjaźń po prostu nie istniała, lecz w duszy, gdzieś tam głęboko w sercu wierzyłam, że może kiedyś ją znajdę, że uwierzę i będzie trwać wiecznie. Chciałabym Wam opowiedzieć ilu miałam przyjaciół, lecz nie byli prawdziwi. To trwało tylko chwilę, a ja wierzyłam, że będzie trwać wiecznie. Chciałabym Wam opowiedzieć, dlaczego nie wierzyłam w to słowo, tych ludzi i dlaczego w końcu uwierzyłam, lecz czy do końca to sama nie wiem. Więc już nie owijam w bawełnę a zacznę opowiadać.

Lecz za nim zacznę, chciałabym pozdrowić wszystkich, których tu wymienię i dedykować tą książkę Monice i Izie, które są moim małym szczęściem, promykiem na niebie. Dziękuję, że są, że je mam. To dzięki nim napisałam tą książkę.

*

Ciężko mówić i pisać o ludziach, którzy byli niby przyjaciółmi, inni może nimi są tylko nie mają czasu bo mają swoje życie, a jeszcze inni po prostu Ciebie odrzucili. A teraz gdy spotykasz ich na ulicy, nie potrafią powiedzieć nawet „cześć”. Gdy spotykam taką osobę, przelatuje mi wtedy kawałek życia, w którym ta osoba coś dla mnie znaczyła i nagle ona przechodzi obok, nie poznając mnie w ogóle, a ja czuję wtedy jak mnie coś ściska w sercu. To tak jak by ten ktoś wyciął mnie ze swojego życia i wyrzucił do kosza. Najpierw jest fajnie, wszyscy się cieszą, a później są nieporozumienia, kłótnie, nuda i już nic nie czujesz... zabawka się znudziła, trzeba ją walnąć gdzieś w kąt i kupić nową, ale nowa po jakimś czasie też się nudzi, i tak w kółko, nie ma ludzi, którzy zostają na zawsze, albo są, ale ciężko ich znaleźć. W naszym świecie już nikt nie patrzy, by pomóc drugiej osobie, by być z nią w ciężkich chwilach, czy nawet w tych dobrych. Każdy teraz wszystko przelicza na pieniądze, tylko to się liczy - wartość pieniądza. Świat opętała wielka znieczulica, ludzie mają klapki na oczach, patrzą przed siebie, i widzą tylko siebie. Kombinują jak tu usiąść jak najwyżej i najlepiej na fotelu, który ma gąbeczkę, żeby ich pośladki się nie przemęczały, a inni mogą siedzieć na twardej ławce. Czy w dzisiejszych czasach jak ktoś zemdleje, czy ktoś pomoże? Nie. Czy jak ktoś płacze, druga osoba podejdzie spyta się o co chodzi i przytuli? Nie. Takich ludzi co potrafią pomóc bezinteresownie, którzy potrafią dawać, być przyjacielem można policzyć na palcach. I jeżeli ktoś się chwali ile to on ma przyjaciół, niech spojrzy na nich i zada sobie pytanie - czy oni są prawdziwi? Czy będą z nim i czy mu pomogą jak coś się stanie? Prawda jest taka, że wszyscy odejdą i zostanie tylko jedna osoba, która się okaże prawdziwym przyjacielem. Dlatego mówimy że: "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie". No i cóż możemy zrobić, czy zmienimy ten Świat? On już jest tak zepsuty, że kilka osób tu już nic nie zdziała, trzeba nauczyć się żyć w nim, być jak inni, wredni, i patrzeć na siebie. Lecz mi jest ciężko, jestem inna, nie potrafię tak żyć, chodź dużo ludzi mnie zraniło.

Co zrobić by mieć serce z kamienia? Ja nie chce mieć takiego serca, chce czuć, pomagać, płakać i śmiać się. Czy Ty też tak powiesz, czy też chcesz być takim człowiekiem jak ja? Kto by chciał być takim człowiekiem by cierpieć przez innych, pewnie, że nikt.

*

Powiem Wam, że ciężko jest pisać o swoich uczuciach, zwłaszcza gdy one są bolesne, gdy mamy złe przeżycia, bo ciężko jest im stawić czoła by o nich mówić lub by je przelać na kartkę papieru. Ludzie gdy biorą książkę czy jakieś opowiadanie do ręki i czytają, robią to z łatwością, nie przejmując się i nie myśląc o tym, że jest w niej pełno trudu, wysiłku, lejącego się potu, łez, cierpień, walki z samym sobą, czy też uśmiechu i radości. Zastanów się nad tym, gdy będziesz czytać to co tak ciężko było mi napisać.

"Dopatrujemy się niegodziwości u innych, bo wiemy jakie zło sami możemy wyrządzić. Nie wybaczamy tym, którzy nas ranią, bo nie wierzymy, że ktoś mógłby nam wybaczyć. Mówimy bolesną prawdę najbliższym, ponieważ sami pragniemy ja przed sobą ukryć. Okazujemy siłę by nikt nie widział naszej słabości. Dlatego, gdy będziesz sądzić bliźniego, pamiętaj, że to Ty stoisz przed sądem". Paulo Coelho

Pierwszą moją przyjaciółka i każdy ją ma, była moja mama, ona się nami opiekuje, to ona mówi co dobre, a co złe. Całe moje życie przy niej, opisać w kilku zdaniach, ktoś by powiedział że nie da rady, a jeszcze ktoś, że zabrakło by kartek. Na szczęście nie mam z tym problemu. Mam mało dobrych wspomnień, a to raczej one zostają w naszej pamięci niż te złe, bo o tych złych nie chcemy pamiętać, u mnie jest więcej tych złych.

Mama mnie wychowywała krótko, do momentu, aż zaczęłam rozumieć, słuchać, mówić i czuć. Przez krótki czas była moją przyjaciółką, lecz zaczęło się psuć w naszej rodzinie, przez to do tej pory mam uraz - nie lubię świąt i wszystkiego, gdzie trzeba siedzieć razem przy stole.

