Blog > Komentarze do wpisu
"15 dni wyciętych z mojego życia- list do przyjaciela"

Książkę dedykuję tym, co we mnie wierzyli... Dziękuję wam...

 

15 Dni wyciętych z mojego życia - list do przyjaciela

Karolina Storma    luty/marzec 2009r.

 

27 Lutego życie mi się zatrzymało na 15 dni.

O godzinie 21 zadzwonił dzwonek do drzwi, otworzyłam, a wraz z otwarciem znalazło się w moim domu trzech funkcjonariuszy policji, w tym jedna pani, miała na imię Justyna. Mój ojciec nie chciał mnie wypuścić, dzwonił na policje, że ci policjanci nie mają nakazu. Jeden z policjantów szarpnął mojego ojca, który jest po operacji i ledwo, co stoi na nogach. Ale niestety wyciągnęli mnie i wsadzili do auta. Pozwolili mi zapalić jeszcze papierosa zanim ruszyliśmy, więc zapaliłam by się trochę uspokoić. Gdy tak siedziałam w aucie, szła Marta, moja sąsiadka, podeszła do mnie przerażona, pytała się, co się dzieje, a ja jej tylko powiedziałam, że mnie zamykają. Dałam jej pieniądze, które miałam odłożone na badania i powiedziałam by oddała mojemu bratu lub mamie. No i pojechałam na komisariat Oksywie.

Tam mnie przesłuchali i zrobili rewizje osobistą. Gdy podpisaliśmy wszystkie papiery zdążyła przyjechać jeszcze mama i kupić mi coś do picia... Chciała zapłacić im, ale niestety od tej kary nie było zamiennika. No i pojechałam do Gdańska na ul. Kurkową.

Nawet nie wiesz, co ja tu przeżywam. Będziesz to czytać, to mam nadzieję, że żadna łza Ci nie poleci przez to co napisałam.

 

Dziś już 28 luty

Wczoraj mnie tu przywieźli. Musiałam przejść przez kilka bramek, badała mnie lekarka, potem ktoś sprawdził wszystkie moje rzeczy, które miałam przy sobie, część zabrał, a część mi oddał (mam jedno jedyne zdjęcie, które podnosi mnie na duchu). Potem wzięła mnie do przeglądu tak zwana piguła, kazała wszystko ściągnąć i ukucnąć,żeby zobaczyć czy coś przypadkiem mi nie wyleci, np. narkotyki. Zostawiła mi skarpetki, majtki i stanik. Ubrałam się w zielone spodnie, koszule i czarne wojskowe buty- wyglądałam jak robotnik.

Dostałam dwa koce, mała poduszkę i prześcieradło. Do tego takie rzeczy jak: papier toaletowy (jedna rolka jest przydzielana na miesiąc), mydło, i plastikowe: kubek, łyżkę, widelec, nóż, talerz i miskę. Przed wejściem do celi sprawdzili mi włosy i kazali się wykąpać w zimnej wodzie.

Przeszła po różnych korytarzach, które wyglądały strasznie ponuro, brudno, to wyglądało tak jakby to wszystko było opuszczone, takie niezadbane i miało kilka set lat- jak wielkie i stare lochy.

W końcu funkcjonariusz, czyli klawisz, stanął przy celi nr „5”, a ja za nim. Otworzył, ale cela była w tak strasznym stanie, śmierdziało z kibla, a materace na łóżku były rozwalone, że chyba zrobiło mu się głupio, więc postanowił sprawdzić cele obok. No i już w niej siedzę, cela nr „6”, która znajduje się w piwnicy, jeszcze przez 14 dni będzie moja, będzie moim domem.

Było jakoś, po 23 gdy weszłam do celi, ciemno, nic nie widziałam, a klawisz zamknął drzwi.

Ja usiadłam i płakałam, nic nie widziałam, starałam się zebrać do kupy. Gdy już poczułam się trochę lepiej, przypomniało mi się, że zostawili mi breloczki od moich kluczy, a jednym z nich była malutka latarka. Więc wysypałam wszystko z torebki i po omacku starałam się ją znaleźć. Gdy ją znalazłam wsypałam wszystko z powrotem do torebki i odłożyłam, nawet nie miałam ochoty, by coś w niej układać. Za pomocą latarki zrobiłam łóżko, płakałam i robiłam to cholerne łóżko, i nic mi nie wychodziło. Gdy już je zrobiłam, to przez jakiś czas siedziałam tak bez ruchu i płakałam, łzy mi leciały jedna za drugą, w końcu się położyłam, ale przez długi czas nie mogłam przestać płakać. Zasnęłam, ale czuwałam, słyszałam każde kichnięcie, kaszlnięcie i spuszczenie wody w kiblu. Na około mnie słyszałam głosy ludzi, przestępców, samych facetów. Zrobili pobudkę o 6 rano muzyką metalową, zapalając równocześnie światła,myślałam, że oślepnę, potem leciała jedna piosenka Eminema i nastała cisza. Usłyszałam, że w moim skrzydle otwierają i zamykają po kolei drzwi. To był apel. Trzeba było stanąć przed drzwiami na baczność, sprawdził, że żyje i zamknął z powrotem klapę.

W końcu widzę jak wygląda moja cela, nie mówiąc o tym, że czułam, że nie jest piękna, w ogóle ładna, czułam, że okna są nieszczelne, bo wiało, w nocy było strasznie zimno, musiały być stare, no i później patrzałam i się nie myliłam. Tak zmarzłam, że jak klawisz się pytał czy chce iść na spacer, to odmówiłam, no i też z tego powodu, że bałam się tego co mnie spotka, gdy wyjdę na spacerniak.

Może opowiem jak moja cela wygląda.

Jest tu łóżko jednoosobowe, nieskładane, metalowe. Na nim są trzy małe materace, tworzące jeden duży, są brzydkie i brudne. Naprzeciwko łóżka mam przytwierdzone do ściany stół i krzesło, oczywiście z metalu. Nad stołem jest coś, co wygląda jak mała szafka, następnie jest zlew, ble...Ohydny i leci tylko zimna woda, a wręcz lodowata, nad zlewem mam lustro, więc mogę pogadać z moim odbiciem. No i w rogu przy drzwiach stoi kibel, z którego strasznie śmierdzi, a nad nim coś, co wygląda identycznie jak stół, tylko, że w tym przypadku spełnia to rolę półki. Położyłam tam papier toaletowy i dwa ręczniki, które też dostałam. No i jest wieszak z drewna, ale zastanawia mnie, po co on tu. Drzwi są grube, ciężkie, brązowe całe z metalu, mają tylko oczko (kukiel), przez które patrzą klawisze.

sobota, 17 kwietnia 2010, kochanazlosnica

Polecane wpisy

  • "Parę słów od mojej przyjaciółki"

    Pamiętaj, że żadna chwila się już nie powtórzy. Żadna sytuacja, żaden dzień. Ciesz się tą chwilą Twojego życia, niech ona zawsze w Twoim sercu jest. W złych chw

  • "Panasonic II"

    Lepię, wtykam, dalej lepię, wtykam... Stoję... oj tej pracy się nie boję... Plazma za plazmą jedzie po szynach, wózek pcha wózek... Śróbki lecą jak opętane, I w

  • "Panasonic"

    Władam kablami jak magik... Ten tu... Tamten tam... OOO...Pokazało się kółeczko... Kabel do dziórki raz... Kabel do dziórki dwa... Teraz w szkiełku są paseczki.