Bardzo cenię i lubię jej siostrę, która mi pomogła dużo w życiu.

Do mojej mamy mam tylko szacunek i nic więcej. Przez nią i ojca przeszłam piekło w domu. Codzienne kłótnie, latające talerze, sztućce i nawet wazony, dochodziło do bójek po miedzy nimi. Wyrzucili mnie z domu, chociaż to oni się awanturowali po alkoholu, lecz na mnie się odbijało. Sądziliśmy się w sądzie przez dwa lata.

Wychowywali mnie dziadki, za to ich kocham, za to im dziękuję, to oni mnie nauczyli kochać. Przez rodziców mam tylko zrytą psychikę. Choć przez jakiś czas znowu u nich mieszkałam (ale jak zwykle nie mogliśmy się dogadać) to nie zmienia faktu, że coś się zmieniło, od osiemnastego roku życia nie jestem ich córką (mój ojciec stwierdził, że gdy ukończę osiemnaście lat muszę wyjść z domu i nie obchodzi go gdzie) jestem tylko pasożytem, chodź pracowałam i dawałam im pieniądze, ale dla nich zawsze było mało, obojętnie jak bym się starała. Codzienne kłótnie, wypominanie wszystkiego, a zwłaszcza pieniędzy, codzienne patrzenie się z wredną miną na mnie, to mnie dobijało, czułam się zaszczuta, choć ja zawsze próbowałam i próbuję się starać by było jak najlepiej. Na szczęście zaczęłam w końcu życie od nowa, z daleka od nich (nawet nie wiedzą gdzie mieszkam) bez tej złości, wredoty i zachłanności, którą oni mają w sercu.

Ale jak by nie było napisałam o niej kiedyś wiersz:

"Człowiekowi potrzebna jest miłość. Miłość najbliższego człowieka, aby przytulił i porozmawiał; aby powiedział co dobre, a co złe; aby był, gdy mamy problem; aby co wieczór przychodził i życzył nam dobrych snów. Tym człowiekiem jest osoba, troszcząca się o nas, kochająca nas, stojąca zawsze po naszej stronie. To mama, która kocha swoje dziecko, która zawsze będzie przy nim. Nie zależnie jaka jest, jest potrzebna. Każdy z nas ma tylko jedną matkę, którą powinien szanować".

No to teraz przejdźmy przez moje życie po kolei, przez moich znajomych, oczywiście nie wszystkich... przez pseudo przyjaciół i tych prawdziwych przyjaciół. Postaram się was nie zanudzić.

Moją pierwszą przyjaciółką, którą miałam i myślałam, że jest nią naprawdę, była:

Martyna K.

Była to podstawówka, gdzie robi się różne głupstwa. Są różne szantaże, dzieci mówią: Albo pójdziesz ze mną, albo Cię nie lubię i nie jesteś moją przyjaciółką. Albo: Ona się nie bawi, bo się nie nadaje, czy jej nie lubimy. Lub: Widziałam Cię z inną koleżanką, już Cię nie lubię, idź do niej.

Są to takie małe głupstwa, które po latach wspominamy i przy tym się śmiejemy. Ja to wszystko przeżyłam.

Byłam raczej cichą osobą, prawie nic nie mówiłam i nie miałam wpływu na ludzi, za to oni mieli wpływ na mnie, bo bałam się, że nikt nie będzie mnie lubił, może bałam się to jednak za duże słowo, bo często lubiłam być typem samotnika, ale nieraz też chciałam po prostu z kimś porozmawiać.

Taż do ósmej. Gdy byłyśmy troszeczkę starsze, nie pamiętam która to była klasa, może jakoś piąta, czy szósta, założyłyśmy swoją firmę. Nie pamiętam jak ona się nazywała, ale chyba „Rokus”. Polegała ona na tym, że wywieszałyśmy ogłoszenia by wychodzić z pieskami na spacer, za zebrane pieniądze kupowałyśmy karmę dla psów i zanosiłyśmy ją do „Ciapkowa”. Rodzice byli z nas dumni, ja sama też byłam z siebie dumna, to była moja pierwsza praca i nawet moja parafka została w księdze pomocy dla „Ciapkowa”.

Robiłam z Martyną dużo rzeczy od bawienia się w błocie, uczenia się razem, zimą sanki były, chodziłyśmy razem do kościoła bo byłyśmy w chórku. Zapraszała mnie na swoje urodziny. Ona była zawsze górą i jej słowa były ważniejsze.

Co teraz mogę o niej powiedzieć, niestety nic, bo nasza przyjaźń się skończyła razem z ukończeniem ósmej klasy. Po długim czasie spotkałam ją na Gdyni, nasza wymiana zdań trwała zaledwie trzy minuty, polegała ona na pytaniu: co tam u Ciebie i co porabiasz? Z dwa razy gdy ją spotkałam, przeszła obok mnie tak jak bym nie istniała. Znałyśmy się osiem lat, wtedy myślałam, że to przyjaźń, teraz myślę, że po prostu długa i dobra znajomość, oczywiście nie żałuję. Po latach spotkałyśmy się na piwie i miło z nią spędziłam te kilka godzin.

Moją następną przyjaciółką z młodych i dawnych lat była

 

Ania (Cymek), która mieszkała u mojej babci na osiedlu, teraz studiuje i ma praktyki w szpitalu.

Ania była osobą bardzo śmieszną, zawsze i wszędzie było jej pełno, bawiłyśmy się w podchody, grałyśmy w gumę, wspinałyśmy się po drzewach i płotach... oj, dużo rozrabiałyśmy. W starszym wieku dużo lubiłyśmy spacerować i dużo rozmawiać, raz na jakiś czas piwko pod klatką i ucieczka od szarej rzeczywistości... Lubiłyśmy chodzić tam, gdzie byłyśmy tylko my, siadałyśmy na ławce w parku, podziwiałyśmy przyrodę, milczałyśmy, a gdy była taka potrzeba to rozmawiałyśmy. To była nasza odskocznia od tego szarego świata. Ania od małego była w moim sercu, bo jej na to pozwoliłam, chciałam, i już w nim zostanie.

W zawodówce wszystko się zmieniło, miałam już swoje zdanie. Byli ludzie, którzy mnie lubili i cenili za to jaka jestem, nawet nauczyciele, ale nie miałam żadnej przyjaciółki. Pamiętam, że pierwszy raz wtedy się biłam i stanęła za mną cała klasa. Wtedy uwierzyłam w siebie. Po trzech latach poszłam do technikum, gdzie byłam jedną z trzech najsilniejszych osób (a były nimi same dziewczyny), mówiąc o psychice.

20:28, kochanazlosnica
Link Dodaj komentarz »

Miałam bardzo dobrą koleżankę Alinę M. i drugą, Gosie S. Alina potrafiła mnie zrozumieć, potrafiła czuć i kochać ludzi, choć dużo przeszła w życiu, i to chyba dlatego potrafiła kochać. Nauczyła mnie mówić o uczuciach, dużo czasu spędziłyśmy razem, więc mogłam ją lepiej poznać, potrafiła pomagać ludziom tym co byli na dnie przez narkotyki i tym, co cierpieli z miłości, choć sama cierpiała. Udzielała się jako wolontariuszka i dużo czasu spędzała też z siostrą, która jest niepełnosprawna. Życie dało jej w kość, lecz umiała się z tego podnieść, niestety rzuciła szkołę, ale otworzyła swoją małą firmę, no i ułożyła sobie w końcu to życie. Spotykamy się raz na rok, dwa, przelotnie, ale to są fajne spotkania. Zawdzięczam jej to, że była przy mnie, że razem potrafiłyśmy się śmiać i płakać. Za to jej dziękuję.

 

A Gosia, no z nią też dużo przeżyłam, były fochy, łzy, oczywiście uśmiech na twarzy też się znalazł. Mówili na nas papużki nierozłączki, wszędzie razem, wagary, piwko, plaża, miałyśmy zwiedzony cały Sopot (bo tam chodziłyśmy do szkoły). Poznałam ją i od razu polubiłam. Bałam się jej zaufać, lecz zaufałam, chociaż strach gdzieś tam dalej był w serduszku, ale mały. Byłam głupia i naiwna, bo zawiodłam się na niej. Później padło kilka złych słów i zaczęłam się trzymać z innymi osobami w klasie. Wtedy Gosia już całkiem była na mnie zła, bo rozmawiałam z tymi dwiema mocnymi dziewczynami o których wspomniałam wcześniej, ja byłam tą trzecią, więc trzymała się z nami cała klasa, a Gosia została w gronie czterech koleżanek. Nie chciałam jej zrobić na złość, po prostu miałam dosyć jej fochów i ciągłych kłótni, a byłam taką osobą, która starała się trzymać ze wszystkimi i nie interesowały mnie plotki. Teraz po takim długim czasie stwierdzam, że niczego nie żałuje.

„Poznałam nowych ludzi ludzi o różnych charakterach nie którzy są jak dzieci inni są normalni ale ta jedyna, ta osoba osoba, która przyciągnęła przyciągnęła moją uwagę do siebie. Jest wyjątkowa i w dodatku rozumnie moje wiersze. Myślę, że mnie rozumnie i że mogę jej zaufać lecz nie wiem jak będzie naprawdę bo zawiodłam się na ludziach. Czy tak będzie i tym razem? Czy mogę jej zaufać? Naprawdę, nie wiem. Lecz tylko ona ma coś w sobie i nie wiem co to jest, że wydaje się, że mogę jej jednak wszystko powiedzieć. Ona ma miękkie serce i trochę rozdarte, a duszę bogatą. Choć nie znam jej dobrze, to czuję, czuję to, co ona myśli i jak cierpi choć jest zawsze uśmiechnięta”.

 

„Poznałam Ciebie i od razu polubiłam, znam Ciebie kilka miesięcy, a wydaje się jakbym Cię znała od zawsze. Zrobiłabym dla Ciebie dużo i nie oglądając się za siebie patrzałabym tylko na to co będzie dalej. Lecz koniec, koniec tego wszystkiego. Wzięłam sobie do serca... coś... czego może nie miałam... Ale wzięłam. Ludzie mówią, że znają Ciebie lepiej ode mnie, to niech znają. Mówią, że wcale Ciebie nie znam. Niech tak mówią... może mają racje. Ty znasz swoje koleżanki od małego, a one Ciebie. Ja nie pasuje do was i z ciężkim bólem serca mówię... że postoje oboknie chce wchodzić w wasze życie”.

Gdy spotykam teraz Gosie na ulicy, potrafimy ze sobą normalnie rozmawiać, rozmowa potrafi trwać więcej niż te pięć minut i wiem, że jak byśmy się spotkały na jakiejś imprezie, to by było sympatycznie, na pewno byśmy się super bawiły, bo imprez za sobą mamy dużo. Wiem, że raz na jakiś czas pomyślimy o sobie nawzajem, zastanawiając się co u niej i czy wszystko dobrze, choć już mamy swoje własne życia.

„Pamiętasz jak mówiłaś, że moje problemy będą i Twoimi? Ja mówiłam tak samo. Pamiętasz jak było na początku naszej wspólnej znajomości? Ja wspierałam Ciebie, a Ty mnie. Dlaczego to musiało się zmienić? Powiedz mi, dlaczego? Czy zrobiłam Tobie coś złego? A może za mocno się starałam? Zawsze mówiłam Tobie, że zrobię dla Ciebie dużo. Mówiłam to, bo zależało mi, Ty też tak mówiłaś, ale czy to była prawda? Bo uwierzyłam w Twoje słowa, może prawdziwe, a może nie. Ja wiem, że ludzie się zmieniają, ale dlaczego? Byłam przy Tobie, gdy potrzebowałaś, za to Ty mi dziękowałaś i cieszyłaś się, że masz kogoś takiego. Ja też byłam szczęśliwa. Lecz nie zauważyłam, że krzywdzisz ludzi, tych najbliższych. Nie wiem, czy Twemu sercu? Ale mojego serca byłaś blisko. Pokazujesz komuś dużo. że zależy Ci na tej osobie, że zrobisz dla niej dużo, że cieszysz się, że masz kogoś tak blisko, kto Ci pomoże, że nigdy nie masz złego humoru właśnie przy tej osobie. A później pomału nudzi się, nudzi się Tobie ta osoba. Odrzucasz ją pomału a to strasznie boli, może nie Ciebie,ale mnie.”

 

Po Gosi zauważyłam Anię R., którą znałam już od zawodówki. Była osobą, która nie lubiła się niczym chwalić, nie lubiła szpanować. Miała fajny charakter, luzacki. Mogłam jej wszystko powiedzieć i się tego nie bałam, otworzyłam się do niej i ona do mnie też. Pamiętam jak postawiłam się pani profesor z matematyki, to ona była ze mną. Gdy byłam zagrożona, a raczej zdarzało się tak, że byłyśmy razem zagrożone, zawsze się wspierałyśmy. Byłyśmy zawsze dobre z tych samych przedmiotów i pamiętam jak ja brałam pół klasy, ona drugie pół, siedziałyśmy i tłumaczyłyśmy im matematykę i rachunkowość, pamiętam też, gdy pomagałyśmy na sprawdzianach naszym kolegą i koleżanką. Ale nie pomyślcie sobie, że byłyśmy kujonkami, ja nie lubiłam się uczyć i się nie uczyłam, bardzo dużo wynosiłam z lekcji.

Uczyłyśmy się do matury u niej w domu, robiłyśmy dostawy dla jej mamy do sklepu... małe zakupy dla siebie... piwko. Spacery... tylko raczej na czterech kółkach, czyli samochodem. Było fajnie.

Jej tata ma firmę budowlaną i dostał zamówienie by postawić szkołę prywatną, na początku myślałyśmy, że to hotel (w Sopocie Kamiennym Potoku), więc zaproponował nam pracę, by posprzątać po robotnikach. Praca była ciężka, myliśmy okna, wielkie i ciężkie, drzwi, podłogi, dosłownie wszystko. Ale były też tego plusy. Byli tam robotnicy, których polubiliśmy, gonili nas po całej szkole, oblewali wodą, no i mile spędzony czas przy muzyce zawsze wieczorem na koniec pracy, było dużo rozmów i śmiechu.

W trzeciej klasie Ania dowiedziała się, że jest w ciąży, skończyła szkołę, wiem, że nie podeszła do matury. Ja przestałam chodzić do szkoły. Jeszcze przez jakiś czas pisałyśmy do siebie sms’y, ale ja później miałam kłopoty, straciłam też bardzo ważną osobę w moim życiu i się załamałam. No i nie miałam czasu by się odezwać, wtedy nawet o tym nie myślałam, nie potrafiłam. Teraz bardzo za nią tęsknię, nie widziałyśmy się już długi czas, z dwa lata będzie jak nie więcej, nawet nie widziałam jej dziecka. Tęsknię za tym, że mogłam jej dużo powiedzieć, za tym, że często byłyśmy szalone, spontaniczne i robiłyśmy dużo szalonych rzeczy. Podobało mi się najbardziej jak kłóciłam się z panią profesor, cała klasa stała zawsze za mną (z tego słynęłam), wtedy wychodziłam z klasy, trzaskałam drzwiami, a za mną wychodziła Ania. A druga pani profesor, z języka rosyjskiego to zawsze przeze mnie płakała, ale później ją polubiłam i jak zawsze przepraszałam, to Ania się ze mnie śmiała, bo wtedy wstawałam, robiłam kruchą minę i mówiłam: „przepraszam, zachowałam się jak gówniara, to już się więcej nie powtórzy, kupie pani kwiatka”, i było śmiesznie. Tęsknię za tymi czasami w szkole i poza szkołą, za Ani rodziną i za nią. Fajnie było poznać taką osobę jak ona i bardzo cieszę się z tego. Co mam tu dużo mówić, uwierzyłam w przyjaźń, może nie do końca, ale uwierzyłam. Żałuję tylko tego, że skończyło się to przeze mnie. W serduszku mam tylko nadzieje, że ją kiedyś jeszcze spotkam.

20:27, kochanazlosnica
Link Dodaj komentarz »

Oprócz życia w szkole, toczyło się też życie podwórkowe, czyli na moim osiedlu.

 

Przeprowadzając się z jednego końca Gdyni na drugi, poznałam dużo nowych ludzi, mieszkałam tam osiem lat i bardzo dużo przez ten czas przeżyłam.

Poznałam Ole W., z którą miałam nawet fajne chwile, ale dużo natruła mi w życiu i nie tylko mi. Na początku było fajnie, lecz później stała się zazdrosna i dwulicowa, zagubiła się. Była osobą, którą wszyscy widzieli, zawsze musiała być w centrum uwagi, choć często nikt tego nie chciał. Lubiłam z nią imprezować, rozmawiać, czasem byłam przy niej, gdy tego potrzebowała, za to o niej nie mogę tego samego powiedzieć, bo nie było jej przy mnie, gdy ja tego potrzebowałam. Później zaczęła się zazdrość i wszystko się skończyło, lubiła kłótnie, czego ja nie lubiłam, lubiła dużo wymyślać, stwarzała na swój i innych temat bajeczki, czego ja nie toleruje i odrzuciłam wszystko przez to. Po długim czasie spotkałam ją, i co mnie zdziwiło, potrafiłyśmy normalnie ze sobą rozmawiać. Ułożyła sobie życie, wyprowadziła się z domu, może i trochę zmądrzała i się uspokoiła. Chodź nie lubię jej wspominać, chodź były pomiędzy nami spory i dużo ciężkich dni, życzę jej szczęścia, bo nawet najgorszemu wrogowi nie życzę nic złego.

 

W tym samym czasie poznałam też kilka innych osób, jedną z nich była Natalia S., co się później okazało, że jest moją daleką kuzynką. Przeżyłam z nią różne chwile, rozmawiamy ze sobą do tej pory i cieszę się z tego. Potrafimy czasem ostro zabalować i wypić sobie, rozmawiać o tym co nas boli, z czym mamy problem, o swoich znajomych, czy nawet o seksie. Oby dwie zawsze się martwimy o siebie. Jest osobą, którą cenię za to jaka jest, że potrafi powiedzieć swoje zdanie, to co czuje, że nie da sobie w kasze dmuchać. Wiem, że gdy mi się nudzi, mogę do niej napisać sms’a aby wyszła na klatę i ona wychodzi, że możemy wtedy usiąść na schodach i sobie pogadać, tak o wszystkim, tak po prostu. A wiecie czego jej życzę?

Wiersz na urodziny:

„W ten piękny dzień opromieniowanych blaskiem Twych najbliższych, życzę Ci aby był radosny i wyróżniał się od innych dni, aby każde Twe życzenie, których masz na pewno pełno tak jak gwiazd na niebie, aby kiedyś się spełniły. Lecz gdy wszystkie się spełnią to i gwiazd zabraknie. Abyś miała przyjaciół, prostych i prawdziwych”

Dla najukochańszej Natalki. Obyś nigdy nie zapomniała, a gdy kiedyś spojrzysz, przeczytasz i Twoja łza popłynie po policzku, będzie ona dowodem naszej długiej i dobrej znajomości.

„Stojąc między dobrem a złem, między cierpieniem, a ładnym wspomnieniem, między wrogiem, a przyjacielem, mam nadzieje, że wybierzesz tą drogę, którą powinnaś. Abyś miała uczciwych znajomych, wartych Twej przyjaźni, aby byli zawsze przy Tobie i nigdy nie zdradzili. Życzę Ci też tej jedynej miłości, pięknej i na wieki.Byś oddała serce temu, który będzie Ciebie wart, bo jesteś wyjątkową dziewczyną i taką zostań na zawsze. Pamiętaj: Wiara, miłość i nadzieja. I abyś nigdy nie zgubiła uśmiechu na twarzy,bo uśmiech mową jest duszy. Gdy cierpisz, nie pokazuj... lecz zakryj uśmiechem, a dużo to w życiu pomoże.I życzę Ci też tego , czego pragniesz, By Twe najskrytsze marzeniaw końcu kiedyś się spełniły”.

 

Poznałam też Magdę P., tak, to był ktoś, to była osoba, to było coś... lecz zaczęłam sobie zadawać różne dziwne pytania:

„Czy przyjaźń jest potrzebna? Czy potrzebna jest osoba, z którą można rozmawiać i której bezgranicznie się ufa? Może tak Ale znaleźć taką osobę jest bardzo trudno, a gdy myślisz, że ją znalazłaś, zaczynasz jej ufać, mówić wszystko co Cię boli, lecz po jakimś czasie wszystko się psuje. Więc po co jest przyjaźń? By wylewać łzyprzez drogą Ci osobę? Powiedz, po co?

Gdy w końcu uznałyśmy razem, że dużo nas łączy, że potrafimy się zwierzać sobie nawzajem i razem płakać i śmiać się, znalazły się osoby, którym zaczęło to przeszkadzać.

„Gdy ma się przyjaciela to można z niego tak łatwo zrezygnować? Czy można tak szybko o wszystkim zapomnieć? Dlaczego tak łatwo zmieniamy zdanie? Dlaczego słuchamy innych? Mam tyle pytań i pełno wątpliwości. Czy ktoś mi odpowie na te pytania? Chciałabym, aby ten świat był piękniejszy, aby nie było łez i cierpień. Czy kiedyś znajdę przyjaźń? Czy kiedyś odnajdę to... co się zgubiło? Gdy Ty nie mówisz, ja też milczę. Gdy Ty coś powiesz, ja odpowiem,z uśmiechem na twarzy”.

„Mówisz, że mnie lubisz, mówisz, że mi ufasz, a tak naprawdę w głębi serca boisz się... boisz się jednego głupiego słowa, boisz się, że mnie zranisz jednym słowem. Boisz się życia i zmian w życiu, ale ono jest jedno, więc skorzystaj z niego,bo niedługo może być za późno”.

Do tej pory utrzymujemy ze sobą kontakt i powiem wam, że cieszę się z tego, gdy ona mnie zobaczy, potrafi podejść, porozmawiać i pośmiać się. Ale jednak trochę brak mi tego co było, lecz było kruche i wszystko się zburzyło, zostały tylko liny, które nieraz nas łączą.

„Będzie mi Ciebie brak, brak mi będzie Twojego uśmiechu i tego, że zawsze mogę na Ciebie liczyć. Brak mi będzie osoby, która mnie rozumie i która jest najnormalniejsza ze wszystkich. Ty jedyna martwisz się taką głupią osobą jak ja.. Wiem, że masz miękkie serduszko, bogatą duszyczkę i można Ciebie łatwo zranić. Takich ludzi jak Ty nie ma już dużo na świecie. Tacy ludzie jak Ty wymierają jak dinozaury. Jedno wiem, nie powiem nigdy – nie Może i Ty zrozumiesz, może dostrzeżesz to co i ja widzę, może potrzebujesz trochę czasu, nie wiem? Lecz wiem jedno, jesteś osobą, której powiem dużo i za którą pójdę daleko. Pamiętaj, że jestem ostatnią osobą,która chciałaby Cię zranić”.

 

No i pojawiła się też Justyna N. (Jusia). Dziewczyna ułożona, spokojna i pełna ciepła. Potrafi rozumieć ludzi, wysłuchać ich problemów, pomilczeć z nimi, lub porozmawiać, potrafi być tam, gdzie jest potrzebna. Ma też swoje fochy, ale jak każdy, a kiedyś jedna osoba mi powiedziała: „jak akceptujesz jakąś osobę to akceptuj ją w całości...razem z wadami”. Lubiłam z nią dużo rozmawiać, była dla mnie tylko znajomą, koleżanką, była przyjaciółką mojej kuzynki, Natalii. Natalia za to bardzo ją lubiła... jak to w przyjaźni jest... wręcz kochała, były jak siostry, lecz gdy wszystko się popsuło, jedna płakała, druga się śmiała. Nawet nie wiedziałam, że Jusia ma tyle w sobie nienawiści. Ale co było, to było, ja nadal z nią rozmawiam, ale już tylko przelotowo.

 

Na moje szczęście w moim życiu pojawiła się taka osoba jak Marta S., dlaczego na szczęście? oj... bo ta osoba, ta dziewczyna jest szalona, ma bzika na punkcie siebie, swoich ubrań, ale pozytywnego, lubi się pokazać, lubi też troszeczkę szpanować. No i co najważniejsze, lubi ustawiać facetów, lubi nimi rządzić i się nimi bawić (oczywiście w granicach rozsądku).

Gdy spotykam się z Martą, to pierw jest wielki pisk ze szczęścia, potem papieros i opowiadanie wszystkich nowości, czyli takie małe ploteczki. Uwielbia jak jej gotuje, z resztą nie tylko ona, ale tylko ona nie umie gotować, a co tu dopiero mówić, by zrobić coś z niczego. Zawsze mi się zwierza i przychodzi do mnie po małą radę, po pomoc, wie, że może na mnie liczyć. Najlepsze jest to, że wszyscy mają dosyć, gdy ja i Marta się spotykamy. Wtedy jest pełno śmiechu, krzyku, bo tego inaczej nie można nazwać, jak na targu. Czy jesteśmy w domu, czy na dworze to potrafimy tańczyć, śpiewać i się śmiać, jest dużo uśmiechu. A gdy nadchodzi ten czas, że któraś z nas płacze, to płaczemy razem. To dopiero jest piękne... ta nasza znajomość i to jakie jesteśmy, jak się razem zachowujemy, co potrafimy sobie dać, w jaki sposób przekazać. Z Martą to taka odskocznia od rzeczywistego życia, bo przy niej nie mam czasu myśleć o tym co boli, o wszystkich problemach. Choć miałyśmy upadki, ale były i wzloty, to cieszę się, że jest dobrze.

 

Drugą taką szaloną osobą w moim życiu jest Magda M. OJ... Magda, Ty wariacie. Lubię z nią chodzić na imprezy, są szalone i często się dziwnie kończą. Chodziłam z nią do klasy przez kilka miesięcy... oj, dużo rozrabiała, aż musiałam przesiadać się od niej do Moniki by coś zrozumieć z lekcji. Magda jest bardzo stanowczą osobą, lubi też siać strach i nieraz też komuś solidnie przyłożyć, znam ją osiem lat i ani razu się nie pokłóciłyśmy. Były miesiące w, których się w ogóle nie widywałyśmy, a były też takie, w których aż za często spędzałyśmy ze sobą czas. Teraz jest też różnie i tak już chyba zostanie, bo ona lubi dużo imprezować, a ja po prostu nie mam na to czasu. Ale co do czego przyjdzie, to zawsze trzymamy się razem. Magdzie zmarł tata i jest jej bardzo ciężko, choć stara się to ukryć, stara się nie mówić. Prawie wszyscy przestali utrzymywać z nią kontakt, ale ja jestem i będę przy niej tak jak i ona była przy mnie, gdy mi było ciężko.

Oj, Madziu, te nasze wspólne imprezy, zwłaszcza ta z Krystianem, no tak, ten olej (spirytus), aż za dużo go było, stanowczo za dużo. Powiem Ci tylko, dziękuję, że jesteś.

 

No właśnie Krystian. Jest dobrym człowiekiem i niestety aż za dobrym, każda dziewczyna go wykorzystuje, na każdej się przejechał. Ale za to ma super znajomych i przyjaciół. Ma jedną dużą wadę w sobie, lubi bardzo dużo pić, ale imprezy z nim są zawsze udane, zawsze do samego końca, do rana, i nikt trzeźwy nie wychodzi, albo w ogóle nie wychodzi bo już nie jest na siłach. Niektórzy padają jak muchy i idą spać, a niektórzy po prostu mają mocniejsze głowy i się dalej bawią, ale takie osoby są nieliczne. No i jeszcze nigdy nie zdarzyło się w naszym gronie, imprezując, czy nie, byśmy się pokłócili. Z Krystianem fajnie się rozmawia po alkoholu, bo wtedy wszystko rozumie i nawet powie coś bardzo sensownego, co nie znaczy, że po trzeźwemu tak nie jest, po prostu rzadko się widujemy trzeźwi. Lubię z nim chodzić na imprezy. Zawsze myśleliśmy o sobie by zadzwonić i by drugą osobę ściągnąć do siebie. Prawie wcale nie zdarzały się sytuacje, w których nie mogliśmy zjechać na imprezę, musiał to być naprawdę duży powód by coś nas powstrzymało. Tak jak pomiędzy nami było, jest, to mam nadzieję, że będzie.

Krystian teraz ułożył sobie życie, ma dziecko i jest szczęśliwy.

20:26, kochanazlosnica
Link Dodaj komentarz »

Teraz trochę zmienimy temat z tego lepszego i przejdźmy na gorszy, ale nie na długo.

 

Poznałam osobę, z którą miałam sześć ciężkich, lecz też i lżejszych lat. Znam już ją osiem lat, tak jak większość, bo tyle mieszkałam na tym nowym osiedlu. Ma na imię Paulina. Niestety nie ufałyśmy sobie do końca. Jej mama nieraz ze mną więcej rozmawiała i bardziej ufała niż Paulina. Ona lubi pieniądze, jest zadumana w samej sobie, lubi też mącić w życiu i wykorzystywać ludzi. Próbowałam znaleźć w niej coś ludzkiego... może trochę dobra, próbowałam, bo jej mama mnie prosiła, lecz się nie udało. Paulina straciła wszystkich znajomych z naszego grona z którymi się trzymała, wiem tylko, że Magda z nią trochę rozmawia. Została sama przez to jaka jest, przez to jak nas traktowała i co mówiła, nawet Rutek, jej wtedy chłopak, z nią nie wytrzymał i odszedł bo go zdradzała. Paula już nic u nas nie zyska, nawet gdyby chciała się zmienić, zyskała tylko więcej wrogów, natruła nerwów w życiu, była jak trujący bluszcz.

Mówiąc o Rutku to wydawało mi się na początku, że trafił swój na swojego jeżeli chodzi o Paulę. Ponieważ Adriana jest zawsze wszędzie pełno, każdy ma go dosyć, ale najlepsze jest to, że ma coś takiego w sobie, że nikt mu tego nie powie i jakimś cudem nadal przyciąga ludzi do siebie. Dużo gada, krzyczy, zawsze to on ma rację i nikt więcej nie może mieć racji, no jeżeli ktoś ma tyle siły co ja, to go może przekrzyczeć i może uda się wyłożyć inną, czyjąś rację na wierzch, ale to nie jest łatwe, uwierzcie, oj ciężko.

Rutek lubi dziewczyny, bardzo i to każdą, ale na szczęście dużo tylko potrafi mówić, a mało robić. Lubi na nie patrzeć i wyobrażać sobie różne rzeczy i dużo mówi, co to by on nie zrobił. Na szczęście, kto go zna to jednym uchem wpuszcza, a drugim wypuszcza.

Gdy chodzi o imprezy, te na jego działce... mały grilek, zawsze dobra muza i dużo alkoholu... to można się dogadać i jest wtedy nawet wesoło. Rutek sobie wypije i zawsze jak to on klei się do każdej dziewczyny i żali się jaki to on jest pokrzywdzony.

Pozdro dla Ciebie Rutku, wszyscy tęsknimy, ale nie wracaj za szybko z tego wojska, tylko też nie za późno, byśmy się jeszcze spotkali.

Po niektórych tych znajomościach z tej całej naszej paczki, czyli: Ola, Jusia, Natalia, Magda P., Magda M., Marta, Paulina i Rutek, zaczęłam się zastanawiać co Ci ludzie ode mnie chcą, dlaczego mnie ranią i wszyscy, których spotykam na swej drodze po jakimś czasie mnie opuszczają.

 

Lecz na tej drodze spotkałam też taką osobę jak Gosia M. To siostra Magdy, którą wcześniej opisywałam. To są dwie zupełnie inne osoby, o zupełnie innym charakterze, czasem podobne do siebie, bo w końcu to siostry, ale Gosia jest bardziej i to mocno bardziej wredną osobą.

 

Był taki czas na początku, że dzięki Gosi pojawiał mi się uśmiech na twarzy, gdzie dużo szalałyśmy i rozrabiałyśmy oby dwie (była jeszcze Asia S. ale to inna historia), siedzenie na klatce, podpieranie bloku i ustawianie większości ludzi na naszym osiedlu... tak, to nasza sprawka. Zdarzyła się nawet kradzież w sklepie, z czego wcale nie jestem dumna. Właśnie po tej kradzieży wszystko po między nami się zepsuło.

Zadałam sobie pytanie: czy to jestem ja? Co ja takiego robię i co takiego zrobiłam?

Nasi rodzice zabronili nam się zadawać, w sumie to ja już też tego nie chciałam, bo zrozumiałam co zrobiłam i że to nie jest dobra droga, którą idę. No i skończyło się. Teraz z jej strony wszystko jest okryte nienawiścią do mnie. Ja nie potrafię tak nienawidzić jak ona.

Przestałam wierzyć w przyjaźń. Gdy się pokłóciłyśmy potrafiła nasłać kogoś ze swoich znajomych by mnie pobili, szkoda że sama tego nie zrobiła. Ja niestety, a może i na szczęście nie umiałam tak jak ona.

Głupia, naiwna, gdzieś tam głęboko w sercu jeszcze przez jakiś czas jakoś na swój sposób ją lubiłam.

Powiem szczerze, że żałuję tej znajomości.

O Asi S. napisze wiersz, który dużo dla mnie znaczy.

Dziękuję Ci, że zjawiłaś się w moim życiu, tylko żałuję, że tak krótko, choć to nie nasza wina. Wiem, mogłam walczyć, ale nie wiedziałam wtedy jak, nie pozwolono mi się z Tobą widywać, choć bardzo chciałam.

Moje wspomnienia tak bolą, że łzy lecą i nie potrafię nic napisać.

Kilka lat temu, którejś nocy Asia miała jechać z tatą za granicę. Niestety ta wycieczka nie doszła do skutku. Asia dostała ataku padaczki i walnęła się bardzo mocno w głowę, pojechała do szpitala, gdzie stwierdzili wstrząs mózgu. Jej rodzice nic nie mówili, ale udało mi się odwiedzić ją w szpitalu.

Gdy wyszła, rodzice trzymali ją w domu, bo się strasznie mocno o nią bali, dlatego nie wiedziałam jak walczyć o naszą przyjaźń. Po jakimś czasie wyszła na chwilę na dwór z siostrą, siedziałyśmy na piaskownicy i opowiadała mi jak się czuje, jak strasznie dużo łyka tabletek. Wyglądała jak chodzący trup, gdy patrzałam na nią chciało mi się płakać.

Później dowiedziałam się, że już lepiej się czuje i że wyjechała za granicę. Teraz po kilku latach się spotkałyśmy, pracujemy razem w Gemini i po tylu latach oby dwie dowiedziałyśmy się prawdy, która nas strasznie zabolała. Asia powiedziała mi, że nie pamięta mnie jako przyjaciółki, że jestem dla niej obcą osobą i że straciła pamięć przez tamten wypadek, więc nic nie pamięta. Opowiedziałam jej o tamtym wypadku bo mówiła, że nie wie dlaczego trafiła do szpitala. Mówiła też, że czuje się jakby ktoś wyciął jej kawałek życia z pamięci, że czuje się tak jakby wtedy nie żyła. Powiedziałam jej, że bardzo mi kiedyś na niej zależało, że traktowałam ją jak przyjaciółkę... nasze spacery, rozmowy, siedzenie na dachu śmietnika, dużo śmiechu, było fajnie, nazwali nas „mafiozi” tak dla śmiechu, no i wtedy dostałam żywą myszkę, którą się opiekowałyśmy i nazwałyśmy ją „mafiozo”... Jest mi przykro, bo mam piękne wspomnienia, które strasznie mocno bolą... a Asi jest przykro... bo nie ma wspomnień.

 

„Stoję i widzę tam daleko, jak stoi i patrzy na mnie, jest coraz dalej i dalej, mgła opada, prawie jej nie widzę. Chcę ją złapać i spytać się – dlaczego? Lecz zginęła w tej szarości ponurej, odeszła i przyjaźń się skończyła. Wołam i wołam! Serce me z rozpaczy złamane Asia! Wysłuchaj! Pokaż się i nie odchodź. Błyśnij dla mnie znów humorem, tak jak dawniej błyśnij rozumem. To Ty, Ty zawsze mi pomogłaś, a teraz odchodzisz? I widzę, widzę tam w obłokach na ulicy cień, jej cień, czeka abym coś powiedziała. Lecz ja stoję i nie wiem co mam mówić. Stoję i nic nie mówię, a ona odchodzi, i znika w tej gęstej mgle i nigdy, już nigdy nie wróci”

Przemyślałam wszystko, przestałam wierzyć w przyjaźń, nikomu nie ufałam, stałam się ostrożna i próbowałam być mniej naiwna.

20:25, kochanazlosnica
Link Dodaj komentarz »

Po długim czasie na swojej drodze spotkałam Karinę. Dziwne, bo dużo z nią przeżyłam, a nie mogę sobie jej nazwiska przypomnieć, wiem że zaczyna się na P.

Z Kariną pracowałam. Nasz były szef ma dwie restauracje „Mc’ Donald’ s” (są to prywatne restauracje Pana Jacka Ch.), ona pracowała w jednej, ja w drugiej. Chodziło dużo plotek o niej i nikt jej nie lubił, za to mnie lubiła większość . Gdy przeszła do naszej restauracji, każdy się na nią krzywo patrzał, zaczęły się kłótnie, ja do niej pierwsza podeszłam, choć każdy mnie ostrzegał, ale ja postarałam się o to, by się dobrze u nas poczuła, no tak, ale ona już później tego nie pamiętała. Później odbił jej awans, zaczęłyśmy się kłócić.

„Dziwne jest to wszystko,dziwny jest ten cały świat, ale najdziwniejsze jest to co dzieje się w nas, to co nieraz tak boli i co uwiera jak metka na koszuli. Serce me płacze, gdy patrze i nie mogę nic powiedzieć i gdy Ty nic też nie mówisz. Spojrzysz się tylko... bo musisz, powiesz coś tylko... bo też musisz i nie ma już nic więcej, nie ma tego co było. Mieszkać tak to kara. Czy można to nazwać rozczarowaniem? Na pewno, bo miało być inaczej, a nie ma już nic, jest tylko złość, która przysparza problemów i łez. Czy musi być tak dalej? To zależy tylko od nas. Ja chce by było tak jak dawniej,lecz czy Ty tego chcesz?”

Postanowiłyśmy razem zamieszkać, wyprowadzić się od rodziców i nauczyć się odpowiedzialności i posmakować życia bez pomocy rodziców. Chciałam zobaczyć, czy już jestem gotowa na takie życie i przygotować się do niego. Było fajnie... gdy ja byłam w pracy, ona sprzątała, gotowała, przynosiła mi obiad do pracy i odwrotnie... gdy ona była w pracy, to ja sprzątałam i przynosiłam jej obiad. Pomyślicie sobie... obiad do pracy? Wariatki... wcale nie, bo z domu do pracy miałyśmy 3 min. Ale potem wszystko się zepsuło. Miała do mnie o wszystko pretensje w pracy, lubiła krzyczeć i się wyżywać na mnie, ale nie widziała, że jestem zmęczona i mam dosyć bo pracowałam 260 godzin w miesiącu. Przez to były kłótnie w domu, choć na początku postanowiłyśmy, że co w pracy to nie w domu i odwrotnie. Przestałyśmy rozmawiać ze sobą w domu, przestała sprzątać, zaczęła gotować tylko dla siebie, nie wytrzymałam i nasze drogi się rozeszły, ona zamieszkała ze swoim chłopakiem, a ja ze swoim.

„To co było już nie wróci, to co było też nie zginie, zawsze będzie w mojej głowie, zawsze będę myśleć o tobie. To co było czas zakończyć, zacząć było pięknie, lecz nie dla nas dziś to wszystko, choć chęć wielka by naprawić, to mur pęka i nic z tego. Mów co zrobić mam by pomóc, lub co zrobić, by zostawić. Dziś to wszystko takie trudne,bo me słowa są okrutne. Lecz co zrobić, moja wina? I co dalej, łez zabrakło. Tylko niechęć i nic więcej. Moje myśli skołowane. Cóż mam zrobić? Płakać? Krzyczeć? Już nie mogę, nie mam siły.”

20:25, kochanazlosnica
Link Dodaj komentarz »